Kto chroni tymczasowych?

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2010-01-18, ostatnia aktualizacja 2010-01-18 12:53

Choć miesiąc temu prezydent podpisał zmianę ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych, parę dni temu złożył w Sejmie kolejny projekt w tej sprawie.

ZOBACZ TAKŻE

Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi



Tydzień temu pisaliśmy w "Gazecie Praca", że wchodzą w życie znowelizowane przepisy dotyczące pracy tymczasowej. I co zaskakujące, zadowoleni z nich byli i pracownicy tymczasowi, i pracodawcy. Dzięki temu rozwiązaniu można zatrudniać pracowników tymczasowych w firmach, nawet jeżeli w okresie poprzednich sześciu miesięcy przeprowadziły zwolnienia grupowe (bez względu na charakter stanowisk tych pracowników i lokalizację oddziału firmy). Otwarcie firm dla pracowników tymczasowych to efekt m.in. nowelizacji ustawy o pracy tymczasowej podpisanej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w grudniu 2009 r.

A w złożonej w Sejmie przez prezydenta trzy tygodnie później "nowelizacji nowelizacji" znalazł się zakaz zatrudniania pracownika tymczasowego, "jeżeli rodzaj wykonywanej pracy i miejsce jej wykonywania ma się pokrywać w całości lub w części z rodzajem wykonywanej pracy i miejscem jej wykonywania przez pracownika stałego, którego pracodawca zwolnił w okresie ostatnich sześciu miesięcy". Obecnie ograniczenie to wynosi trzy miesiące i dotyczy wyłącznie zatrudnienia na tym samym stanowisku pracy. Prezydent proponuje także sankcję karną za naruszenie tego przepisu - grzywnę na wniosek inspektora pracy. Czyli podpisując nowelizację, prezydent zaakceptował poszerzenie prawa pracodawców do zatrudniania pracowników tymczasowych. Po czym we własnym projekcie ponownie je ograniczył. - Kiedy w grudniu pan prezydent podpisywał nowelizację, wydawało się, że akceptuje kierunek zmian. Teraz sygnalizuje, że się z nim nie zgadza - komentuje Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. - Warto podkreślić, że celem wchodzącej w życie nowelizacji było zmniejszenie ograniczeń w korzystaniu z pracy tymczasowej, natomiast projekt prezydencki przeciwnie - wprowadza ograniczenia.

W jaki sposób głowa państwa tłumaczy potrzebę wprowadzenia takiego przepisu? Lech Kaczyński chce chronić pracowników stałych przed utratą pracy, czyli podstawowego źródła utrzymania. "Celem ustawy jest wprowadzenie regulacji w sposób pełniejszy zabezpieczającej pracowników (...) przed rozwiązywaniem z nimi umów o pracę w celu zastąpienia ich pracownikami tymczasowymi" - czytamy m.in. w uzasadnieniu prezydenta. - Pracuję jako informatyk w firmie farmaceutycznej od 8 lat. Mam etat. U nas w dziale przewija się sporo pracowników tymczasowych przy realizacji konkretnych projektów. W naszej branży to standard - mówi 35-letni programista z Warszawy. - Może powinienem się obawiać, że teraz szefowie zwolnią grupowo ludzi z działu i przyjmą pracowników tymczasowych? - Tego rodzaju obawy wynikają z niezrozumienia idei pracy tymczasowej - mówi Katarzyna Gurszyńska, dyrektor operacyjna Związku Agencji Pracy Tymczasowej. - Otwarcie rynku dla tego rodzaju pracowników nie jest żadnym zagrożeniem dla etatowców. Pracownik tymczasowy jest potrzebny w sytuacjach wyjątkowych, w czasie realizacji projektów czy prac sezonowych. Wystarczy przytoczyć dane z krajów unijnych, w których praca tymczasowa ma długą tradycję. Na przykład w Wielkiej Brytanii tego rodzaju pracownicy to 4,5 proc. zatrudnionych.

Komentarz:

Zastanawiam się, czy nowy zapis w ogóle jest potrzebny? Podpisując poprzednią nowelizację, prezydent deklarował, że zamierza zrobić coś, by chronić pracowników stałych. Tylko po co? Bo są wyborcami?

Zagrożenia nie ma. Zatrudnionych na stałe, których pracodawca chciałby się pozbyć na rzecz tymczasowych, chroni ustawa o zwolnieniach grupowych. Jednoznacznie mówi się w niej, że po zwolnieniach grupowych, gdy zakład pracy chce przyjąć na opróżnione stanowisko pracownika, musi w pierwszym rzędzie zwrócić się do tych, których niedawno zwalniał. A przecież w ostatniej nowelizacji chodziło o to, by po zwolnieniach grupowych firma mogła przyjmować pracowników na inne stanowiska. Wielu pracodawców skarżyło się na to, że zwalniając grupowo np. pracowników administracyjnych, nie mogli przez pół roku przyjąć pracownika tymczasowego nawet na stanowisko choćby ślusarza.

Otwarcie się firm na pracę tymczasową jest ważne dla naszego rynku pracy. Bezrobocie ostatnio tylko wzrastało, a bez pracy pozostawało ponad 1,8 mln Polaków. Do niedawna praca tymczasowa zmonopolizowana przez studentów dorabiających w czasie wakacji teraz staje się kołem ratunkowym przede wszystkim dla pracowników w wieku 50 plus, którzy mają problemy ze znalezieniem jakiegokolwiek stałego zatrudnienia. W zeszłym roku prawie pół miliona osób tak znalazło zatrudnienie. To 500 tysięcy mniej bezrobotnych w rejestrach urzędów pracy. Przynajmniej na jakiś czas. Dla ludzi bez pracy możliwość przepracowania tymczasowo nawet półtora roku u jednego pracodawcy to szansa, nawet na etat. To po co im ją ograniczać? Bo tak podpowiadają związki zawodowe lub kalendarz wyborczy?



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Gros firm ma tylko pracowników tymczasowych! zablokowany-obrazliwy-nick 20.01.10, 14:52

    <<Może powinienem się obawiać, że teraz szefowie zwolnią grupowo ludzi zdziału i przyjmą pracowników tymczasowych? - Tego rodzaju obawy wynikają zniezrozumienia idei pracy »