"1 km 90 zł". Kolejny taksówkarz-przewoźnik przed sądem.

PAP
2010-08-17, ostatnia aktualizacja 2010-08-17 08:53

Przed krakowskim sądem rozpoczął się proces kolejnego taksówkarza-przewoźnika sprzed Dworca Gł. PKP, oskarżonego o zawyżanie opłat.

Do 2012 roku przewóz osób ma zniknąć z ulic stolicy
Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
Do 2012 roku przewóz osób ma zniknąć z ulic stolicy
Prokuratura oskarżyła Krzysztofa R., że oszukał lub usiłował oszukać sześć osób wprowadzając je w błąd co do tego, że świadczy usługi taksówkarskie i domagając się zawyżonych opłat za przejazd. Według zarzutów nastąpiło to w okresie od września do listopada ub. r., kiedy posiadający licencję na okazjonalny przewóz osób Krzysztof R. parkował razem z innymi przewoźnikami w pobliżu Dworca Gł. PKP. Towarzyszyła im tablica "To nie jest postój TAXI", wprowadzająca podróżnych w błąd olbrzymimi literami "TAXI".

Oskarżony nie przyznał się do winy. Jak wyjaśnił, posiadał licencję na okazjonalny przewóz osób i mógł samodzielnie ustalać stawki. Podał także, że na bocznych drzwiach miał wywieszony cennik: "1 km 90 zł" oraz informację o monitoringu. Przekazał sądowi płytkę z nagraniem kursu, podczas którego - jak twierdził - cały czas informował pasażerkę, iż nie jeździ taksówką, ale prowadzi usługi przewozowe. Sąd włączył nagranie do materiału dowodowego, zapozna się z nim w terminie późniejszym.

"Myślałem, że żyjemy w wolnym kraju. Działałem zgodnie z przepisami, informowałem pasażerów zaraz na początku albo przed zakończeniem kursu, że nie jadą taksówką. Nigdy nie żądałem najwyższej stawki, zawsze starałem się zawrzeć kompromis" - mówił oskarżony. Przyznał, że tablica "To nie jest postój TAXI" mogła być pewnego rodzaju reklamą. "Nie wyznaczono postojów, nie możemy z kolegami zarabiać na życie" - powiedział.

Jest to już drugi proces przewoźnika spod Dworca PKP. Za podobne zarzuty stanął w czerwcu przed sądem inny przewoźnik Edward Z. Także on wyjaśniał, że nikogo nie oszukał i jest uczciwym człowiekiem. Jego klienci np. za kurs z ulicy Lubicz na Conrada w Krakowie płacili 177 zł, choć wcześniej taksówką jeździli tam za 18 zł, a z ul. Lubicz na św. Anny płacili 134 zł, zamiast - jak wcześniej - 12,60 zł. Edward Z. pozywał do sądu swoich klientów, którzy nie zapłacili mu wygórowanej opłaty za kurs. Sąd oddalił kilka takich pozwów. Uznał, że są one sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.



Źródło: PAP
  • 34 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • "1 km 90 zł". Kolejny taksówkarz-przewoźnik prz... sselrats 17.08.10, 16:23

    To gdzie jest problem? W przepisach czy w ludziach dzialajacych zgodnie z przepisami?»

  • Tak samo jak w Japonii... x_rex 17.08.10, 21:28

    Przekręt stary jak świat. W Tokio kiedyś były bary gdzie za jednego drinkapłaciło się kilkaset dolarów co oczywiście też według właścicieli było zgodnie zprawem bo cennik leżał na barze i »

  • "1 km 90 zł". Kolejny taksówkarz-przewoźnik prz... akkj 17.08.10, 22:24

    To jakiś fenomen, że ten śmieć nie trafił nigdy do szpitala. Znam kilka osób,które po zakończeniu kursu i usłyszeniu, ile mają zapłacić zdemolowałoby temuszmaciarzowi porządnie facjatę. »