Z początkiem listopada stanęła produkcja w zakładzie odzieżowym Torpo w Toruniu. Na bruk trafiło ok. 200 pracowników, którzy do końca zostali w firmie. Do dziś nie zobaczyli pensji za październik oraz odpraw. Nie miał ich nawet kto wypłacić. Torpo nie ma zarządu - zastąpili go dwaj likwidatorzy. Mieli sprzedać firmowy majątek, spłacić długi i zamknąć biznes, ale zrezygnowali z funkcji.
W Torpo pracowały głównie kobiety, które przy maszynach spędziły większość życia. W ostatnich miesiącach większość zarabiała 1,3 tys. zł brutto. - Po tylu latach uczciwej pracy trafimy do Krajowego Rejestru Długów. Spółdzielni mieszkaniowej nie wytłumaczymy, że nie mamy na opłaty, bo pracodawca nam nie zapłacił - mówią zwolnione szwaczki.
- Niektóre koleżanki znalazły pracę jako sprzątaczki lub szatniarki. A do zakładu przychodzili ludzie z wykształceniem średnim lub nawet wyższym - mówi Dorota Stocka. Była mistrzynią krojowni, szuka pracy.
Torpo powstało w 1947 r. Jako przedsiębiorstwo państwowe produkowało dobrej jakości garnitury na rynek krajowy i eksport. W latach 90. przekształciło się w spółkę pracowniczą, a w 2008 r. ponad połowę akcji wykupiło kilku przedsiębiorców, do zakładu przyszedł nowy prezes Jan Kucharski. Wtedy firma miała niewielki zysk, zatrudniała 430 osób. Potem było gorzej - w 2009 r. pierwsze zwolnienia i strata 3,3 mln zł. Nowi akcjonariusze przegłosowali likwidację.
Kucharski twierdzi, że wszystko przez kryzys, który dotknął zagranicznych kontrahentów. Do tego Torpo nie wytrzymywało konkurencji z Azji. Prezes próbował zmienić strategię, szyć na miarę, otwierać sklepy firmowe. Nie wyszło.
Sprawą zaległych wypłat i odpraw zajęła się Państwowa Inspekcja Pracy. Poradziła, by pracownice poszły do sądu pracy lub Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Ale Fundusz nie pomoże. - Wnioski, które złożyliby pracownicy Torpo, nie mogą być rozstrzygnięte pozytywnie - nie pozostawia złudzeń
kierownik bydgoskiego biura FGŚP Waldemar Ziółkowski. - Likwidacja spółki prawa handlowego nie jest podstawą do wypłaty świadczeń z Funduszu na podstawie ustawy o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy. Taką podstawą natomiast jest np. ogłoszenie upadłości spółki, o którą mogą wystąpić m.in. wierzyciele.
Zwolnione rejestrują się w powiatowym urzędzie pracy.
Jego wicedyrektor Bożenna Pszczółkowska-Rudnicka przyznaje, że ofert zatrudnienia z branży odzieżowej nie ma w Toruniu za wiele. - Ale oferujemy też poradnictwo,
szkolenia, dotacje - wylicza.
Niektórym się udaje. Zwolniona Barbara Nasiadka zdobyła 19 tys. zł dotacji z PUP na rozkręcenie biznesu, ukończyła kurs "ABC przedsiębiorczości". - Mam już wynajęty lokal, teraz go wyposażam, a w styczniu otworzę tam zakład krawiecki.
Sprawami Torpo zajmuje się wyznaczony przez sąd kurator. Na styczeń zwołał walne zgromadzenie akcjonariuszy, które ma wybrać nowego likwidatora. Ten będzie musiał sprzedać majątek firmy i spłacić długi.