Ograniczenie w paleniu tytoniu obowiązuje w Polsce od 1995 roku. Obecnie nie można tego robić w zakładach opieki zdrowotnej, szkołach i uczelniach wyższych oraz innych placówkach opiekuńczo-wychowawczych (czyli np. przedszkolach), zakładach pracy i jednoosobowych lokalach gastronomicznych, z wyjątkiem specjalnie utworzonych palarni. W niektórych miastach, m.in. w Warszawie, Bydgoszczy i Kołobrzegu, nie można również palić na przystankach autobusowych i w innych publicznych miejscach, np. na plażach.
Posłowie: zaostrzyć przepisy Zaakceptowany niedawno przez sejmową Komisję Zdrowia projekt rozszerza zakaz palenia o nowe miejsca. Nie będzie więc można używać tytoniu także w obiektach kultury i wypoczynku, środkach transportu publicznego i miejscach z nimi związanych, czyli np. na dworcach kolejowych i autobusowych czy portach lotniczych.
Poza tym nie będzie można palić w prywatnych środkach transportu samochodowego, jeśli są one wykorzystywane do zarobkowego przewozu osób oraz gdy pasażerami są dzieci do lat 13. Oprócz wszystkich dotychczasowych i nowych miejsc, w których obowiązuje zakaz palenia, ma on również obowiązywać w odległości 10 metrów od wszystkich wskazanych lokalizacji, z wyjątkiem samochodów. Nie będzie też obowiązku tworzenia palarni w zakładach pracy.
Jeden pali, drugi nie Karol jest kierownikiem klubu studenckiego Archiwum, mieszczącego się w lubelskim miasteczku akademickim. Jest przeciwny całkowitemu zakazowi palenia w tego typu lokalach. Dlaczego? - Uważam, że to głupi pomysł. Mamy dwie części klubu. W jednej się pali, w drugiej nie - zaznacza. Jak dodaje, jemu palenie nie przeszkadza, bo sam jest uzależniony od tytoniu. - Większość ludzi, którzy do nas przychodzą, to studenci, którzy w większości palą. Może w eleganckich restauracjach, gdzie jest mniej młodzieży, taki zakaz byłby rozsądny - argumentuje.
Jego koleżanka z pracy - Ania, która jest barmanką i kelnerką, jest innego zdania. Sama nie pali, więc dla niej taki zakaz byłby korzystny. Widzi jednak minusy takiego rozwiązania. - Gdyby okazało się, że my przestrzegamy przepisów, a inne kluby nie, sądzę, że przychodziłoby do nas mniej ludzi - wskazuje.
Wyważanie otwartych drzwi? Ola pracuje w restauracji Quatro w Lublinie. Jest kelnerką, w weekendy studiuje prawo. Sama nie pali, więc palenie w klubie jej przeszkadza. Po całym dniu pracy jest mocno przesiąknięta dymem tytoniowym. Popiera rozszerzenie zakazu o tego typu miejsca, choć jak tłumaczy, lokal, w którym pracuje, rozwiązał już problem biernego palenia. - Mamy dwie odrębne sale oddzielone od siebie drzwiami - wyjaśnia.
Mimo tego, jej zdaniem zaostrzenie przepisów już niedługo okaże się wyważaniem otwartych drzwi. - Słyszałam, że docelowo akcyza na tytoń ma wzrosnąć tak, że paczka papierosów będzie kosztować 25 złotych! Większość moich znajomych planuje rzucić palenie, bo nie będzie ich na to stać. Problem czynnego i biernego palenia rozwiąże się sam - uważa.
Jak opowiada Ola, palenie tytoniu w knajpach czasem bywa niebezpieczne. Przekonała się o tym w zeszłym roku. - Sytuacja wyglądała dość prozaicznie: goście wstali od stolika, dlatego zaczęłam po nich sprzątać. Popiół z popielniczki wysypałam do kosza. Po kilku minutach zauważyłam, że kosz się pali. Ale zachowałam zimną krew. Po chwili wróciłam z wiaderkiem pełnym wody i uratowałam lokal - uśmiecha się.
Ewelina pracuje w restauracji Teatralna w centrum Radomia. Sama nie pali, więc od pięciu lat wdycha dym tytoniowy niemal codziennie. Od niedawna restauracja, w której pracuje, jest dużo większa, ale w związku z faktem, że większość stolików jest dla palących, dym czuć praktycznie w całym lokalu. Jak zaznacza, zakaz palenia w restauracjach, podobałby się jej. - Siedzenie cały dzień w dymie niszczy zdrowie. Negatywnie wpływa na włosy, cerę czy oczy. Ja jestem osobą dorosłą, to jeszcze jakoś przeżyję, ale dzieci? - mówi. Mimo to, jej zdaniem nowa ustawa może okazać się martwym przepisem, bo nikt jej nie będzie stosował i egzekwował.
600 tys. osób rocznie mniej Ze zdaniem Oli, która uważa, że wyższe ceny rozwiążą problem palenia, nie do końca zgadza się Andrzej Wojtyła, Główny
Inspektor Sanitarny. - Najważniejszymi regulatorami, jeżeli chodzi o wszystkie substancje psychoaktywne, a przede wszystkim tytoń, na pierwszym miejscu jest prawo, na drugim - edukacja i świadomość, a na trzecim - cena. Te trzy elementy wpływają w głównej mierze na częstość palenia - mówił na październikowym posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia.
Dlatego posłowie i środowiska medyczne zabiegają o szybkie przyjęcie proponowanych przepisów. Jak wskazywał w sejmie Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, doświadczenia innych krajów dotyczące zakazów palenia są zachęcające. - Okazało się, że nikt nie zbankrutował, że życie towarzyskie kwitnie, ludzie nie narzekają. Co więcej, nawet palacze w ogromnej większości popierają wprowadzone restrykcje. A zatem sukces, również w zakresie statystyki palenia, jest w tych krajach ewidentny i warto to naśladować - zachęcał.
Podobnego zdania jest dr Dorota Kaleta ze Światowej Organizacji Zdrowia. - WHO bardzo pozytywnie odnosi się do rozszerzenia zakazu palenia. Chodzi o promocję kultury niepalenia. Oczywiście, pojawiają się głosy, że to absurdalne zakazywać palenia w ogródku piwnym, czyli miejscu, gdzie wentylacja jest bardzo dobra. Mimo tego popieramy tego typu rozwiązania - argumentuje.
- Koncerny tytoniowe próbują nas przekonać, że restauratorzy tracą na wprowadzanych zakazach palenia w lokalach gastronomicznych. Z naszego "Raport o stanie Globalnej Epidemii Tytoniowej za rok 2009", wynika, że to nieprawda. Jak się również okazuje, obecne przepisy zakładające wydzielone dla palaczy miejsca, nie przynoszą spodziewanych rezultatów. Na całym świecie z powodu biernego palenia umiera rocznie 600 tys. ludzi - dodaje dr Kaleta.
Palenie? Restauracje - nie, kawiarnie - tak A jak się do proponowanych zmian odnoszą goście restauracji, pubów i dyskotek? Z badań Eurobarometru z 2007 r. wynika, że 70 proc. Polaków chce całkowitego zakazu palenia w restauracjach. W kawiarniach, pubach i barach zakaz używania tytoniu wprowadziłoby jednak tylko 57 proc. z nas. A co na ten temat mają do powiedzenia mieszkańcy Warszawy?