Toruńskie Torpo bez szans na ratunek

Tomasz Ciechoński
2010-12-28, ostatnia aktualizacja 2010-12-28 10:24

Znany producent garniturów Torpo zakończył działalność. Zostały po nim długi, niewyjaśnione interesy i bezsilność byłych pracowników, którzy czekają na pensje.

Torpo
Fot. Robert Górecki / AG
Torpo
ZOBACZ TAKŻE
Z początkiem listopada stanęła produkcja w zakładzie odzieżowym Torpo w Toruniu. Na bruk trafiło ok. 200 pracowników, którzy do końca zostali w firmie. Do dziś nie zobaczyli pensji za październik oraz odpraw. Nie miał ich nawet kto wypłacić. Torpo nie ma zarządu - zastąpili go dwaj likwidatorzy. Mieli sprzedać firmowy majątek, spłacić długi i zamknąć biznes, ale zrezygnowali z funkcji.

W Torpo pracowały głównie kobiety, które przy maszynach spędziły większość życia. W ostatnich miesiącach większość zarabiała 1,3 tys. zł brutto. - Po tylu latach uczciwej pracy trafimy do Krajowego Rejestru Długów. Spółdzielni mieszkaniowej nie wytłumaczymy, że nie mamy na opłaty, bo pracodawca nam nie zapłacił - mówią zwolnione szwaczki.

- Niektóre koleżanki znalazły pracę jako sprzątaczki lub szatniarki. A do zakładu przychodzili ludzie z wykształceniem średnim lub nawet wyższym - mówi Dorota Stocka. Była mistrzynią krojowni, szuka pracy.

Torpo powstało w 1947 r. Jako przedsiębiorstwo państwowe produkowało dobrej jakości garnitury na rynek krajowy i eksport. W latach 90. przekształciło się w spółkę pracowniczą, a w 2008 r. ponad połowę akcji wykupiło kilku przedsiębiorców, do zakładu przyszedł nowy prezes Jan Kucharski. Wtedy firma miała niewielki zysk, zatrudniała 430 osób. Potem było gorzej - w 2009 r. pierwsze zwolnienia i strata 3,3 mln zł. Nowi akcjonariusze przegłosowali likwidację.

Kucharski twierdzi, że wszystko przez kryzys, który dotknął zagranicznych kontrahentów. Do tego Torpo nie wytrzymywało konkurencji z Azji. Prezes próbował zmienić strategię, szyć na miarę, otwierać sklepy firmowe. Nie wyszło.

Sprawą zaległych wypłat i odpraw zajęła się Państwowa Inspekcja Pracy. Poradziła, by pracownice poszły do sądu pracy lub Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Ale Fundusz nie pomoże. - Wnioski, które złożyliby pracownicy Torpo, nie mogą być rozstrzygnięte pozytywnie - nie pozostawia złudzeń kierownik bydgoskiego biura FGŚP Waldemar Ziółkowski. - Likwidacja spółki prawa handlowego nie jest podstawą do wypłaty świadczeń z Funduszu na podstawie ustawy o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy. Taką podstawą natomiast jest np. ogłoszenie upadłości spółki, o którą mogą wystąpić m.in. wierzyciele.

Zwolnione rejestrują się w powiatowym urzędzie pracy.

Jego wicedyrektor Bożenna Pszczółkowska-Rudnicka przyznaje, że ofert zatrudnienia z branży odzieżowej nie ma w Toruniu za wiele. - Ale oferujemy też poradnictwo, szkolenia, dotacje - wylicza.

Niektórym się udaje. Zwolniona Barbara Nasiadka zdobyła 19 tys. zł dotacji z PUP na rozkręcenie biznesu, ukończyła kurs "ABC przedsiębiorczości". - Mam już wynajęty lokal, teraz go wyposażam, a w styczniu otworzę tam zakład krawiecki.

Sprawami Torpo zajmuje się wyznaczony przez sąd kurator. Na styczeń zwołał walne zgromadzenie akcjonariuszy, które ma wybrać nowego likwidatora. Ten będzie musiał sprzedać majątek firmy i spłacić długi.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów