Nowe Horyzonty (nie) dla bezrobotnych

Katarzyna Pawłowska-Salińska
2010-08-16, ostatnia aktualizacja 2010-08-16 11:25

Tylko dwie prywatne agencje zatrudnienia wzięły udział w przetargu do udziału w pilotażowym programie aktywizacji bezrobotnych. A przetarg i tak unieważniono.


Fot. Grzegorz Dąbrowski / AG
"Nowe Horyzonty - w poszukiwaniu większej skuteczności pośrednictwa pracy". Tak nazwano projekt, który może zrewolucjonizować polskie urzędy pracy. Idea programu jest prosta: zaangażować do opieki nad bezrobotnymi prywatne agencje zatrudnienia. Takie rozwiązania sprawdziły się np. w Wielkiej Brytanii czy Holandii.

Średnio w Polsce między utratą pracy a znalezieniem nowej mija ok. osiem miesięcy. W Holandii to niecałe 60 dni. W Polsce jeden bezrobotny to dla budżetu państwa strata ok. 16 tys. zł rocznie z tytułu utraconych podatków i wypłacanych świadczeń. Gospodarka traci na tym ponad 460 tys. zł rocznie w wypracowanym PKB.

Prywatne agencje pomogą urzędom?

Jak to zmienić? Ekspertki od lat badające polski rynek pracy i związane z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych - Ilona Gosk, Joanna Tyrowicz i Anna Sienicka - opracowały projekt gruntownych zmian w systemie pośrednictwa pracy. Niewydolny system mają uzdrowić prywatne firmy (podobnie dziś zamawia się szkolenia). Już rok temu o propozycji FISE przychylnie wypowiadał się doradca premiera Michał Boni: - Projekt FISE jest zbieżny z zapisami w dokumencie "Polska 2030" o aktywizacji zawodowej.

Pomysł FISE poparła też Czesława Ostrowska, wiceminister pracy i polityki społecznej. Żeby przetrzeć szlaki, zaplanowano pilotaż. Przeprowadził go Powiatowy Urząd Pracy w Gdańsku. Plan był taki: wyłoniona zostanie grupa 900 bezrobotnych, którzy są zarejestrowani w gdańskim PUP. W zatrudnieniu 300 osób ma pomóc urząd pracy, kolejnych 300 - wybrana w przetargu prywatna agencja zatrudnienia, a ostatnie 300 osób to grupa kontrolna. Za każdego bezrobotnego, do zatrudnienia którego doprowadzi agencja, będzie otrzymywać pieniądze:

  • 1,3 tys. zł, jeśli bezrobotny przepracuje do czterech miesięcy,

  • ok. 2,3 tys. zł, jeśli będzie zatrudniony od 121 dni do ośmiu miesięcy,

  • prawie 3 tys. zł, jeśli przepracuje od 242 dni do roku.


  • W sumie można zarobić do 6,5 tys. rocznie.

    Nieważny przetarg

    Rozpoczęcie programu planowane było na sierpień. Miał trwać do końca maja 2012 r. Ale na razie pilotaż nie ruszy - przetarg ogłoszony przez PUP dla prywatnych agencji pracy został unieważniony. - Jestem tym przetargiem bardzo rozczarowany - mówi Roland Budnik, dyrektor gdańskiego PUP. - Po pierwsze, zgłosiły się tylko dwie agencje. Po drugie, musieliśmy przetarg unieważnić, bo agencje nie dopełniły formalności. Jedna firma nie przedstawiła zaświadczenia z Urzędu Skarbowego, druga - nie dostarczyła zaświadczenia o niekaralności jednego z członków zarządu.

    Dlaczego do przetargu zgłosiło się tak mało agencji? - To nieszczęśliwy zbieg okoliczności - wyjaśnia Monika Ulatowska ze Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia. - Trwa sezon urlopowy, może firmy nie zdążyły przygotować dokumentów? A może nie chciały ryzykować: najpierw wolały się przyjrzeć, jak to wygląda w czasie pilotażu. My ten projekt bardzo popieramy, to wielka innowacja i przyszłość agencji zatrudnienia.

    Agnieszka Zielińska, kierownik Związku Agencji Pracy Tymczasowej zrzeszającego największe polskie agencje pracy, podaje bardziej konkretne powody: - Nie byliśmy do końca pewni, czy projekt ruszy. Poza tym warunki przetargu były dość trudne do zaakceptowania dla wielu agencji, które zrzeszamy. Największe problemy: odroczona płatność za aktywizację bezrobotnego (najpierw po czterech miesiącach, potem co trzy) oraz to, że grupa miała być przekrojowa i trudno było przewidzieć, jakie to będą osoby. Może w ogóle nie będą zainteresowane pracą? W tej sytuacji rachunek korzyści do nakładu pracy nie przechyla się w stronę zysku.

    Dość trudne do spełnienia wymogi formalne przetargu akcentuje też Anna Brzezińska, account manager ze Start People. Ta agencja jako jedyna - obok Randstad - odważyła się stanąć do przetargu. - Podjęcie się aktywizacji tylu bezrobotnych o nieznanych cechach to prawdziwe wyzwanie - mówi Brzezińska.

    Współpraca bez partnerstwa

    Dr Joanna Tyrowicz z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego i współautorka projektu FISE jest sceptyczna co do przyszłości programu "Nowe horyzonty": - Nie dziwi mnie, że nie udało się przeprowadzić tego przetargu. Gdy dyrektor Budnik pokazał nam projekt pilotażu, od razu powiedziałyśmy, że niewiele agencji będzie zainteresowanych udziałem. Bo program stawia je na z góry przegranej pozycji. Wymagania wobec wykonawców są duże, a z drugiej strony ich ryzyko jest nieograniczone. Agencja - w przeciwieństwie do PUP - nie ma żadnej wiedzy o tym, jacy bezrobotni zostaną do niej skierowani. Nie ma też wpływu na dobór narzędzi aktywizacji, czyli np. szkoleń czy kursów. No chyba że zapłaci za to samodzielnie, czyli z tzw. nagrody za zatrudnienie danej osoby. Proszenie PUP o takie finansowanie może długo trwać, opóźniając realizację projektów, a poza tym urząd może się nie zgodzić (bo np. w tym roku nie ma już pieniędzy). To nie jest partnerstwo w działaniu - taki układ stawia agencje w niekorzystnej sytuacji. Gdybym była prywatną firmą, bałabym się wziąć udział w tak sformułowanym przetargu.

    Rok temu na konferencji poświęconej projektowi FISE dyr. Budnik nie wierzył w powodzenie tego pomysłu. Mówił, że jest mało prywatnych agencji, które mogłyby się zająć aktywizacją bezrobotnych: - Tam, gdzie w kwestii pomocy społecznej pojawia się wizja zysku i firma prywatna, nie możemy być pewni jakości usług.

    Zdaniem Joanny Tyrowicz nie tylko on tak myśli. - Od lat przedstawiciele MPiPS i publicznych służb zatrudnienia powtarzają fałszywą tezę, że nikt poza urzędami pracy nie umie i nie chce pracować z osobami bezrobotnymi w Polsce - mówi. - Niepowodzenie gdańskiego pilotażu posłuży za kolejny dowód dla tego stwierdzenia, choć wina leży po stronie błędnej konstrukcji przetargu i samego projektu, a nie po stronie niepublicznych instytucji rynku pracy. One postępują rozważnie i racjonalnie.

    - Tu wcale nie chodzi o bezrobotnych i ich przywrócenie na rynek pracy, ale o pokazanie, że państwowy urząd jest lepszy niż prywaciarze - mówi anonimowo pracownica dużej agencji pracy, która nie wzięła udziału w przetargu. - A przecież są lepsze agencje i gorsze, tak jak np. przedszkola prywatne bywają prowadzone źle, a są też miejsca świetne. W tym wszystkim chodzi, żeby stworzyć zdrową konkurencję, nie tylko w sektorze prywatnym, ale również w publicznym. Wtedy działania wszystkich będą skuteczniejsze i więcej ludzi szybciej znajdzie pracę.



    Źródło: Gazeta Wyborcza
    • Dodaj komentarz
    • Drukuj
    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      1 głos