Faworyzowanie w pracy: jak reagować, gdy szef ma pupila?

Rozmawiała Marta Piątkowska
17.12.2012 , aktualizacja: 17.12.2012 14:55
A A A Drukuj
Jacek Doliński

Jacek Doliński (ARCHIWUM PRYWATNE)

Rozmowa z psychologiem Jackiem Dolińskim
Marta Piątkowska: To, że nie lubimy, kiedy przełożony kogoś faworyzuje, jest pewne. Pytanie brzmi, czy praca to miejsce, w którym takie zachowanie przeszkadza nam najbardziej?

Jacek Doliński: Nigdy i nigdzie nie jesteśmy traktowani w ten sam sposób. Sęk w tym, jak sobie z taką sytuacją radzimy i na ile obiektywnie jesteśmy w stanie ocenić swoje faktyczne położenie.

Czyli zamiast oceniać, kto inny ma lepiej, powinniśmy zweryfikować, czy sami nie mamy dodatkowych przywilejów?

- Dokładnie. Może się okazać, że z punktu widzenia pozostałych członków zespołu to my jesteśmy w uprzywilejowanej sytuacji, bo na przykład przełożony dwa razy z rzędu wysłał nas na drogie szkolenie. My odbieramy to jako obowiązek czy przykrą konieczność nadrobienia zaległości w czasie wolnym, a inni jako sygnał, że szef bardziej nas ceni, skoro w nas inwestuje.

W każdym razie, jeżeli dojdziemy do wniosku, że jednak ktoś w zespole jest lepiej traktowany, należy łagodnie, ale stanowczo porozmawiać na ten temat z przełożonym. To trudna rozmowa, ale lepiej ją odbyć, niż nosić w sobie uzasadnioną frustrację.

Może pupilek szefa wcale nie czerpie ze swojej pozycji aż takich korzyści, jak nam się wydaje?

- Może i nie czerpie, ale problemem nie jest ich skala, tylko fakt, że występują. Skoro je zauważyliśmy, znaczy, że są na tyle wyraźne, by zwrócić naszą uwagę. Tak więc w wypadku pierwszych niepokojących sygnałów należy zebrać się na odwagę i podjąć ten temat z przełożonym. Jeżeli tego nie zrobimy, będziemy jedynymi przegranymi w tej bitwie.

Co w sytuacji, kiedy źle oceniliśmy intencje szefa i pomyliliśmy faworyzowanie na przykład z motywowaniem? Powiedzmy, że przełożony poświęca komuś więcej czasu, daje ciekawe projekty, promuje w innych działach.

- Prawdę mówiąc, faworyzowanie można pomylić ze wszystkim. Na przykład z nepotyzmem, który oznacza uwikłanie w różnego rodzaju zależności rodzinne czy towarzyskie. Zauważyłem, że często w tej sytuacji towarzyszy nam przekonanie - "nie mogę opierać się na ludziach przypadkowych". Ludzie sprawdzeni, których dobrze znam, dają mi gwarancję, że się nie zawiodę.

Faworyzowanie można pomylić również z intryganctwem, którego naczelna zasada "dziel i rządź" jest po prostu źle pojętą taktyką zarządzania. Wyróżniając - zwłaszcza niesprawiedliwie - zarządzający liczy na zawiść reszty lub kogoś konkretnego. Tylko że wyróżniany najczęściej nie wie, że jest narzędziem, a w dalszej perspektywie nawet ofiarą, gdy "żagiel" się złamie. Gdy zabraknie "patrona", zostaje sam na placu boju i musi radzić sobie z odwetowymi tendencjami tych, którzy pozostali. Nie zazdroszczę i przestrzegam przed takim kruchym mecenatem.

W błąd wprowadzić nas może również pozapłacowy system motywowania. Nonszalancja w nagradzaniu poprzez nieprzemyślane okazywanie sympatii - to chyba najlepsze określenie. Zwykle szafarz łask i przywilejów nie robi tego świadomie. Po prostu wykonuje nieprzemyślane gesty, kierując się zbytnio sympatiami, a nie przemyślanymi kryteriami oceny. Dzieci w klasie są w stanie wiele wybaczyć nauczycielowi, ale trudno im wybaczyć brak obiektywizmu w wychwalaniu tych, którym się to nie należy. Możliwe, że w intencji nauczyciela ma to zmotywować innych - tych niewychwalanych - do bardziej intensywnej pracy. Ale czy motywuje?

Można się jakoś na pupilku odegrać? Warto próbować zepsuć jego nienaganny obraz w oczach szefa?

- Jasne, że możemy się odegrać, jeśli okoliczności temu sprzyjają, chociaż przysłowie mówi, że "kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada". Nie będę straszył, bo nie należymy do narodu, który w swej historii czegokolwiek się bał. Po prostu odpłacanie pięknym za nadobne w tym wypadku się nie opłaca, bo powstaje niekończący się łańcuch "wzajemnych długów". Później już nie wiadomo, kto komu pierwszy się przysłużył. Czy bociana dziobał szpak, czy był dziobany



Zobacz także