Psychotesty - indywidualista czy dusza zespołu?
Czerwona kropka w Carrefourze to znak graficzny, mający na celu usprawnienie organizacji pracy. Program pilotażowy wystartował w grudniu 2009 roku, ale objął tylko wybrane hipermarkety w Polsce. Wdrażanie przebiegało pomyślnie, do dyrekcji firmy nie wpłynęły żadne skargi odnośnie nowej metody. Zgodnie z założeniami, od 5 lipca br. czerwona kropka pojawiła się też w supermaketach firmy. Jednak w tym wypadku procedura nie przebiegła równie pomyślnie. Wyznaczająca punkt zbiórki na poranne zebrania czerwona kropka okazała się także miejscem, w którym pracownik powinien zgłaszać przełożonemu chęć wyjścia do toalety. - Musimy sterczeć na tej kropce na oczach klientów, to jest upokarzające - powiedziała w rozmowie z dziennikarką Dziennika Wschodniego jedna z pracownic sklepu w Lublinie.
Sprawa szybko nabrała rozgłosu i wprowadziła w osłupienie dyrekcję firmy, która niemal natychmiast wydała oświadczenie dotyczące tej sprawy. - System organizacji pracy w Carrefour, jak każdy tego typu system w dużych firmach, wymaga informowania przełożonego o oddaleniu się z miejsca pracy - mówi rzecznik firmy Maria Cieślikowska i dodaje: - Z tego powodu czerwona kropka zostanie na podłogach sklepów. Rozwiązanie takie ma za zadanie m.in. zagwarantować bezpieczeństwo pracowników. Przełożony musi wiedzieć, ilu pracowników przebywa w miejscu pracy, bowiem w przypadku konieczności ewakuacji, czy innych wypadków losowych, ponosi za nich odpowiedzialność. Każdy pracownik w naszej firmie może bez problemów wyjść na przerwę. Chcielibyśmy jednoznacznie stwierdzić, że czerwony punkt jest wyłącznie miejscem, w którym odbywają się codzienne briefingi dla zespołów. Kierownicy spotykają się ze swoim zespołem o określonej godzinie i omawiają podział obowiązków oraz zadań na najbliższy dzień. W żadnym wypadku nie jest to miejsce, w którym pracownicy oczekują na pozwolenie od przełożonego na pójście na przerwę lub do toalety - mówi rzecznik firmy Maria Cieślikowska.
Zdaniem Cieślikowskiej informacja o upokarzających praktykach, które miały miejsce w lubelskich sklepach firmy jest wynikiem niezrozumienia przez kierowników ogólnych zasad projektu. - Po wnikliwym przeanalizowaniu sytuacji przez dyrekcję regionalną stwierdzamy, że opisana w Dzienniku Wschodnim sytuacja jest incydentalnym przypadkiem, który miał miejsce w związku z wprowadzeniem nowego systemu 3 dni temu do sklepu i który wynikł z niezrozumienia przez pracowników nowych zasad - zapewnia. - Podkreślamy, że nie jest zamiarem firmy w jakikolwiek sposób przyczyniać się do tego, aby nowe rozwiązania powodowały jakikolwiek dyskomfort pracowników. W związku z powyższym, w dniu dzisiejszym dyrekcja podjęła decyzję o ponownym zakomunikowaniu i przeszkoleniu pracowników z zakresu wyżej omawianej problematyki.