Historia - najbardziej nieprzyszłościowe studia? - polemika

pes
2008-04-25 , aktualizacja: 25.04.2008 12:55
A A A Drukuj

Fot. Agnieszka Kosiec / AG

Artykuł "Historia - najbardziej nieprzyszłościowe studia?" odbił się szerokim echem. Dostaliśmy nawet oficjalną polemikę od Samorządu Studentów Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, który nie zgadza się z tezami autorki. Oto racje studentów oraz odpowiedź Dominiki Karp.
Przeczytaj artykuł, który wywołał dyskusję

List od studentów

W imieniu Samorządu Studentów Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego protestujemy przeciwko takiemu przedstawieniu studiów na naszym kierunku, jakie zostało zawarte w artykule pani Dominiki Karp "Historia - najbardziej nieprzyszłościowe studia?" (...).

W tekście tym zaprezentowane zostały subiektywne wypowiedzi niewielkiej grupy osób, które aspirują jednak do miana opinii powszechnej. Naszym zdaniem wymaga to sprostowania, a studia historyczne przyznania należnego im szacunku za liczne umiejętności, jakie w ich trakcie zdobywamy. Jako osoby zaangażowane w życie Instytutu, Wydziału i całego Uniwersytetu, ale również jedni z wielu studentów uczących się w naszej jednostce, jesteśmy dumni, że studiujemy historię i uważamy za konieczne podzielenie się tym z Państwem.

Na początku chcielibyśmy nakreślić w kilku słowach podstawowe błędy formalne, jakie naszym zdaniem znalazły się w tekście. Przede wszystkim absurdem jest stawianie generalnych tez na temat perspektyw zawodowych wyłącznie na podstawie opinii pojedynczych studentów, bez sięgnięcia do jakichkolwiek statystyk. Wybór rozmówców również nie sprawia, że artykuł przyjmuje przynajmniej pozory obiektywizmu. Zaprezentowane opinie przedstawiają bardzo jednostronny obraz studiów historycznych, bazujący jedynie na negatywnych ocenach. Wpływa to na odbiór tekstu jako tendencyjnego, a argumentów jako wtórnych względem konkretnej, powziętej przed jego napisaniem, tezy. Uważamy, że dobierając przesłanki w podobny sposób, można by z równym powodzeniem wysnuć wniosek o studiach historycznych jako jednych z najbardziej perspektywicznych dla młodych ludzi (historykami są między innymi: były redaktor naczelny Gazety Wyborczej, prezes firmy Atlantic, naczelny Playboy'a, Marszałek Sejmu, Premier). Zastanawia nas również niechęć, jaką najwyraźniej wykazała autorka do rozmowy ze studentami Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, od lat najlepszej placówki, kształcącej historyków w Polsce. Wysłuchanie opinii respondentów z tej jednostki uchroniłoby ją może od, wynikających z generalizacji, błędów rzeczowych, jakie wykażemy w dalszej części niniejszego tekstu.

Jedna z osób, której wypowiedź znalazła się w artykule, przedstawiona jako Piotr, stawia zarzut, że jego studia ograniczyły się tylko do wkucia dat i faktów oraz odtwarzania ich - zapewne na egzaminie. Tymczasem - przynajmniej w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego - większość przedmiotów to ćwiczenia warsztatowe, na których analizujemy źródła, uczymy się czytać teksty tak, by je jak najlepiej zrozumieć i znajdować informacje, które się w nich znajdują, choć nie są napisane wprost. Pomaga nam w tym wiedza, jaką zdobywamy w trakcie konwersatoriów z różnych dziedzin, takich jak: socjologia, filozofia, politologia czy statystyka, na które musimy się przygotowywać i aktywnie w nich uczestniczyć. Wszystko to i wiele innych umiejętności, których nie będziemy tutaj przytaczać, składa się na warsztat historyka. Jak widać wiedza zdobywana w trakcie naszych studiów jest na tyle różnorodna, że daje pewną swobodę w późniejszym kształtowaniu zainteresowań, a także wybieranych dróg kariery zawodowej.

Wykształceniu warsztatu nauczyciela, do którego według Piotra studia nie przygotowują, służy specjalizacja nauczycielska, która trwa najdłużej ze wszystkich oferowanych przez nasz Instytut, są na niej zarówno ćwiczenia, jak i wykłady, a przede wszystkim wiele godzin praktyk w szkołach różnego typu. Trzeba też pamiętać, że o tym, czy ktoś jest dobrym nauczycielem, decydują także jego indywidualne zdolności, podejście do uczniów i inne czynniki, nie mające bezpośredniego związku ze studiami na historii. Zdaniem kolejnej osoby, której wypowiedź przytoczyła pani Karp, wybór historii oznacza konieczność, studiowania drugiego kierunku, żeby w ogóle znaleźć pracę inną niż ta na uniwersytecie. Naszym zdaniem nie można traktować takiego zdania jako nawet ogólnie panującej opinii -wielu absolwentów dwóch kierunków (innych niż historia) także nie może znaleźć pracy, ponieważ zależy to też od indywidualnych aspiracji i predyspozycji danej osoby.

Studia historyczne nie są wybierane wyłącznie przez pasjonatów tego kierunku - także osoby początkowo zainteresowani nią w niewielkim tylko stopniu, mogą wynieść z nich wiele korzyści, choćby takich, jak umiejętność krytycznego czytania tekstu, wyszukiwanie informacji, dobre gospodarowanie czasem, zdolność pisania dłuższych wypowiedzi różnego typu, publicznego wypowiadania się i dyskusji czy wiele innych. Wraz z tymi umiejętnościami nieodmiennie pojawiają się też różne zainteresowania badawcze, które mogą stanowić podstawę dla późniejszych poczynań na rynku pracy, a w czasie studiów dawać wiele satysfakcji z uczenia się czegoś zgodnego z własnymi przekonaniami. Jest to odparcie argumentu kolejnej osoby wymienionej w tekście - Pawła - twierdzącego, że jeśli ktoś nie jest pasjonatem historii, to funduje sobie pięć lat męki.

Gośka - następna bohaterka tekstu - przedstawia głównie złe strony specjalizacji pedagogicznej. W Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego studenci mają do wyboru trzy specjalizacje (pedagogiczną, edytorską i archiwistyczną) i wiele bloków tematycznych, jak choćby: Historia gospodarcza, Historia i Kultura Wysp Brytyjskich, Historia Społeczna i in. Aby ukończyć studia nie trzeba być skazanym na wybór między archiwistyką a pedagogiką i to nie tylko ostatnio - bloki istnieją w programie Instytutu Historycznego na Uniwersytecie Warszawskim od wielu lat, cieszą się dużym zainteresowaniem i sprzyjają rozwijaniu umiejętności i zainteresowań studentów.

Moglibyśmy przytoczyć wiele innych argumentów broniących historii jako kierunku potrzebnego, uczącego myślenia, otwartości, wyszukiwania informacji czy choćby dobrego orientowania w zjawiskach zachodzących we współczesnym świecie - wszak wszystko, co się teraz dzieje, ma swoje źródło w historii właśnie. Chcielibyśmy, by wypowiedzi kilku osób, przytoczone w tekście, niesprawiedliwe i często pełne poczucia krzywdy nie były traktowane jako rzeczywisty obraz studiów historycznych. Ich absolwenci pewnie radzą sobie na rynku pracy nie lepiej i nie gorzej niż ci z innych kierunków. Jest wśród nich wiele wybitnych osobistości ze świata polityki, mediów i biznesu, które często podkreślają, że umiejętności zdobyte na studiach historycznych (niekoniecznie wykute na pamięć daty, bo to naprawdę nie jest najważniejszy element naszej edukacji) bardzo im pomogły. Odpowiedź na ten artykuł była naszym osobistym obowiązkiem - jak napisaliśmy we wstępie jesteśmy dumni z naszych studiów i będziemy bronić ich dobrego imienia.

Z wyrazami szacunku

Samorząd Studentów

Instytutu Historycznego

Uniwersytetu Warszawskiego

Odpowiedź autorki

Dziękuję za list i komentarze dotyczące tekstu, jakie padły i pewnie jeszcze padną na forum Gazeta.pl

Test, podobnie jak poprzednie artykuły dotyczące innych kierunków studiów, miał sprowokować Czytelników, a zwłaszcza studentów historii, jej absolwentów, osoby zainteresowane studiowaniem tego kierunku, do szerokiej dyskusji, wymiany doświadczeń i spostrzeżeń i - jak widać - to się udało. Służył temu także znak zapytania umieszczony w tytule artykułu.

Nie mogę się jednak zgodzić z zarzutami, które formułujecie Państwo w swoim liście. Piszecie m.in., że opinie bohaterów tekstu "aspirują do miana opinii powszechnej", o tym, że "bazuje on jedynie na negatywnych ocenach", o wtórności argumentów względem tezy... Nie wiem na ile nie pozbawiony swojego zdania Czytelnik może potraktować doświadczenia, spostrzeżenia dotyczące pierwszych kroków na rynku pracy, opinie konkretnych absolwentów historii, jako "aspirujące" do opinii powszechnej...

Zarzut dotyczący tego, że tekst bazuje jedynie na negatywnych ocenach, nie ma nic wspólnego z prawdą. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że jedynie jeden jego bohater - bezrobotny Piotr, żałuje, że zdecydował się na studia historyczne. Inni, gdyby pojawiła się taka możliwość, ponownie wybraliby historię. Idąc dalej - stawiacie Państwo zarzut pojawienia się w tekście błędów rzeczowych. Domyślam się, że chodzi o wybór specjalizacji, jaki miała przed sobą Małgorzata (absolwentka historii na uniwersytecie w Lublinie, nie w Warszawie) i o fakt, że jest on węższy od tego przed którym stają studenci IH UW (Paweł, jeden z moich rozmówców, jest absolwentem IH UW i trudno jest mi się zgodzić z zarzutem "niechęci", jaką rzekomo miałabym się wykazać wobec studentów Państwa uczelni).

Dominika Karp

Zobacz więcej na temat: