Praca >  Wiadomości >  Strefa HR

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum GazetaPraca.pl - Strefa HR

Mobbing - udowodnij i wygraj

Rozmawiała Katarzyna Włodkowska
2010-01-25, ostatnia aktualizacja 2010-01-25 10:53

Polskie prawo wciąż nie stoi po stronie poszkodowanego. Szykanowana w miejscu pracy osoba sama musi udowodnić, że doświadczyła mobbingu.

ZOBACZ TAKŻE
Katarzyna Włodkowska: Z państwa danych wynika, że zaledwie co 20. pracownik wygrywa sprawę sądową o mobbing. Dlaczego?

Anna Makowska, szefowa Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego: Po pierwsze, sądy pracy pomniejszają rangę spraw o mobbing, prawdopodobnie nie zdając sobie sprawy, jak traumatycznym przeżyciem jest szykanowanie w miejscu pracy. Mówiąc wprost - bagatelizują je. Po drugie, mobbing niezwykle trudno udowodnić. Pracownik, który postanawia walczyć przed sądem o odszkodowanie, musi dowieść, że nękanie go spełnia osiem przesłanek zapisanych w art. 943 par. 2 kodeksu pracy. A to bardzo trudne, bo te sytuacje muszą mieć miejsce jednocześnie. Dodatkowo taka osoba ma obowiązek udowodnić, że mobber znęcał się nad nią raz w tygodniu i co najmniej przez pół roku, co z kolei musi być podparte dowodami. Ciężko też o świadków, bo przecież w takiej sytuacji zastraszony - pośrednio - jest cały zespół.

Jakie dowody mobbingu wchodzą w grę?

- Gdy dostrzegamy, że stajemy się ofiarami, warto zacząć prowadzić coś na podobieństwo pamiętnika, czyli opisywać dokładnie, z datami i okolicznościami, krzywdzące zdarzenia, które nas spotkały ze strony mobbera. To pomoże potem przed sądem uwiarygodnić nasze zeznania. Przydatne są też wszelkie pisemne dokumenty, zaświadczenia, np. listy, e-maile, dlatego dobrze jest komunikować się z mobberem na piśmie, by móc potem udowodnić np. absurdalne zadania.

Często zachęca się do nagrywania mobbera.

- Nagrania byłyby idealnym dowodem - choć warto na wstępie zaznaczyć, że oczekiwanie od osoby mobbingowanej, czyli zastraszonej, w fatalnym stanie psychofizycznym, że będzie jeszcze na tyle opanowana i przebiegła, aby nagrywać swojego kata, to absurd. Ale jest też inny problem. Sąd wymaga autoryzacji takich nagrań. Chodzi o pewność, że nie było montażu. Tylko że nie zleca jej sam. Koszty takiej autoryzacji musi pokryć ofiara mobbingu. Tak samo sędziowie postępują zresztą w przypadku biegłych psychiatrów czy psychologów, którzy mają orzec, jak duży rozstrój zdrowia wywołał mobbing u pracownika. Jeśli już decydują się na biegłego, to też na koszt poszkodowanego. A przecież takie osoby najczęściej decydują się na pozew, gdy już złożą wypowiedzenie. Zatem mają ograniczone środki.

Przełom w mobbingu będzie w Polsce wtedy, gdy sądy zaczną zasądzać wysokie odszkodowania, a w prawie zmieni się zapis, że to osoba poszkodowana ma udowodnić, że się nad nią znęcano



Z kolei pracodawca, który będzie się starał podważyć zarzuty, ma pieniądze i armię prawników. A polskie prawo jest po jego stronie, bo wymaga od ofiary, żeby to ona udowodniła mobbing. Nie jak np. w Belgii, Szwecji i we Francji, gdzie mobbing uznawany jest za przestępstwo i to pracodawca musi udowodnić przed sądem, że nie nękał. Sprawy o mobbing są też bagatelizowane dlatego, że przed sądem staje ofiara, która, jak się okazuje w toku postępowania, jest jedyną spośród np. 30-osobowej grupy skarżącą się na mobbera. Pewnie musi być z nią coś nie tak. I na tym polega problem - sprawy o mobbing rozpatrują osoby, które nigdy go nie doświadczyły, tak samo jak stowarzyszenia antymobbingowe zakładają często osoby, które nie mają o tym pojęcia, a jak się temu potem przyjrzeć, to okazuje się, że żyją z prowadzenia szkoleń. A to przecież naturalne, że mobber dzieli załogę na: ofiarę - z reguły jedną, świtę - czyli wiernych, ale miernych, bojących się stracić pracę, i grupę neutralną, największą, która po prostu nie chce się wtrącać.

Ubiegłoroczna nowelizacja prawa pracy wprowadziła ochronę pracowników, którzy przeciwstawili się dyskryminacji czy molestowaniu kolegi lub koleżanki. Pracodawcy nie tylko nie wolno zwolnić takich osób, ale też traktować niekorzystnie, np. pomijając przy przyznawaniu premii. To przełom?

- Gdyby szef pominął panią przy przyznaniu 200-złotowej premii, walczyłaby pani o nią przed sądem? Poza tym premie są uznaniowe, więc jak to udowodnić? Tak samo ze zwolnieniem. Jak będzie chciał, to i tak to zrobi. Ale ważne, że taki zapis mimo wszystko jest w kodeksie, bo wielu zastanowi się kilka razy, zanim go złamie. O przełomie w Polsce będzie można mówić, gdy zmieni się kultura naszego społeczeństwa i - jak to się dzieje np. w Skandynawii czy Stanach Zjednoczonych - będziemy przestrzegać prawa, a ustawodawca rozszerzy zapis "Pracodawca jest obowiązany przeciwdziałać mobbingowi". Bo nawet nie wiadomo, co to ma oznaczać. Tymczasem na Zachodzie są jasne wytyczne, jak firma ma przeciwdziałać tym patologiom. Mielibyśmy również do czynienia z przełomem, gdyby polskie sądy pracy zaczęły w końcu zasądzać wysokie odszkodowania. Prawo określa tylko dolną granicę - to najniższa minimalna płaca. Dlatego m.in. w Polsce sięgają one maksymalnie wysokości trzech pensji poszkodowanego, a w Ameryce - nawet równowartość kilku milionów złotych.

Może faktycznie kilka milionów złotych to przesada?

- Amerykanie przebadali kiedyś skutki mobbingu. Okazało się, że dla ludzkiej psychiki są one porównywalne z przeżyciami w ośrodku karnym o zaostrzonym rygorze lub obozie koncentracyjnym. Czy ciągle mowa o przesadzie? Wiem, co mówię, bo sama doświadczyłam mobbingu. Nawet pani sobie nie wyobraża, jak trudno potem zbudować zdrowe relacje z nowym przełożonym, tak by np. prośba o napisanie pisma nie wywoływała u człowieka wymiotów. Z powodu zasądzania niskich odszkodowań trudno też o prawników, dobrych prawników, którzy będą podejmować się takich spraw.

Wygrała pani swój proces?

- Nie. Dochodziłam swoich praw, zanim zapis o mobbingu zaistniał w kodeksie pracy. Ponadto najbliżsi znajomi, którzy znali przebieg sprawy, odmówili zeznań, bo obawiali się straty pracy.

Przed ubiegłoroczną nowelizacją stowarzyszenia antymobbingowe wnosiły o m.in. wprowadzenie obowiązku ustalania w regulaminie zakładu pracy przepisów przeciwdziałających mobbingowi oraz sankcji karnych za ich nieprzestrzeganie przez pracodawców, tworzenia przez pracodawcę procedur przeciwdziałania mobbingowi czy wprowadzenia zapisów dotyczących ukarania sprawcy i osoby odpowiedzialnej za przeciwdziałanie przemocy. Ale żadnego z tych zapisów nie wprowadzono do kodeksu.

- Wielokrotnie prowadziliśmy z resortami pracy oraz sprawiedliwości rozmowy na ten temat. Ale wciąż nic z tego nie wynika. Mam wrażenie, że polski rząd wprowadził przepisy zakazujące mobbingu do kodeksu pracy tylko dlatego, że wiązało się to z przystąpieniem do Unii Europejskiej. A skoro już to zrobił, ma problem z głowy.

Uważasz, że powinniśmy o czymś napisać? Chciałbyś podzielić się ciekawą historią? Napisz do redakcji GazetaPraca.pl na adres gazeta.praca@gazeta.pl w tytule maila wpisując "Kontakt".



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.4

13 głosów

  • Mobbing - udowodnij i wygraj olias 29.01.10, 09:51

    rozumiem. wystarczy mieć dowody że przez pół roku i raz w tygodniu było sięjeb...ym. kolejne prawo które powstało w schemacie polskim ("i czasopism orazinne rośliny")»

  • Re: Mobbing - udowodnij i wygraj shellerka 29.01.10, 10:59

    mobber dzieli załogę na: ofiarę - z reguły jedną, świtę - czyli wiernych, alemiernych, bojących się stracić pracę, i grupę neutralną, największą, która poprostu nie chce się wtrącać.ten »

  • Mobbing - udowodnij i wygraj insomnia.1 23.02.10, 19:06

    Gdyby nie trzeba było udowodnić mobbing, to pracodawcy większość czasuspędzaliby w sadzie i więzieniu.Ciekawe, czy inaczej byłoby, gdyby nie trzeba było udowodnić gwałtu?»