Młodym trzeba doradców

Rozmowa z Mateuszem Korsakiem*
2010-02-22, ostatnia aktualizacja 2010-02-22 10:52

Resort pracy daje 300 mln zł na pomoc bezrobotnym przed trzydziestką. Czego potrzebują? Na to mają odpowiedzieć sami.


Pośredniaki wyślą ich na szkolenia, staże, kursy przedsiębiorczości, dadzą dotacje na założenie firmy, zapłacą pracodawcom za stworzenie miejsc pracy. Z każdym bezrobotnym przed trzydziestką doradcy zawodowi będą ustalać indywidualny plan. Młodzi mają powiedzieć, czego potrzebują.

Aleksandra Lewińska: Jak najskuteczniej pomóc młodym bezrobotnym?

Mateusz Korsak: Dwudziestoparolatek bez etatu przede wszystkim potrzebuje doradztwa zawodowego. U nas wciąż bardzo niedocenianego. Młodym potrzebny jest fachowiec, który wskaże ścieżkę kariery, jeśli trzeba, poradzi, by się przekwalifikować. Niestety, w urzędzie pracy trudno młodemu do takiego specjalisty się dostać.

Bo w pierwszej kolejności wspierane są osoby bez kwalifikacji, nie bezrobotni magistrzy. Więc gdzie młodzi mają doradcy szukać?

- Można udać się do komercyjnego, ale lepiej do działającego w strukturach organizacji pozarządowych.

Lepiej, bo za darmo?

- Lepiej, bo jest zupełnie bezinteresowny. Nie będzie chciał nas upchnąć do jakiejkolwiek pracy, tylko będzie szył doradztwo na miarę klienta. Takie organizacje działają nie tylko w dużych miastach, ale też w mniejszych miejscowościach, są znakomicie zorientowane w lokalnym rynku. Często powodem ich powstania była właśnie diagnoza potrzeb tego rynku. Bazę takich organizacji można znaleźć m.in. w naszym portalu.

Dotacje na zakładanie firm to dobry pomysł dla bezrobotnego 28-latka?

- Mam mieszane uczucia. Ministerstwo często chwali się, jakie to skuteczne narzędzie i ilu ludzi dostało pieniądze na własną działalność. Ale nie monitoruje przeżywalności tych firm. Nie wiemy, ilu bezrobotnym udało się przetrwać na rynku dłużej niż dwa lata. Intuicyjnie czuję, że niewielu. Do prowadzenia biznesu przecież nie każdy się nadaje.

I nie każdy dostaje pieniądze z pośredniaka. Musi przejść kurs z przedsiębiorczości, napisać dobry biznesplan.

- To za mało. Z dotacji korzysta bardzo dużo osób, które nie mają kompetencji, smykałki do prowadzenia biznesu. A tego na żadnym szkoleniu nauczyć się nie można. Gdybym miał jednak takim trzydziestolatkom radzić, powiedziałbym: postawcie na bardziej innowacyjną przedsiębiorczość. Nie otwierajcie kolejnego salonu fryzjerskiego.

Jak wprowadzać na rynek nowe technologie, mając w kieszeni tylko 18 tys. zł dotacji z pośredniaka?

- Kwota dotacji jest relatywnie niewielka. Właściwie można założyć za nią dość proste formy działalności. Trudno o innowacyjność. Ale na sklep internetowy może starczyć.

A staże? Jeszcze niedawno dla młodego bezrobotnego były smutną ostatecznością. Praca poniżej kwalifikacji, za marne pieniądze i często bez perspektyw na stałe zatrudnienie.

- Komuś dobijającemu do trzydziestki trudno proponować pracę za marne pieniądze czy wolontariat, podczas którego zdobędzie doświadczenie, bo taki ktoś pewnie ma już rodzinę bądź o jej założeniu myśli. Ale wiadomo: lepiej robić cokolwiek niż nic. Najgorsza jest zawodowa bierność.

Ze statystyk wynika, że ponad 970 tys. Polaków przed 34. rokiem życia etatów nie ma.

- Pewnie więcej. Statystyki odnotowują tylko tych, którzy zarejestrowali się w pośredniaku. A młodzi robią to raczej niechętnie. Rynek pracy się skurczył. To uderza we wszystkich.

Kto ma najtrudniej?

- To raczej kwestia umiejętności niż wieku. Ale nie da się ukryć, że mamy coraz więcej absolwentów szkół wyższych bez etatów. To problem niedostosowania wykształcenia do potrzeb rynku. Młodzi kończą "wyższe szkoły humanistyczno-hotelarsko-menedżerskie". A takich magistrów pracodawcy nie potrzebują.

Jeszcze dwa lata temu młodzi byli pewni siebie, deklarowali, że nie zgodzą się na pracę i wynagrodzenie poniżej oczekiwań. Mogli przebierać w ofertach. Miniony rok diametralnie zmienił ich sytuację. Teraz pukają do drzwi, mimo że firmy nie rekrutują.

- Ci, którzy nie posiadali umiejętności technicznych, wtedy też nie mieli łatwo na rynku.

Jednak w razie kłopotów ze znalezieniem posady mogli spakować walizki i szukać jej za granicą. Dziś trudniej się na to zdecydować.

- Badania pokazały, że większość młodych wyjechała do państw unijnych nie za pracą, ale za płacą. I ta emigracja niekoniecznie była czymś złym. Nie każdy przecież jechał na zmywak.

Ale na zapleczach brytyjskich restauracji nie brakowało polskich magistrów.

- Informatyk, który na takie rozwiązanie się zdecydował, teraz za to płaci. Jego wiedza i umiejętności zdobyte przed wyjazdem się zdezaktualizowały, a pracodawcy wstrzymują rekrutację.

Ministerstwo chce właśnie takim bezrobotnym, przed trzydziestką, szczególnie pomóc w tym roku. Daje 300 mln zł.

- Pomysł dobry, niestety, na razie program resortu jest bardzo ogólny. Ministerstwo proponuje te same zasady wsparcia, instrumenty pomocy, jakie kierowało wcześniej do innych grup wiekowych: doradztwo, szkolenia, staże, dotacje. Nie wiem, czy uda się tymi metodami pomóc właśnie młodym.

* Mateusz Korsak - redaktor portalu www.bezrobocie.org.pl prowadzonego przez Fundację Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.3

7 głosów

  • Młodym trzeba doradców babai 26.02.10, 11:11

    Co mozna doradzić komus kto skończył z wyróżnieniem prestiżowy uniwerek na jednym z 10 najbardziej przyszłościowych kierunków a nie ma pracy od roku?»