Rebelia młodej generacji

Karolina Przewrocka
2008-10-28, ostatnia aktualizacja 2009-01-23 10:55

- Bzdura, że jesteśmy bezideowi. Naszym przeżyciem pokoleniowym jest coś więcej niż tylko walka o iPoda. Walczymy o siebie - krzyczy pokolenie Y. I konsekwentnie dąży do celu.

Anka, lat 29, ma za sobą dwa kierunki studiów. Zaczęła podyplomowe, ale szybko z nich zrezygnowała. No bo mąż, nowe mieszkanie i praca - fajna, spokojna, w niewielkiej poznańskiej redakcji. Pewnie żyłaby długo i szczęśliwie, gdyby nie to, że pewnego dnia szczęście najzwyczajniej ją znudziło. Poczuła, że stoi w miejscu, i że nie cieszy już nawet wymarzony kolor ścian w salonie. Spakowała walizki i wyjechała do Warszawy. Pracuje w ogólnopolskim tygodniku, a na weekendy jeździ do domu. Dopiero teraz poczuła wiatr we włosach. Podobnie jak miliony ludzi w jej wieku, Anka pokonała konwencje. Nie przeszkodził jej w tym brak pokoleniowego przeżycia, ani to, że ledwie pamięta upadek komuny. Nie rozleniwił fakt, że nie musiała stać w kolejkach po chleb. - Twierdzenie, że najmłodsze pokolenie jest gorsze, bo nie przeżyło martyrologii, jest głęboko krzywdzące - uważa psycholog i socjolog, dr Joanna Heidtman. Jej zdaniem najmłodsze pokolenie może mówić o szczęściu - bo nauczyło się na błędach poprzedników i umiejętnie wykorzystuje możliwości, jakie daje im swoboda. To pokolenie odważnych, którzy znają swoją wartość. Nigdzie nie widać tego tak dobrze, jak w ich sytuacji na rynku pracy.





Kierunek: ja

Dominik, lat 24, przebiera w słowach, odkąd pamięta. Kiedyś robił to dla zabawy, dzisiaj - dla zabawy i dla pieniędzy. Pracuje od początku studiów, copywritingiem zajmuje się od roku. Zaczął trzy kierunki - jeden zakończył licencjatem, z drugiego zrezygnował, na trzecim wziął urlop dziekański. Uznał, że to mu wystarczy, ale przyczyną bynajmniej nie była własna pycha. - Studia otwierają wiele ścieżek, ale rzadko dobrze przygotowują do zawodu. W przypadku copywritingu nigdzie nie nauczyłbym się zawodu tak dobrze, jak w praktyce, w konkretnych agencjach reklamowych - uważa Dominik. Arvind, lat 22, rzucił polsko-japońską, prestiżową uczelnię. Postanowił wykorzystać lukę, jaką na rynku byli specjaliści w zakresie portali społecznościowych. Zasad ich funkcjonowania uczył się w praktyce, bo w Internecie siedzi od rana do późnych godzin nocnych. - W pewnym momencie poczułem, że na uczelni niczego więcej się w tym zakresie nie nauczę. Szkoła dała mi podstawy wiedzy, ale dalej musiałem pójść sam, więc nie chciałem tracić czasu na przedmioty, które nie były mi potrzebne - opowiada Arvind. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy Dominik trzy razy zmieniał pracę. Nie kiwnął nawet palcem w tym kierunku. Pracodawcy wyrywali go sobie z rąk, bo był dobry. - Nie po raz pierwszy zdarzyło mi się, że dostałem ofertę nowej pracy dokładnie wtedy, gdy poczułem, że w aktualnym miejscu nie nauczę się już niczego nowego - mówi młody copywriter. Obydwaj nie czują się związani z konkretnym miejscem pracy. Ważne, żeby mieć fun i się realizować. Zgodnie z dewizą: gdzie buty, tam i praca moja.

Rzeczywistość nie nadąża

Nastawieni na indywidualny rozwój, świadomi swojej wartości - tak o przedstawicielach pokolenia Y mówią socjolodzy. W przeciwieństwie do yuppies i konsumpcyjnie zagubionej generacji X, z łatwością odnajdują się w życiu i są zdolni do samodzielnie podejmowanych wyborów. - Od dziecka jesteście przyzwyczajeni do wielkich supermarketów i nieograniczonych możliwości Internetu, więc mogliście nauczyć się świadomie wybierać. Wasze podejście do życia nie koncentruje się na "albo to, albo tamto". Młody dokonuje dziś selekcji, mówiąc: "i to, i to" - uważa dr Joanna Heidtman. Jej zdaniem młode pokolenie uczyło się na błędach poprzedników, których pochłaniał świat korporacji, wpadali w wir konsumpcyjnego stylu życia i nie potrafili znaleźć z tego wyjścia. Dziś z wyścigu szczurów - charakterystycznego dla polskich yuppies - zostały już resztki. - Młode pokolenie zorientowało się, że coś jest nie tak. Że życie oparte na wartościach materialnych wcale nie daje szczęścia. Dlatego starannie przeczesujecie swoją zawodową ścieżkę, zanim zrobicie krok do przodu, a organizując czas pracy nie zapominacie o życiu prywatnym - mówi dr Heidtman. Skoro jest tak świetnie, dlaczego coraz więcej młodych ludzi rezygnuje ze studiów, a pracodawcy mają problem ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników? - Edukacja nie nadąża za potrzebami pokolenia. Nic dziwnego, że polscy studenci tak chętnie korzystają z możliwości kształcenia się za granicą - praktyczna wiedza podawana jest tam w sposób przyswajalny, i znajduje swoje uzasadnienie na rynku pracy - uważa dr Heidtman, która ma za sobą wieloletnie doświadczenie z polskimi i zagranicznymi uczelniami. Jak zauważają socjolodzy, zmienia się podejście do problemu nauki: łączenie jej z pracą jest rzeczą naturalną, bo chodzi o to, by ciągle się rozwijać. Umożliwiają to krótkie szkolenia i kursy, a tytuł naukowy zdobyty na renomowanej uczelni przestaje mieć dla pracodawcy największe znaczenie. Tym razem to on musi włożyć w pracownika więcej wysiłku. Musi się zastanowić, jak zatrzymać przy sobie młodego pracownika, który - coraz mniej zależnie od warunków finansowych - pójdzie tam, gdzie pozwolą mu się rozwinąć. Ale nie tylko pracodawcy i uczelnie nie nadążają za młodym pokoleniem. - Coraz trudniej trafić do was nawet specom od marketingu. W zalewie możliwości, które daje rynek, potraficie wypracować swój indywidualizm - uważa Joanna Heidtman. Jej prognozy tchną optymizmem. Czyjeś muszą, skoro dystans młodego pokolenia do spraw przeszłości i wielkiej polityki truje dziś tak wielu zdetronizowanych yuppies.

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów