Czy znasz swoje prawa w pracy? - sprawdź się
Od czasu, kiedy chory może sobie wybierać szpital, w którym chce być leczony, szefowie lecznic muszą konkurować o względy pacjentów. W Szpitalu Miejskim w Bydgoszczy na oddziale położnictwa premie zespołu są uzależnione od wyników finansowych. - Porody należą do procedur, na które nie ma limitów. To znaczy, że im więcej dzieci urodzi się w naszym szpitalu, tym więcej pieniędzy dostaniemy z NFZ. Ale żeby kobiety chciały tutaj rodzić, trzeba o nie zadbać. Dlatego od pielęgniarki, poprzez położną, a na lekarzu skończywszy, wszyscy muszą się starać, bo od zadowolenia klientek zależy ich premia - mówi Krzysztof Tadrzak,
dyrektor szpitala.
Szefowie lecznic poprawiają więc komfort chorych, remontując i odnawiając oddziały, inwestując w nowy sprzęt, ale to za mało. Nawet najpiękniejsza sala chorych nie zastąpi życzliwości osób pracujących na oddziale. Dlatego Tomasz Ławrynowicz, dyrektor NZOZ Nowy Szpital w Nakle i Szubinie, zorganizował pracownikom
szkolenia. Lekarze, pielęgniarki, położne uczyli się, jak radzić sobie ze stresem w pracy, aby nie odbił się on na kontaktach z chorymi.
We wrześniu szkolenia z zakresu komunikacji interpersonalnej zaczną pracownicy lecznicy miejskiej w Bydgoszczy. - Szpital jest firmą usługową i musimy walczyć, aby utrzymać się na rynku. Dlatego czy to się komuś podoba, czy nie, o pacjenta trzeba dbać. Kończą się czasy, gdy lekarz albo pielęgniarka mogli warczeć na chorego. Jeśli ktoś ma problem z komunikacją, na szkoleniu się tego nauczy, a ci oporni na wiedzę i nieskorzy do empatii, nie muszą pracować u nas - mówi wprost Tadrzak.
Także Bydgoska Izba Lekarska chce pomóc medykom i organizuje dla nich warsztaty z komunikacji, na dodatek dla każdej specjalności osobne. - Każdy z nas ma do czynienia z innym pacjentem. Ten u lekarza rodzinnego jest mniej przerażony niż chory, który trafia do onkologa i boi się o życie. Dlatego szkolenie musi być dla każdej specjalizacji osobne - wyjaśnia Radosława Staszak-Kowalska, wiceprezes BIL. - Lekarze będą ćwiczyć naukę rozmowy z pacjentem razem z aktorami, którzy wcielą się w rolę osoby chorej lub jego rodziny.
BIL planuje m.in. warsztaty dla chirurgów, onkologów, lekarzy rodzinnych i pediatrów. Staszak-Kowalska pracuje w Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym w Bydgoszczy i podkreśla, że ma kontakt z wyjątkowo wymagającym pacjentem, jakim jest dziecko. - Zawsze staram się uśmiechać, żeby złagodzić nieco swój wizerunek. Jeśli dziecko jest małe, badam je na kolanach mamy, bo tam czuje się najbezpieczniej. Staram się nigdy nie zaczynać rozmowy, jeśli mój pacjent i jego rodzice stoją, a ja siedzę. Gdy znajdziemy się w tej samej pozycji, łatwiej nawiązać kontakt - wylicza. - Dbam, aby podczas całej wizyty mój pacjent i jego rodzice czuli, że są moimi ważnymi klientami.
Prof. Jacek Manitius, szef katedry i kliniki nefrologii, nadciśnienia tętniczego i chorób wewnętrznych w Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 w Bydgoszczy, przyznaje, że gdy on kończył
studia, a potem robił specjalizację, nikt nie uczył lekarzy, jak mają rozmawiać z pacjentem. - A przecież nie każdy, kto kończy studia medyczne, potrafi to robić - mówi. - Obserwowałem moich mistrzów, od nich się uczyłem. Dziś mam doświadczenie, ale wciąż nie jestem pewien, czy nie popełniam błędów. Bywa, że muszę przekazać choremu złe wieści w rodzaju: "Czeka pana dializa", "Konieczny jest przeszczep". To wymaga olbrzymiej delikatności, a wcześniej nawiązania serdecznego kontaktu z chorym, aby nie odebrał moich słów jak końca świata - mówi.