Choć badania mówią, że kobiety zarabiają mniej, to nie wszyscy w to wierzą. - U mnie w pracy jest
kobieta - dyrektor finansowy, kobieta - szef
HR, kobieta - kierownik marketingu. One zarabiają dużo więcej niż ja, na stanowisku kierownika administracji - denerwuje się Mariusz z dużej międzynarodowej firmy spożywczej.
Nie o takie różnice jednak chodzi. Gdyby na miejscu kobiet kierowników w jego firmie znaleźli się mężczyźni, dostawaliby za dokładnie tę samą pracę o jedną piątą więcej. Gdy kobieta zarobi tysiąc, mężczyzna ma 1200 zł. I to za pracę na dokładnie tym samym stanowisku, w tym samym wieku, z takim samym wykształceniem jak kolega z pracy.
- Zarobki pracowników obydwu płci są dużo mniej zróżnicowane w międzynarodowych korporacjach niż w małych i średnich firmach. A to właśnie tych ostatnich jest najwięcej - są podstawą naszej gospodarki - tłumaczy dr Izabela Grabowska-Lusińska, socjolog pracy ze Szkoły Głównej Psychologii Społecznej. - I właśnie w sektorze MŚP panuje dyskryminacja i największa nierówność. A tam najtrudniej ją zmierzyć.
Przez dzieci tracimy połowę Według GUS średnia różnica płac kobiet i mężczyzn w Polsce to 20 proc. Komisja Europejska szacuje nierówności w zarobkach obu płci na prawie jedną trzecią. A badacze z niemieckiego Instytutu Studiów nad Pracą (IZA) z Bonn: Jérčme Adda, Christian Dustmann i Katrien Stevens poszli jeszcze dalej. Wyliczyli, że kobiety pod koniec swojej kariery zawodowej mogą zarabiać nawet o 64 proc. mniej niż mężczyźni!
Jak to możliwe?
- Około połowy tej różnicy zdaniem badaczy z IZA daje się wyjaśnić tym, że kobiety rodzą dzieci - tłumaczy dr Joanna Tyrowicz, ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. - W czasie ich wychowania tracą kapitał ludzki, który zyskuje się, pracując.
Poza tym, gdyby nie dzieci, kobiety pracowałyby dłużej i w pełniejszym wymiarze. Jest jednak inaczej. I w ten sposób kobiety "tracą" w ciągu kariery zawodowej nawet do 50 proc. zarobków. - Gdyby te same kobiety nie miały dzieci (od samego początku by ich nie planowały), ich płace byłyby "tylko" od 10 do 30 proc. niższe, w zależności od wieku - mówi dr Tyrowicz.
Co to oznacza? Nawet jeśli kobieta od początku kariery nie planuje dzieci, i tak przed emeryturą (po uwzględnieniu wykształcenia, wyboru zawodu itp.) będzie zarabiać nawet o jedną trzecią mniej od mężczyzny. Dlaczego? - Z powodów czysto dyskryminacyjnych - mówi dr Tyrowicz. Czyli dlatego, że jest kobietą.
Jak ocenia dr Tyrowicz, w Polsce ta różnica może być jeszcze większa. - Aktywność zawodowa kobiet jest niższa, a bariery w dostępie do rynku pracy większe. Choćby brak przedszkoli - ocenia.
Praca państwa najlepsza To wszystko ma wpływ na różnice w zarobkach. I na niską emeryturę. Dzięki niemieckim badaniom wiemy też, jak silnie dzieci wpływają na wybór zawodu przez kobiety. Gdyby nie miały, a nawet nie planowały potomstwa, znacznie rzadziej wybierałyby zawody rutynowe, a częściej te, które wymagają umiejętności abstrakcyjnych i dają wyższe zarobki.
- Kobiety znacznie częściej podejmują prace, które nie wymagają od nich zaangażowania - mówi Izabela Grabowska-Lusińska. - Dzięki temu mają czas i siłę poświęcić się dzieciom. Pracując na cały etat, w dodatku w firmie prywatnej, jest się 9-10 godzin poza domem. Wiele matek nie chce, żeby ich dzieci tak długo były w żłobku czy przedszkolu.
Dlatego wybierają stanowiska i instytucje, które zostawiają czas na bycie mamą.
Edyta Kisielewska z Warszawy jest świetną specjalistką od kontroli zapewnienia jakości leków. Mimo kilku bardzo dobrych propozycji z prywatnych firm farmaceutycznych pracuje w instytucji publicznej. - Bardzo mi odpowiada taki sposób pracy - mówi. - Mogę o godz. 16 odebrać syna z przedszkola i nikt nie kręci nosem, że wychodzę tak wcześnie z pracy.
- W pracy w instytucjach publicznych matki często mają lepiej - przyznaje dr Lusińska. - Mogą
dziecko urodzić, podchować i jeszcze wrócić na to samo miejsce. W firmach prywatnych zdarza się to znacznie rzadziej.
Kogo wolą dzieci Martę z Warszawy, specjalistkę ds. HR z dziesięcioletnim doświadczeniem, zwolniono z pracy, gdy chciała wrócić po urlopie wychowawczym. Jednak gdy szukała nowej pracy, odrzuciła kilka dobrych ofert. Powód: w obowiązkach miała zapisane liczne, niezaplanowane wcześniej wyjazdy służbowe. A Marta ma dwójkę małych dzieci.
- Nie mogę zostawiać dzieci na kilka dni. Bo z kim? Opiekunki dyspozycyjnej przez 24 godziny na dobę nie znajdę - mówi. A mąż? Ma swoją pracę, wraca o godz. 19. - Poza tym dzieci wolą mamę - ucina. - Gdy wyszłam ostatnio na cały dzień, mój trzyletni synek znów zaczął się załatwiać do łóżka.
Ale czy tak naprawdę musi być? Carmen Constantin, redaktorka rumuńskiej gazety "Adev rul", codziennie wraca do domu po godz. 22. Jej czteroletnia córka czeka na mamę, żeby ta poczytała jej książeczkę. Carmen się tym nie martwi: - Taką mam pracę - mówi.