Zrób sobie przerwę (w pracy)

Anita Anders
2009-02-26, ostatnia aktualizacja 2009-02-27 10:47

Męczy cię wyścig szczurów w firmie? Nie wiesz, jakie studia podjąć lub co robić po ich ukończeniu? Przejmujesz się trudną sytuacją na rynku pracy albo wymarzony etat okazał się nieporozumieniem? Wybierz gap year i oderwij się od codzienności.


Gap year to roczna (umownie) przerwa od nauki lub pracy, bardzo popularna na Zachodzie, zwłaszcza w obrębie wpływów kultury anglosaskiej. W Wielkiej Brytanii, w Stanach Zjednoczonych, a również w Australii po zakończeniu szkoły średniej lub studiów wielu młodych ludzi wyjeżdża na rok za granicę, aby zwiedzać świat, pracować i decydować o swojej przyszłości. Gap year bywa uważany za kontynuację idei Grand Tour, jest jednak bardziej demokratyczny - aby zostać "gapersem", nie trzeba być arystokratą: wystarczy pomysł, odrobina szaleństwa i trochę odwagi.

Rok w bok

Gap year najczęściej łączy się z ważnym, przełomowym wydarzeniem - zwykle z ukończeniem szkoły średniej lub studiów. Na rok przerwy decydują się studenci, którym same studia nie wystarczają lub młodzi ludzie rozczarowani pracą na etacie. Powody ich decyzji są rozmaite. Sekret popularności gap year tkwi w tym, że każdy może w tej idei znaleźć coś dla siebie, a rok przerwy rzadko kiedy bywa czasem straconym. Dlatego coraz częściej mówi się o gap year "rok w bok".

Michał Braun, student europeistyki na Uniwersytecie Warszawskim, od października ubiegłego roku mieszka i pracuje w Cochabambie, w Boliwii. Jego zdaniem, roczna przerwa dla wielu osób jest szansą na podróżowanie i realizowanie marzeń przed wejściem w wiek zarabiania, robienia kariery i zakładania rodziny. - Może to być również (jedno drugiego nie wyklucza) sposób na zdobycie kilku cennych wpisów do CV, doświadczenia oraz na wyróżnienie się z tłumu. Spotkałem też osoby, dla których gap year to czas na wydoroślenie - mówi Michał i dodaje, że część studentów chce sprawdzić, czy poradzi sobie z dala od opiekuńczych rodziców i murów uczelni.

Karla ma 24 lata, studiuje germanistykę na Uniwersytecie Śląskim. Po III roku wraz ze swoim chłopakiem zdecydowała się na wyjazd do Glasgow. - Powód był prozaiczny: chciałam być samowystarczalna finansowo i zobaczyć, jak się mieszka w innym kraju. Wydawało mi się wtedy, że przeżyję przygodę. Za zarobione pieniądze planowaliśmy wyruszyć w daleką podróż do Chin albo do Indii, ale ostatecznie wylądowaliśmy w Maroku - mówi Karla. Niektórzy od początku mają zamiar skoncentrować się na pomaganiu innym. Michał o sobie mówi, że jest "wolunturystą". - Voluntourism to połączenie turystyki i wolontariatu. To sposób na podróżowanie, w którym włączasz się w życie wspólnot lokalnych, pracujesz i pomagasz. Osobiście wolę miesiąc w małej indyjskiej wiosce, niż zobaczenie Taj Mahal - deklaruje chłopak.

Twój gap year zależy od ciebie

Gap year można wykorzystać na wiele sposobów - zwiedzać, poznawać odmienne tradycje i obyczaje, a także pracować - za pieniądze lub bezinteresownie. Książę William po ukończeniu szkoły średniej uczył angielskiego w Chile, zwiedził Afrykę i doił krowy na angielskiej farmie. Karolina, 25-latka z Mysłowic, we wrześniu uzyskała tytuł magistra. W październiku była już w drodze do Lwowa. Wcześniej nie planowała wyjazdu, o wszystkim zadecydował przypadek. - W dniu obrony pracy magisterskiej spotkałam Ewelinę, która pochwaliła się, że jedzie na Ukrainę. Spytała mnie, co zamierzam robić po studiach, a ja wiedziałam tylko, że nie chcę się ścigać ze znajomymi w poszukiwaniu dobrej pracy. Chciałam przeżyć coś ciekawego, bo na dorosłe życie mam jeszcze czas - mówi Karolina. Dziewczyna pracuje jako wolontariuszka w organizacji agroturystycznej zajmującej się pomocą gospodarzom, którzy w przyszłości będą gościć w swych domach turystów. - Pracujemy nad programem promocji miasteczek. Zależy nam przede wszystkim na tym, aby stworzyć solidną bazę informacyjną w internecie - precyzuje Karolina.

Przygotowania

Decydując się na gap year w trakcie studiów, trzeba skorzystać z urlopu dziekańskiego. - Wystarczy napisać podanie o dziekankę. Ja dostałam urlop bez żadnych problemów - mówi Karla. Wtóruje jej Michał: - O urlop dziekański aplikowałem tydzień przed wylotem.

Organizując wyjazd samodzielnie, jeszcze przed wyruszeniem w drogę trzeba zaplanować zakwaterowanie. Karla wspomina: - Wyjechaliśmy do Szkocji w 2006 r. Nie jechaliśmy w ciemno, kuzyn koleżanki zorganizował nam nocleg w mieszkaniu swoich znajomych i to z nimi spędziliśmy ten rok. Oprócz tego mieliśmy przewodnik po Wielkiej Brytanii, gramatykę języka angielskiego i słowniki. I to chyba tyle z przygotowań.

Michał już wcześniej spędził cztery tygodnie na wolontariacie w Indiach: - Od pomysłu do wylądowania w Bombaju minął miesiąc - wspomina chłopak. Na wyjazd do Boliwii zdecydował się w zeszłym roku. Bierze udział w Wolontariacie Europejskim (EVS), w programie "Młodzież w Działaniu", w ramach którego Unia Europejska przyznaje pieniądze na długoterminowe wolontariaty zagraniczne. Michałowi i jego koleżance przyznano taki grant jako pierwszym osobom w Polsce. - Przygotowania: szukanie organizacji, składanie grantu, czekanie na odpowiedź z Brukseli trwały rok - wspomina Michał. - Najwięcej czasu zajęło mi szukanie organizacji goszczącej w Boliwii. Potem było szukanie organizacji wysyłającej z Polski, pisanie wniosku i znowu czekanie. W końcu szybka nauka podstaw hiszpańskiego. Przewodniki kupowaliśmy tydzień przed wyjazdem, czytaliśmy je w samolocie - dodaje chłopak. W internecie jest sporo stron poświęconych gap year, wiele biur turystycznych oraz organizacji specjalizuje się w przygotowywaniu takich wyjazdów. Michał ostrzega, by korzystać z nich rozsądnie. - Tu w Boliwii, w naszej organizacji, są też ludzie, którzy za przyjazd płacą ok. 400 dolarów miesięcznie (za zakwaterowanie i pracę). W tych warunkach to ogromne pieniądze. W Cochabambie, gdzie mieszkam, za 250 dolarów można wynająć apartament z dwiema sypialniami i widokiem na całe miasto, a nie malutki pokoik w rozpadającym się budynku - wyjaśnia chłopak. Z ofertami, za które trzeba płacić, należy po prostu uważać. - Oczywiście najbardziej potrzebujące organizacje nie płacą nikomu za przeloty - mówi Michał i dodaje: - To, na co się zdecydujemy, zależy tylko od nas. W Indiach zapłaciłem za przelot, a wszystko inne miałem zapewnione. Takich ofert jest wiele.

Co oprócz wspomnień?

Nikogo nie trzeba już przekonywać, jak ważna dla pracodawców jest informacja, że aplikujący absolwent był wolontariuszem. Praca wolontariacka za granicą przynosi dodatkowe korzyści. Dla pracodawcy to sygnał, że ma przed sobą osobę, która nie boi się wyzwań, jest samodzielna i przyzwyczajona do ponoszenia odpowiedzialności za swoje decyzje. Rok spędzony za granicą to również doskonała możliwość podszkolenia języka (zwłaszcza angielskiego i hiszpańskiego) i poznanie wielu ciekawych osób. Dla uwielbiających podróże gap year to okazja do zwiedzania na własną rękę. Michał poznaje Boliwię, kraj Ameryki Łacińskiej, o którym mówi, że "nie jest zadeptany przez turystów". Karla przez rok pracowała w Glasgow w fabryce whisky. - Mieliśmy jednak wolne weekendy i wtedy zwiedzaliśmy Szkocję - wspomina dziewczyna. Karolina, która od października mieszka we Lwowie, widzi w swoim wyjeździe same korzyści: - Mam szansę podróżować i docierać tam, gdzie jest niewielu turystów - mówi i dodaje: - Mogę poznawać codzienne życie Ukraińców, którzy zapraszają nas do siebie, jemy z nimi posiłki, korzystamy z noclegu w ich domach.

Do korzyści płynących z gap year należy również nauka umiejętności pracy w grupie i współpracy z różnymi ludźmi. Praca zagranicznego wolontariusza to głównie nauczanie języka angielskiego oraz pomoc lokalnym społecznościom w ich życiu codziennym. "Wolunturystyka" to również realizowanie projektów, opracowywanie biznesplanów, projektowanie stron internetowych. Michał tak opisuje swoje obowiązki: - Pracuję w projekcie edukacyjnym związanym z prawami człowieka, przywództwem, prawami kobiet. W ramach tego projektu przez półtora miesiąca pracowałem w więzieniu, ucząc obsługi komputerów. Teraz przygotowujemy projekt dla studentów. Będziemy prowadzić zajęcia, które mają na celu zmotywować Boliwijczyków, żeby zaangażowali się w rozwój swojego kraju.

Gap year uczy również radzenia sobie w trudnych sytuacjach. - 23 grudnia 2006 r. włamano się do naszego mieszkania - wspomina Karla. - Okradziono nas ze wszystkiego, musieliśmy wyrabiać nowe paszporty w ambasadzie w Edynburgu.

Największą korzyścią z "roku w bok" jest chyba jednak poznanie samego siebie: - Gap year to niesamowita przygoda, dzięki której można zwiedzić świat i poznać ciekawych ludzi. Myślę nawet, by znów to powtórzyć. Wyjazd do Glasgow najbardziej jednak utrwalił mnie w przekonaniu, że chcę wrócić i skończyć studia - przyznaje Karla. Wtóruje jej Karolina: - Trochę zszokowałam moją rodzinę, która o Wschodzie myślała dość stereotypowo, ale szybko pogodziła się z moją decyzją. Teraz widzą, że jestem tam naprawdę szczęśliwa.

Sprawdź ofertę staży i praktyk





  • 28 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Fajna idea, ale.... arabeski 27.02.09, 13:26

    Mam rodzine w Wielkiej Brytanii, ich dzieci zrobily sobie taki 'gap year' -podroz po egzotycznych krajach polaczona z praca itp. I wiecie co? te dzieciaki sie okrutnie rozleniwily, wrocily i»