Do Pani Minister Edukacji Narodowej i Pani Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego RP
Głównym powodem jest oczywiście brak nauczycielek i nauczycieli (szczególnie poważny poza dużymi miastami), mała liczba godzin nauki i jej nieefektywność. Tradycyjnie dominuje "akademickie" podejście do języka. W ilu liceach i uczelniach odbywają się konwersacyjne lekcje, które pomagają opanować sztukę porozumiewania się na żywo? Niespodziewanie pojawiła się szansa wyjścia z tej sytuacji. Według danych opublikowanych kilka tygodni temu w Anglii i Walii (Szkocja ma odrębny system uniwersytecki, choć podobne problemy) tegorocznym absolwentom wyższych uczelni grozi masowe bezrobocie. O jedno miejsce pracy ubiega się 70 absolwentów. Do tego dochodzi spora armia bezrobotnych absolwentów z zeszłego roku.
Tutaj właśnie, wydaje mi się, pojawiła się szansa dla Polski. Przy współpracy obu państw, mobilizacji szkół i uczelni polskich i przy stosunkowo małych nakładach finansowych mógłby powstać wielki "korpus lektorów języka angielskiego". Ich głównym zajęciem byłoby prowadzenie kursów konwersacyjnych w niedużych grupach, oswajanie uczniów i studentów z angielskim przez native speakerów, poprawianie wymowy i powiększanie zasobu słów i zwrotów potrzebnych w przeciętnym obiegu. Można by do tego dodać zajęcia z wybranych dziedzin specjalistycznych (biznes, medycyna, inżynieria, nauki ścisłe). Koszt takich zajęć po przeliczeniu na jednego korzystającego byłby bez porównania niższy niż prywatne lekcje lub
kursy zagraniczne, intelektualne, społeczne i gospodarcze korzyści byłyby zaś ogromne.
Dla młodych Brytyjczyków szansa zrobienia czegoś wartościowego dla innych przez rok lub dwa (spora część z nich jest dość altruistyczna), nabrania nowego doświadczenia życiowego, poznania kraju i społeczeństwa bardzo różnego od swojego (a jednak członka wspólnej Unii Europejskiej) mogłaby być bardzo atrakcyjna. Na pewno bardziej niż praca w supermarkecie, restauracji albo klepanie biedy na zasiłku. A więc do korzyści, jakie mogą wyniknąć z takiego programu, można dodać dwustronne poszerzenie horyzontów, oswojenie się z obcymi kulturami i wzmocnienie poczucia "obywatelskości unijnej" (European citizenship), o której się często mówi, ale bez recepty, jak można ją promować w praktyce. Być może są nawet fundusze w budżecie Unii Europejskiej na wsparcie takiego programu.
Ten pomysł nie jest czystą fantazją; ma ważny, historyczny precedens. Na początku lat 90. Fundacja George'a Sorosa sponsorowała program zwany CEP (Civic Education Project). Początkowo byli to absolwenci północnoamerykańskich uniwersytetów, rekrutowani przez organizację zakotwiczoną przy Yale University. Na uniwersytetach i wyższych uczelniach w krajach postkomunistycznych, które przystąpiły do programu, prowadzili przez rok-dwa lata zajęcia po angielsku, głównie z anglistyki i nauk społecznych, uważanych za najbardziej potrzebne w regionie - po latach izolacji od Zachodu i w sytuacji szybkiej transformacji ustrojowej. Przekonałem centralę programu i przez kilka lat kierowałem programem dla Polski. Sprawdził się znakomicie. Dla niektórych wykładowców był to nawet początek kariery zawodowej związanej z Europą Środkowo-Wschodnią (albo droga do małżeństwa z Polakiem lub Polką!).
Ten projekt jest bardzo ambitny i niełatwy, ale możliwy. Kieruje nim wizja zwiększenia udziału młodej inteligencji polskiej w świecie, który coraz bardziej się globalizuje. Także zwiększenia widoczności Polski na arenie światowej. Polska jest wciąż zbyt odizolowana od tego świata - głównie przez bariery językowe. Tutaj jest szansa obniżenia tych barier.
*Zbigniew Pełczyński, kawaler Orderu Imperium Brytyjskiego za wkład w brytyjsko-polską współpracę, główny organizator programu wizyt studyjnych na Uniwersytecie Oksfordzkim dla Polaków i ich sąsiadów w latach 1983-94, założyciel stowarzyszenia Szkoła Liderów i prezes jego zarządu od 1994 r. do dzisiaj.