Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi
Oprócz programowania uczestnicy Startup School poznawali m.in. zasady zakładania firmy czy pozycjonowania strony, ale także zgłębiali tajniki charakterystycznego dla serwisów internetowych marketingu szeptanego. Część autorów startupów, czyli pierwszych wersji stron internetowych zakładających duży udział użytkowników, już rozjechała się do swoich miast i codziennych obowiązków. Według szacunków koordynatora akcji, Rafała Agnieszczaka tylko 2-3 serwisy (spośród jedenastu), które powstaną do końca listopada będziemy mogli oglądać za rok. Taka już jest specyfika tej branży. Niemniej jednak młodzi programiści i marketingowcy wyjadą z Warszawy z nowym podejściem do internetowej przedsiębiorczości.
Chcę się podzielić doświadczeniem Niewielki biurowiec na Starej Pradze niespecjalnie wyróżnia się wśród nowych bloków. To w tym miejscu swoje pierwsze doświadczenia zbierali młodzi gniewni branży internetowej. Na drugim piętrze w siedzibie firmy praca wre. Aby spotkać się z prezesem Fotka.pl, trzeba poczekać kilka minut, aby ten zakończył wcześniejsze spotkanie. Do pokoju wchodzi młody mężczyzna w sportowej bluzie z kapturem, w dłoni trzyma antystresową piłeczkę, którą rytmicznie ściska. To Rafał Agnieszczak - złote dziecko polskiego biznesu internetowego. Z wkładem 200 zł założył w 2001 roku Fotka.pl. Miał wtedy 20 lat. Dziś serwis mimo kryzysu wciąż przynosi właścicielom niemałe zyski. A to tylko wierzchołek góry lodowej, bo są jeszcze przecież - Swistak.pl, eMuzyka.pl, Bajo.pl, Media2.pl, Finansowo.pl, Salon.pl, BankCzasu.org, Limetka.pl, Spinacz.pl, Swir.us, Mobility.pl.
W zeszłym roku Rafał Agnieszczak wspomógł serwis Nasza-Szafa.pl przemieniając go w Szafa.pl. Według niego wcześniejsza nazwa kojarzyła się za bardzo z popularnym portalem społecznościowym. Poza tym była zbyt długa i kłopotliwa przy budowaniu "brandu". Oprócz nazwy zmieniono też układ strony i dofinansowano projekt. Dzięki temu obecnie serwis ma już prawie 600 tysięcy tzw. real users i przychody na poziomie kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Zatrudnia już sześciu, a nie jak na początku dwóch pracowników. Podążając za ciosem Rafał Agnieszczak postanowił zaprosić młodych i przedsiębiorczych ludzi, aby pod jego okiem powtórzyli sukces m.in. Szafa.pl. - W obecnej formule to bardziej mecenat niż biznes. Chodziło o to, aby zebrać w jednym miejscu wielu zdolnych ludzi - niech stworzą coś wartościowego, co będzie generowało zyski w przyszłości - opowiada. Dlatego załatwił im noclegi i dał kieszonkowe, aby mogli utrzymać się w Warszawie. Dla siebie, oprócz satysfakcji, ma ewentualne zyski w przypadku, gdy projekt okaże się sukcesem. Jeżeli dał pomysł (a było tak w dziewięciu przypadkach) i dodatkowo jeszcze swoich ludzi do pomocy (co już było rzadkością) - jest współudziałowcem, więc będzie podział dochodów fifty-fifty.
Startup School coraz popularniejsze W zachodniej Europie i Stanach Zjednoczonych Startup School odbywają się regularnie i nie są już niczym nowym. Kilkanaście dni temu Mark Zuckermann, twórca Facebooka opowiadał na Florydzie młodym biznesmenom branży nowych mediów o swoich początkach, trudnościach jakie niosą za sobą innowacyjne startupy i nieodłącznych problemach. W przypadku Facebooka były to m.in. treści faszystowskie i fałszywe profile w portalu osób publicznych, które je ośmieszały. Nie obyło się również bez uwag na temat inwestorów. To właśnie dzięki nim Zuckerberg, który założył firmę wraz z kolegami z pokoju w akademiku, dziś zatrudnia około tysiąc osób, jego portal ma 300 mln użytkowników, a w zeszłym roku przyniósł mu zysk 300 mln dolarów.
Pod koniec września z kolei Evan Williams i Biz Stone, twórcy Twittera, który dogania swoją popularnością serwis Zukerberga opowiadali podczas Startup School w Nowym Jorku o dostosowaniu istniejących już aplikacji do potrzeb użytkownika. Dzięki temu Twitter, który bazował na idei smsa wkroczył m.in. do najbardziej popularnej w sieci wyszukiwarki Google i na strony Facebooka. Dziś korzysta z niego m.in. laureat Pokojowej Nagrody Nobla - prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Startup School mają uwolnić potencjał w ludziach, dla których komputer jest podstawowym narzędziem pracy i którzy nie chcą pracować w działach
IT wielkich korporacji. Dlatego do uczestnictwa w zajęciach zapraszani są również hakerzy, których chce się przeciągnąć na jasną stronę mocy.
Przyjechali, by się uczyć Aby dostać się do Startup School trzeba było przejść swoisty casting. Wybrano najbardziej obiecujących i... młodych. - Trzydziestolatkowie mają
kredyty i inne zobowiązania, które mogą stać się ograniczeniem - wylicza Agnieszczak. Dlatego średnia wieku to 23 lata - choć jedna osoba ma zaledwie 17 lat.
Po kilku pierwszych spotkaniach dwudziestkę młodych ludzi podzielono na zespoły (programistów połączono z marketingowcami), w których od czerwca do września pracowali niemal codziennie. - Raz w tygodniu każdy zespół prezentował efekty swojej pracy, przedstawiał, co zamierza robić w najbliższym tygodniu, a my dawaliśmy feedback - wylicza Agnieszczak. Motywacją dla teamów miała być ich wzajemna obecność i zdrowa rywalizacja.
Atmosfera szkoły zachęcała również do wymiany uwag, która odbywała się podczas wspólnych obiadów lub podczas wyjść na kebab. Niektórym przydzielono doświadczonych programistów z firmy Kreativ, która była organizatorem Startup School, innym - doświadczonych programistów z Fotka.pl, którzy zajmują się tym zawodowo od 12 lat, czyli od kiedy PHP (język programowania) jest w Polsce dostępny. Raz na tydzień uczestnicy mieli również zajęcia z wynajętymi przez Agnieszczaka specjalistami, którzy uczyli ich, jak rozmawiać z potencjalnymi inwestorami, doradcami, którzy pomagają założyć własną firmę, lub ze specjalistami od PR, którzy nie tylko pomogą promować firmę, ale również pokażą, jak dbać o kontakty z mediami. Była też specjalistka od marketingu szeptanego.
Strony na start Dwie z jedenastu stron internetowych są już dostępne w sieci. To Animili.pl Oli Sitarskiej i Maćka Zielińskiego, czyli wirtualna gra, w której opiekujemy się zwierzętami (podobna do FarmVille jednej z dostępnych aplikacji na Facebooku) oraz Robotni.pl, projekt Gosi i Marka Kendziorek - rodzeństwa, które stworzyło niestandardowy serwis rekrutacyjny zrzeszający ludzi chętnych do pracy. - Pozostałe projekty są na etapie wersji beta, dostępnej dla ograniczonej grupy użytkowników i lada chwila będą uruchamiane - zdradza Agnieszka Lewandowska-Dziewięcka, koordynatorka całego projektu.
Na swój start czekają m.in. Idziemy.net Marka Teluka - strona dla ludzi, którzy chcą iść do kina, nie mają z kim i dzięki serwisowi będą wiedzieli, kto na dany seans się jeszcze wybiera. Oprócz tego będzie można komentować filmy oraz w przyszłości kupować również bilety. Innym ciekawym startupem jest Kucharka.Asia Radka Dula, czyli wyszukiwarka przepisów kulinarnych na podstawie podanych składników, które użytkownik ma w lodówce lub na półce. Program będzie sugerował wykaz produktów, o które należy lodówkę uzupełnić, aby móc przygotować danie. - Projekt przeznaczony jest dla osób, którym znudził się kotlet schabowy i chińczyk za rogiem - żartuje autor. Warto zwrócić również uwagę na Pytanie.pl Dawida Chojnackiego i Agnieszki Cegielskiej, który umożliwia użytkownikom zadawanie pytań i znajdowanie na nie odpowiedzi. - To prosty pomysł, który jest jednocześnie użyteczny. To będą pytania, na które odpowiedzi nie znajdziemy tak łatwo w Google. Poza tym nie każdy umie korzystać z dostępnych metod - wyjaśnia Chojnacki. Pytanie.pl podzielone będzie na różne kategorie, w tym będą m.in. gry, gdzie użytkownicy będą mogli dopytywać o konkretne rozwiązania -np. jak przejść dany etap konkretnej gry komputerowej.
Teraz czeka ich walka na rynku To jednak dopiero początek prac związanych ze stroną internetową. - Wielu myśli, że jak wrzuci stronę do sieci, to już koniec. Niestety, to dopiero początek drogi, za nimi dopiero ok. 20 proc. pracy - mówi Agnieszczak. - Owszem, wybudowaliśmy dom, ale żeby w nim zamieszkać potrzeba jeszcze wiele wysiłku na wykończenie - dodaje - Teraz, kiedy uczestnicy Startup School wrócili do domu, do swoich codziennych obowiązków, potrzeba jeszcze więcej determinacji i samodyscypliny niż przez trzy miesiące spędzone w Warszawie, gdzie mieli nad sobą osoby, które je motywowały, terminy do wypełnienia i innych uczestników szkółki. Aby według internetowych reguł startupy nie umarły śmiercią naturalną, trzeba je przede wszystkim promować, bo to nie sztuka, ale normalny biznes. Trzeba zatem pozyskiwać kolejnych inwestorów, którzy przejmą część obowiązków należących do autorów projektów w zamian za udziały, ale trzeba również dbać o to, by użytkownicy nie przenosili się do innych startupów, które pojawiają się jak grzyby po deszczu. Dlatego dla tych z uczniów szkoły, którzy wyjechali i obecnie chodzą na zajęcia, bo są studentami dziennymi, potrzebne będzie wsparcie zewnętrznych pracowników, co jest naturalne przy każdym rozwijającym się produkcie, nie tylko w branży nowych mediów.
Reguły są jednak nieubłagane. Nie każdy z nich powtórzy sukces Facebooka albo chociaż Fotka.pl. Według prognoz za rok na zyski mogą liczyć 2-3 projekty. Reszta albo zniknie albo będzie przez kolejne miesiące musiała walczyć o potencjalnych użytkowników.
Będzie kontynuacja kuźni talentów O tym, na ile skuteczna okaże się idea Startup School, będzie można przekonać się w następne wakacje mierząc to liczbą zgłoszeń do następnej edycji. Po obecnej wiadomo już, że nie wszyscy się do tego typu wyzwań nadają. Z tegorocznej edycji zrezygnowało kilka osób, o których organizatorzy mówią raczej w kuluarach. Niektórzy woleli ciepłą posadkę w korporacjach, bo bali się utraty stałego dochodu i takie ryzyko pociągało ich tylko na papierze. Inni nie mogli dostosować się do trybu pracy i nie nadążali z oddawaniem składowych projektów na czas albo nie słuchali poleceń zwierzchników, bo uważali, że robią coś dużo lepiej niż doświadczeni programiści i marketingowcy. Byli też tacy, których sprawy sercowe zmusiły rzucić na szalę ewentualną karierę. Na szczęście takich osób było tylko kilka z ponad dwudziestoosobowej grupy, która obecnie walczy o to, by stać się jeśli nie Billem Gatesem, Markiem Zuckerbergiem, to chociaż drugim Rafałem Agnieszczakiem.