Portale społecznościowe coraz częściej stają się miejscem wspólnej nauki, czyli tzw. we-learningu - pisze Dziennik Gazeta Prawna. Nową formę edukacji zauważyły również firmy. Z badań przeprowadzonych przez Bersin & Associates na grupie 800 menadżerów wynika, że 2/3 z nich uważa nieformalne
szkolenia za najbardziej efektywne. Z drugiej strony firmy nie przeznaczają zbyt dużych nakładów na te formę rozwoju pracowników, bo maja kłopoty z jej wykorzystaniem. Czym jest we-learning?
Psychotesty - czy potrafisz zarządzać czasem?
Taka forma nauki wykorzystuje różne formy komunikowania: blogi, fora dyskusyjne, środowiska społecznościowe. Szkolone osoby mają pełną kontrolę nad procesem uczenia, bo cała grupa decyduje, w którą stronę potoczy się dyskusja. Trener jest równocześnie członkiem zespołu i raczej monitoruje jego pracę niż narzuca swoje zdanie. W konsekwencji granice pomiędzy ekspertem, a szkolonym są zatarte i każdy może podzielić się własnymi doświadczeniami i wiedzą. Czasami rodzi to pytania o wiarygodność przekazywanych informacji i ich zakres.
- Szkoleniem we-learningowym może być zarówno wspólna nauka gry na gitarze nagrana w formie amatorskiego filmu instruktażowego przez jednego pasjonatów tego instrumentu i wrzuconego na You Tube, jak i poważna dyskusja z udziałem ekspertów dotycząca np. zaawansowanych narzędzi finansowych - mówi "DGP" Sławomir Łais, przewodniczący komisji ds. e-learningu przy Polskiej Izbie Firm Szkoleniowych.
Rozwój we-learningu powiązany jest z tworzeniem nowych narzędzi internetowych. Google inwestuje w Google Wave. Microsoft promuje Sharepoint i Live Service. Inne firmy rozwijają własne narzędzia takie jak Webex, GoToMeeting, czy Adobe Connect. Zawarte w nich rozwiązania przenikają powoli do świadomości osób odpowiedzialnych za szkolenia pracowników. Niektóre firmy (medyczne, inżynierskie, prawnicze) tworzą własne portale społecznościowe ułatwiające wspólną nauką i pozwalające kontrolować jej przebieg.