Historię Niny i Anny, dwóch nauczycielek ze szkoły w Kleczy Dolnej pod Wadowicami, opisywaliśmy już na łamach "Gazety Praca". Obie straciły zatrudnienie w 2009 r. i od tego czasu walczą o swoje prawa w sądach. Nie zgadzają się z decyzją dyrektorki szkoły. Przekonują, że to nie one powinny być pierwsze wytypowane do zwolnienia: mają staż pracy dłuższy od pozostałych nauczycieli, ich osiągnięcia są porównywalne albo większe, a w ich obronie stanęli rodzice uczniów. Nauczycielki przegrały w Sądzie Pracy w Wadowicach, ale złożyły apelację do sądu drugiej instancji w Krakowie. W przypadku Anny sąd utrzymał wadowicki wyrok.
Ale w przypadku Niny zmienił go w ostatni czwartek. Nina zatem może wrócić do pracy w szkole w Kleczy Dolnej. Sędzia w uzasadnieniu wyroku zaznaczyła, że nie znalazła obiektywnych kryteriów, którymi miałaby się kierować dyrektorka szkoły przy zwolnieniu polonistki. Wybór osoby do zwolnienia był dokonywany spośród trzech nauczycieli, których osiągnięcia i zaangażowanie są podobne i nie sposób ich porównać. Sędzia wskazała także, że dla Niny nauczanie w szkole w Kleczy Dolnej jest jedynym źródłem utrzymania.
Nina po usłyszeniu wyroku: - Ta wiadomość mnie zaskoczyła. Nie wierzyłam, że sprawiedliwość jest jeszcze możliwa. Jak mnie teraz potraktują w szkole, to się dopiero okaże. Jednak najważniejsze, że będę miała środki do życia, ubezpieczenie, i że będą się z mojego powrotu cieszyć dzieci.
Dyrektorka szkoły nie chciała skomentować dla nas wyroku sądu. Jej adwokat zapowiada, że będą się odwoływać. Anna natomiast na wieść o sukcesie Niny, chce walczyć dalej: - Zamierzam napisać do Rzecznika Praw Obywatelskich, do prokuratury, Ministerstwa Sprawiedliwości i do Urzędu Gminy w Wadowicach. Moja historia w świetle tego wyroku jest skandaliczna, zostałam potraktowana jak śmieć i nie zamierzam tego tak zostawić. Przecież moja sprawa jest analogiczna do Niny.