Studenci na chwilę

Aneta Zadroga
2009-10-12, ostatnia aktualizacja 2009-10-12 17:55

O etacie w kryzysie można pomarzyć. Kwitnie za to rynek pracy dorywczej i tymczasowej. Bo pracowników jest pod dostatkiem, a pracodawcy coraz chętniej oszczędzają


Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
Basia studiuje komunikację społeczną na jednej z prywatnych uczelni w Krakowie. Do miesięcznej "wypłaty" od rodziców dorabia w call center. - Wystarcza na rachunek za telefon, ubrania, drobne wydatki - mówi studentka.

Praca tymczasowa pozwoliła przeżyć trzy lata Monice, byłej już studentce kulturoznawstwa UJ, bez proszenia rodziców o więcej, niż potrzeba na wynajem mieszkania. - Byłam hostessą, telemarketerką, pomocnikiem w restauracji. Może taka praca nie rozwija, ale też nie przekreśla dalszej kariery i daje spory zastrzyk gotówki - uśmiecha się Monika. Nic dziwnego, że pracodawcy w największych miastach cieszą się, że zaczął kolejny rok akademicki.

Tymczasowo, czyli na krótko

Z lipcowego raportu EuroCiett (Europejska Konfederacja Prywatnych Agencji Zatrudnienia) porównującego rynek pracy tymczasowej w siedmiu europejskich krajach wynika, że Polska zatrudnia najwięcej pracowników tymczasowych w Europie Środkowo-Wschodniej. W 2008 r. było to ponad 520 tys. osób. Jednak w przeliczeniu na pełne etaty nie jest tak różowo - liczba ta zmniejsza się do niespełna 85 tys. Oznacza to, że polscy pracodawcy zawierają głównie umowy krótkoterminowe i w niepełnym wymiarze czasu. Pracownik tymczasowy w Polsce pracuje średnio tylko 313 godzin, w Bułgarii trzy razy dłużej (936 godzin). Średni okres umów w Polsce to niecałe trzy miesiące, podczas gdy np. w Słowenii siedem, a na Węgrzech, w Bułgarii i na Słowacji pół roku.

Po ofertach agencji i urzędów pracy widać, że pracodawcy szukają zarówno pracowników wykwalifikowanych - operatorów maszyn, inżynierów, logistyków - jak i osób bez doświadczenia do roznoszenia ulotek czy pomocy w gastronomii. - Pracowników tymczasowych szukają już firmy operujące w budownictwie, coraz więcej jest pracy w turystyce - wyliczają pracownicy Grodzkiego Urzędu Pracy w Krakowie. Wzrosło też zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych.

Jest źle, ale mogło być gorzej

Agencje rekrutujące do pracy za granicą przyznają, że zainteresowanie wyjazdami w tym roku znacznie spadło. - Coraz więcej jest chętnych do podjęcia pracy na miejscu niż ryzykowania niepewnego zatrudnienia poza Polską - ocenia Marek Jurkiewicz, dyrektor handlowy agencji pracy tymczasowej Start People.

Za to w kraju mamy rynek pracodawcy. - Jest w czym wybierać, jeśli chodzi o pracowników, chętnych nie brakuje - mówią rekruterzy.

Pierwsze półrocze 2009 r. zamknęło się w Polsce najgorszym od kilku lat wynikiem. W porównaniu z 2008 r. pracodawcy złożyli o jedną piątą mniej zamówień na pracowników tymczasowych. - W drugim kwartale, głównie przez prace sezonowe, rynek nieznacznie się ożywił. W efekcie liczba pracowników tymczasowych i pracodawców wzrosła o ponad 20 proc. Ten pozytywny trend nie rekompensuje jeszcze strat i nie pozwala zbliżyć się do wielkości obrotów na poziomie poprzedniego roku, ale jesteśmy na dobrej drodze - dodaje Maurice Delbar, członek zarządu EuroCiett.

- Pierwsze dwa kwartały tego roku były bardzo trudne - potwierdza statystyki Kamil Sadowniczyk z firmy Trenkwalder rekrutującej do pracy w kraju i za granicą. - Od trzeciego kwartału zaczęło się jednak poprawiać. Zainteresowanie pracodawców jest nadal zbliżone do tego z początku wakacji - podkreśla. Dodaje, że prywatne agencje pracy w Polsce szacują, iż rok 2009 zamknie się na ok. 500 tys. pracowników tymczasowych. - To bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę słaby początek roku.

Poprawę na rynku pracy tymczasowej widać też we wrześniowych badaniach rynku pracy Instytutu Badawczego "Randstad" i TNS OBOP. - W porównaniu z majem 2009 roku wzrósł odsetek firm, które zamierzają zostawić zatrudnienie pracowników tymczasowych na obecnym poziomie - mówi Kajetan Słonina, dyrektor generalny firmy Randstad. W maju 62 proc. firm twierdziło, że nie będzie rezygnować z pracowników tymczasowych, a we wrześniu już cztery na pięć firm (80 proc.).

Student(owi) na ratunek

To częściowo wynik tego, że rozpoczął się rok akademicki i do zagospodarowania są tysiące par studenckich rąk. Pracodawcy chętnie sięgają po studentów. Bo o ile etat dla absolwenta jest kosztowny, o tyle student z umową o dzieło to skarb. - Zatrudniamy sześciu studentów. Dostosowują grafiki pracy do zajęć, zależy im na dorobieniu, więc w większości przypadków można na nich polegać. No i są tańszymi pracownikami - przyznaje menedżer jednej z modnych włoskich restauracji w centrum Krakowa.

Raport EuroCiett potwierdza: połowę pracowników tymczasowych stanowią w Polsce osoby poniżej 25. roku życia. Większość to dorabiający studenci. - Młodzi ludzie stanowią w Polsce ponad jedną piątą bezrobotnych, a poprzez elastyczne zatrudnienie mogą zdobyć pierwsze doświadczenia zawodowe, które zaowocują w przyszłości - przekonuje Maurice Delbar.

Rekruterzy podkreślają, że właśnie dzięki młodym ludziom, którzy nie szukają etatu i wygórowanych stawek, rynek pracy tymczasowej w Polsce w porównaniu z innymi krajami szybciej wyjdzie z recesji. Jak podaje EuroCiett, europejski rynek pracy tymczasowej przeżywa ciężkie chwile. Recesja utrzymać ma się przez 2010 rok. W Polsce EuroCiett przewiduje znaczne ożywienie.

Cennik żaka

Ile i w jakich zawodach student może dorobić? Restauracje i puby w Krakowie, we Wrocławiu, w Warszawie szukają kelnerów, kucharzy, pomocników. Oferują od 5 do 10 zł za godzinę i elastyczne godziny pracy. Niewykwalifikowany robotnik budowlany może liczyć na 8-9 zł za godzinę, a roznoszący ulotki 7-9 zł. Pracownik call center dostanie od 5 do 9 zł za godzinę. Za pracę podczas inwentaryzacji w hipermarkecie można dostać ok. 30-50 zł za noc.

Można próbować sił jako hostessa lub żywa reklama. W przebraniu piwa, napoju energetyzującego, czekoladki, czy sera można zarobić nawet 15-20 zł za godzinę.

Znajdując atrakcyjną ofertę dorywczego zajęcia, trzeba być ostrożnym. - Najlepiej sporządzić umowę na piśmie. Dokładnie określić, jaką pracę ma wykonywać student, jakie wynagrodzenie i kiedy mu się należy - podkreśla mec. Maciej Hałuszczyński, specjalista prawa pracy. - Taki dokument pozwala dochodzić swoich praw przed sądem pracy, gdyby któraś ze stron się z umowy nie wywiązała. Popularne, zwłaszcza wśród studentów, umowy ustne, chociaż są dopuszczalne, w sądzie nie będą najlepszym dowodem - zaznacza.

dab

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów