Od wejścia Polski do struktur Unii Europejskiej kilkakrotnie powracał temat nieproporcjonalnych zasiłków dla bezrobotnych w różnych krajach UE. Wyjazdy Polaków do pracy za granicą, a potem powroty do kraju po stracie pracy także odbijały się echem komentarzy dotyczących zasiłków, a przede wszystkim zasiłków transferowych. O co chodzi? O transfer świadczeń podczas poszukiwań zatrudnienia w państwie członkowskim UE innym niż to, w którym ostatnio się pracowało. Tracąc pracę i przyjeżdżając do innego kraju UE z prawem do zasiłku wydanym przez swój urząd pracy, wsparcie finansowe można otrzymywać przez okres 3 do 6 miesięcy. Wysokość kwoty zależy od wysokości zasiłku przyznanego w kraju, gdzie bezrobotny się zarejestrował, a także od aktualnego kursu walut. Jako że od sześciu lat także Polacy mają prawo korzystać z transferu zasiłku do innego kraju, bardziej przedsiębiorcze urzędy pracy zaczęły nawet organizować spotkania informujące, jak starać się o zasiłek za granicą.
Turystyka zasiłkowaDyskutowano również o tym, że podczas sezonu turystycznego w Polsce liczba "transferowych bezrobotnych" wzrasta. Jedni widzieli w tym szansę na rozwój dla naszej gospodarki, bo przecież taki bezrobotny wydaje w Polsce pieniądze podatników kraju, z którego przybył, inni - rażącą niesprawiedliwość, prawną lukę, gdyż w kraju, gdzie się pracowało, taka wypłata starcza na niewiele, a tu, po przeliczeniu waluty, kwota zasiłku okazuje się naprawdę pokaźna.
Zasiłki transferowe wywoływały oburzenie nie tylko w Polsce. Na Wyspach gorąco komentowano powroty Polaków do ojczyzny po stracie pracy i zdobyciu prawa do zasiłku jeszcze w Anglii czy w Irlandii. Oburzenie powodował fakt, że takie zasiłki wypłacane są w Polsce z podatków Brytyjczyków, a do tego wszystko odbywa się zgodnie z prawem obowiązującym w Unii Europejskiej.
Jak mówi Wiesława Lipińska, rzecznik WUP na Mazowszu, od kilku lat rośnie liczba osób transferujących do Polski świadczenia z tytułu bezrobocia, ale jednak w zdecydowanej większości są to Polacy wracający z Irlandii i Wielkiej Brytanii. Ponadto z Islandii, Hiszpanii, Francji i Niemiec: 2007 rok - 33 osoby, 2008 rok - 121 osób, 2009 rok - 369 osób. Stan na koniec kwietnia 2010 roku to 139 osób (w tym ok. 10 obcokrajowców, m.in. z Belgii, Niemiec, Francji).
Większość obywateli polskich, jak dodaje pani rzecznik, po okresie zatrudnienia za granicą ubiega się o polski zasiłek, o czym świadczy poniższa statystyka: 2007 rok - 114 osób, 2008 rok - 367 osób, 2009 rok - 730 osób, kwiecień 2010 roku - 241 osób.
No problem?Warto zastanowić się nad słusznością zarzutów strony polskiej i brytyjskiej, dotyczących sprawy zasiłków transferowych oraz czy rzeczywiście sprawa tychże zasiłków i ich niewielka liczba, w szczególności jeśli chodzi o obcokrajowców, może prowadzić do jakichś wypaczeń czy problemów.
Prawnik, Mateusz Chodosz, twierdzi, że polskie prawo pracy zostało ujednolicone z prawem UE tylko w ograniczonym zakresie. W dużej mierze wynikało to z potrzeby ustanowienia pewnych minimalnych standardów ochrony pracowników i z przepływu pracowników między państwami członkowskimi. Należy pamiętać, że regulację wielu obszarów pozostawiono w gestii samych państw członkowskich, jak np. w przypadku określania wysokości zasiłku przysługującego bezrobotnemu i warunków, na jakich może go otrzymać.
Co ważne, bezrobotny z innego państwa UE, może nabyć uprawnienia do uzyskiwania świadczeń socjalnych wypłacanych przez Polskę spełniając warunki ustalone przez polskie prawo. Uzyskanie uprawnienia do zasiłku nie może zależeć od tego, czy dana osoba posiada obywatelstwo Niemiec czy Polski. W sytuacji, gdy spełnia kryteria ustalone przez polskiego ustawodawcę, może korzystać ze świadczeń wypłacanych przez nasz kraj. Podobnie ma się sytuacja w przypadku osób pochodzących z państw niezrzeszonych w UE. - Pretensje wydają się nieuzasadnione - twierdzi Chodosz. - Wynikają one oczywiście z dysproporcji między wysokością zasiłku dla bezrobotnych w Polsce i Zjednoczonym Królestwie. Polacy wracający z Wysp nabyli tam uprawnienia do zasiłku i tylko tamtejsze ustawodawstwo może mieć wpływ na wysokość otrzymywanych świadczeń. O ile konieczność wypłaty zasiłków można traktować jako pewną niedogodność, to jest ona rezultatem dopływu na Wyspy w ostatnich latach pracowników, którzy wypełniali nisze na tamtejszym rynku pracy.
Wydaje się słuszne, że po utracie pracy i spełnieniu warunków przewidzianych przez prawo kraju, w którym pracowali i odprowadzali składki na ubezpieczenie, Polacy mogą korzystać z wypłacanych przez ten kraj świadczeń. - Wydaje się - dodaje Chodosz - że jakiekolwiek limitowanie wielkości zasiłku zapewnianego przez np. Wielką Brytanię, w zależności od tego w jakim państwie jest on wypłacany, prowadziłoby tak na prawdę jedynie do poprawy samopoczucia osób otrzymujących, powiedzmy w Polsce, niższe świadczenia.
Jak dodaje Lipińska, zgodnie z przepisami o zasiłek należy ubiegać się w kraju ostatniego zatrudnienia. Zasiłki zagraniczne z reguły są wyższe od zasiłku polskiego, ale np. zasiłki brytyjskie wynoszą w przeliczeniu na złotówki ok. 1500 - 2000 zł miesięcznie, więc nie są aż tak drastycznie zróżnicowane.
Wszyscy obywatele Unii są zatem objęci tymi samymi przepisami, ale jednocześnie są zobligowani do przestrzegania przepisów obowiązujących w państwie poszukiwania pracy. Jak mówi rzecznik WUP na Mazowszu, wypłata świadczeń może zostać zawieszona przez państwo przyznające zasiłek, gdy bezrobotny podejmie pracę lub działalność na własny rachunek, gdy odmówi przyjęcia
oferty pracy lub zgłoszenia się na rozmowę o pracę na wezwanie Urzędu Pracy lub gdy będzie niezdolny do pracy.
Możliwość uzyskania zasiłku wiąże się ze spełnieniem kryteriów ustalanych przez dane państwo członkowskie. Wydaje się, że jeżeli celem samym w sobie miałoby być uzyskanie zasiłku w kraju, w którym jest on wysoki i po nim miałby nastąpić wyjazd do kraju, w którym koszty utrzymania są stosunkowo niskie, to spełnienie odpowiednich kryteriów wymagałoby naprawdę dużej determinacji.