Wiadomo, że stres z powodu braku pracy powoduje problemy zdrowotne. Bezrobotny cierpi fizycznie i psychicznie, ma niskie poczucie wartości. Ale okazuje się, że jakakolwiek praca nie wystarczy, by zachować zdrowie psychiczne. Musi to być zajęcie, które daje satysfakcję. W przeciwnym razie zaszkodzi nam jeszcze bardziej niż bezrobocie.
Wynika tak z badań przeprowadzonych przez naukowców z Australian National University. Bezrobotni, którzy znaleźli pracę o niskiej jakości, kiepsko płatną, bez perspektyw rozwoju albo na czarno, są znacznie bardziej skłonni do popadania w depresję od osób, które pozostały bez zatrudnienia. - Podjęcie jakiejkolwiek pracy nie musi koniecznie prowadzić do poprawy stanu zdrowia psychicznego - twierdzi dr Liana Leach z Centre for Mental Health Research (Centrum Badań Zdrowia Psychicznego) przy ANU. - Ludzie, aby osiągnąć i utrzymać lepsze samopoczucie, potrzebują dobrej pracy. To pokazuje, jak ważne są działania pracodawców w celu zapewnienia wysokiej jakości środowiska pracy, wsparcia i pewności zatrudnienia.
Rozmowa z Anitą Chmarą, trenerką i coachem z firmy Berndson Katarzyna Pawłowska-Salińska: Czy wyniki tych badań są prawdziwe także w odniesieniu do Polaków? - Różnica między Australią a Polską jest taka, że u nas średnia stopa bezrobocia jest dwukrotnie wyższa. To oznacza, że w Polsce trudniej zdobyć pracę - mimo szczerych chęci, wykształcenia czy liczby rozesłanych CV. Gdyby u nas bezrobocie kształtowało się na poziomie 5,7 proc. tak jak w Australii, a nie 11,5 proc., osoby bez pracy traktowane byłyby jako te, które jej po prostu nie chcą. Może być więc tak, że bezrobotni po drugiej stronie półkuli stresują się mniej, bo mają większe szanse na zmianę.
A co z tymi, którzy pracują w toksycznym miejscu? - Sytuacja takich osób jest w Polsce może nawet bardziej stresująca niż w Australii. I to z tego samego powodu. Skoro mamy na rynku tak duże bezrobocie, to zgodę na fatalne relacje lub warunki traktujemy jak rzecz konieczną. Pracodawcy lubią powtarzać, że "na twoje miejsce czeka stu chętnych". Z czasem pracownik zaczyna wierzyć, że taki już jego los - albo zgodzi się na to, co ma, albo będzie bez pracy. Zapomina, że statystyki są tylko statystykami, a każdy pojedynczy przypadek jest inny. Nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć, kiedy zaczniemy działać. Zwłaszcza że pracodawca skrzętnie ukrywa fakt, iż o dobrego pracownika wcale łatwo nie jest.
Australijskie badania wykazały też, że złe warunki pracy mają negatywny wpływ na zdrowie psychiczne. - Jak najbardziej. W ślad za nim pojawiają się skutki natury fizycznej. Lekarze alarmują, że ponad 8 mln Polaków ma nadciśnienie (czyli prawie co trzeci dorosły), a kolejne 9 mln jest nim zagrożone. Zawały zdarzają się teraz nawet u 20-latków, a nie tylko 50-latków, jak kiedyś.
I to wszystko jest winą toksycznego miejsca pracy? - Pracodawcy nie zawsze rozumieją, jak ważne jest, by ludzie przychodzili do pracy z przyjemnością. Już Konfucjusz powiedział: "Wybierz sobie taką pracę, jaką lubisz, a nigdy nie będziesz zmęczony". A jak tu lubić pracę, gdy podstawowym zwrotem jest: "Nie obchodzi mnie jak. Ma być i kropka" lub: "Jeśli nie możesz tego zrobić, to znaczy, że sobie nie radzisz"? Pracujemy nawet po 1660 godzin rocznie, zwłaszcza w Warszawie, ale pytanie, czy jeśli dużo czasu spędzamy w pracy, to jesteśmy wydajni? Początkowo pracujemy więcej, żeby "uporać się z nawałem spraw", a potem ten nawał staje się normą.
Czy możemy coś z tym zrobić? - Jako pracownicy pamiętajmy, że dopóki sami nie sprawdzimy, to skąd mamy wiedzieć, że lepszych warunków nie ma? Jako pracodawcy zatrzymajmy się choć na chwilę i zróbmy małe podsumowanie. Czy na pewno dbamy o dobre warunki pracy? I czy taka troska nie byłaby przypadkiem opłacalna?
Badanie zostało opublikowane w BMC Public Health