Praca >  Praca dla studentów >  Czytelnia

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum GazetaPraca.pl - Praca dla studentów

Akademik - centrum wymiany dóbr i usług

Grzegorz Bruszewski
2009-11-17, ostatnia aktualizacja 2009-11-17 14:22
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Domy studenckie, czyli akademiki, to nie tylko źródło towarzysko-imprezowych zależności, gdzie realizowane są hedonistyczne potrzeby młodych ludzi. To nie tylko miejsce, gdzie możemy spotkać miłość na całe życie lub przyjaźń, której może dorównać ta zdobyta w koszarach. Wśród żaków kwitnie... wymiana towarów i usług, za które płacą gotówką albo w tzw. taryfie studenckiej, czyli w alkoholu. Istnieją również rozliczenia barterowe, czyli przysługa za przysługę. "Kup taniej drukarkę", "naucz się francuskiego nie wychodząc z akademika" czy "pozycjonuj swoją witrynę w sieci" - to tylko wierzchołek tego, co oferują mieszkańcy akademików.

W akademiku koleżeńska pomoc to podstawa
Fot. Krzysztof Koch / AG
W akademiku koleżeńska pomoc to podstawa
Razem można nauczyć się więcej
fot. Adam Kozak / AG
Razem można nauczyć się więcej
Niewtajemniczonym taka przedsiębiorczość nic nie mówi, bo próżno jej szukać na tablicach ogłoszeń. Nie jest to wiedza dostępna dla wszystkich. Socjologowie uważają, że wspólne mieszkanie w takich domach, to dla studentów dobra lekcja dorosłego życia, ale też, przede wszystkim, nauka obcowania w dużej wspólnocie. Dlatego nikogo nie dziwi przedsiębiorczość, która jest w to naturalnie wpisana. Cieszy też fakt, że akademiki odchodzą od wizerunku sypialni dla wiecznie pijanych studentów.

Grochowskiego akademika UW przy ul. Kickiego 9 na recepcji strzeże pani, która pamięta z tego samego miejsca pokolenie studentów sprzed dwóch dekad. Na pytania odpowiada tylko "tak" lub "nie", głównie jednak "nie". Ciężko przejść obok niej niezauważonym. Dlatego wszyscy interesanci, głównie mieszkańcy Pragi, którzy chcą na tablicy zamieścić ogłoszenie, że poszukują korepetycji dla dziecka, muszą pozytywnie przejść selekcję. Ta na szczęście nie jest tak ostra, jak mogłoby się wydawać. Pani Maria rozumie, że rodzice chcą zaoszczędzić, a ona z dobrego serca im tego nie utrudnia.- Takich interesantów jest kilku na dobę - opowiada. Większe jednak problemy sprawiają akwizytorzy, którzy np. chcą wśród akademikowej wspólnoty rozprowadzać swoje towary. Ci najczęściej odchodzą z kwitkiem. Na korkowych tablicach na Kickiego dominują zapowiedzi imprez i koncertów. Wyróżniają się kolorem spośród z rzadka rozwieszonych ogłoszeń o korepetycjach. Na piętrze znajdują się natomiast informacje o wolnych stanowiskach pracy. Nic szczególnego nie odróżnia ich od tych, które zamieszczane są na wydziałach wyższych uczelni. "Zostań konsultantką Oriflame", "Chcesz dorobić? Zostań ankieterem" czy "Wyjazdy do USA. Work & Travel - praca, nauka, zabawa". - Nic się nie zmieniło albo przynajmniej niewiele, odkąd ja opuściłem akademik przy Kickiego - wspomina Wojtek, absolwent anglistyki UW, który obecnie pracuje w biurze. - Aby znaleźć dobre zajęcie, zarobić albo przynajmniej załatwić proste sprawy bez pieniędzy, niezbędne są tu znajomości - zdradza. Ich zawieraniu sprzyjają głównie akademikowe imprezy. Wtedy poznaje się ludzi z innych pięter, również ze starszych roczników, których nie spotkamy na codziennej drodze do kuchni czy toalety. Podczas takich spotkań wymieniane są nieoficjalne CV. Listem motywacyjnym jest tu samo uczestnictwo w imprezie. - Będąc tam, wiem, na jakim kto jest kierunku i w czym się specjalizuje. No i, przede wszystkim, co może zaoferować - mówi Marina, studentka I roku polonistyki, która uczestniczyła już w pierwszej takiej imprezie w akademiku.

Praca za wakacje albo... młodszą siostrę

Studenci nauk humanistycznych nie oferują sobie nawzajem korków czy lektoratów językowych. Te są zarezerwowane dla ludzi z zewnątrz, którzy zapłacą. - Tanio, szybko i z dojazdem do klienta - śmieje się Natalia, studentka III roku anglistyki, która w ten sposób stara się w stolicy utrzymać. Preferowane są jednak inne aktywności. Wśród nich np. pomoc ankieterska, która polega na tym, że student nie chodzi po mieście szukając odpowiednich osób, które spełniają warunki badania, ale prosi kolegów, aby wczuli się w rolę. To oczywiście łamie również kodeks tego zawodu, ale kiedy jest zimno za oknem lub jest się bardzo nieśmiałym, a chce się zarobić, podejmuje się takie wyzwanie. Za pomoc w wypełnieniu papierków "ankieter" zaproponuje np. zrobienie wspólnego obiadu, co dla tych mniej uzdolnionych kulinarnie jest nie tylko oszczędnością nerwów, ale przede wszystkim wybawieniem. Inni za pomoc w znalezieniu pracy (bo akurat mają już nową) oferują dwutygodniowe wakacje w górach skąd pochodzą i gdzie mieszkają ich rodziny. Można też odpłacić się inaczej. - Kiedyś znalazłam pracę na siłowni, bo moja koleżanka dostała lepiej płatną w biurze - wspomina Marina. Co daje w zamian? - Pochodzę z małej miejscowości, a moja rodzina zajmuje się produkcją mleczarską, więc przywiozłam świeże mleko i sery - wspomina. Koleżanka podobno była podarunkiem zachwycona. Akademikowi studenci na pytanie: "co uznają za najdziwniejszy towar wymiany za świadczoną przysługę?" wskazują np. prosiaka na święta, który pojawił się w domu podlegającym Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Najbardziej oryginalny pomysł, o którym słyszeli nawet profesorowie wyższych uczelni, to randka z młodszą siostrą lub starszym bratem, którzy też są na studiach, ale mieszkają w innym akademiku lub wynajmują mieszkanie. Oczywiście bez ich wcześniejszej zgody. To nie lada wyzwanie, nie tylko dla tych, którzy w zamian za możliwość poznania potencjalnego partnera muszą zaoferować coś naprawdę niesamowitego - w końcu próbują skłonić do naprawdę odważnego gestu w stosunku do rodzeństwa. To również wielka lekcja negocjacji dla tych, którzy muszą nakłonić potem siostrę lub brata do takiego spotkania. Ten swoisty handel ludźmi może doprowadzić do rozpadu więzów rodzinnych. Choć nie musi. - Wiem, że w ramach takiej wymiany potworzyły się rzeczywiste i stałe pary, a później nawet małżeństwa - mówi dr Joanna Śmigielska z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW

Technika w służbie studenta

W domu akademickim Riviera na warszawskim Śródmieściu nikt nie ukrywa, że przedsiębiorczość studencka kwitnie, a usługi i towary są wymieniane na szeroką skalę. Młodzi inżynierowie na tablicy ogłoszeń zamieszczają anonse m.in. o nowej drukarce, którą możemy kupić za pół ceny. Na oficjalne informacje jednak mało kto zwraca uwagę. Większość bywalców wie, do kogo zwrócić się z jaką prośbą, nawet jeśli sami nie studiują na warszawskiej Politechnice. - Ja np. oferuję proste czynności związane z komputerem i internetem, czyli zainstalowanie nowego systemu operacyjnego, formatowanie, oczyszczanie z wirusów ściągniętych z sieci przez nieuważnych użytkowników - wylicza jednym tchem Mateusz, student III roku informatyki na PW i mieszkaniec Riviery. - Wiem, gdzie zapukać, jak muszę postawić coś na serwerze, zaprojektować stronę www, czy naprawić samochód. Wielokrotnie już z tego korzystałem i to się doskonale sprawdza. Nie potrzebne są nam ogłoszenia na zewnątrz. Prawie wszystko znajdziemy w środku - dodaje. Wszystkie tego typu usługi świadczone są w tzw. taryfie studenckiej, czyli w zamian za określoną dawkę alkoholu - w zależności kto jakie trunki preferuje, ale do najpopularniejszych należy butelka wódki. - Pieniądze przyjmujemy tylko od ludzi spoza akademika - mówi z kolei Łukasz, student I roku informatyki. Na zewnętrznych usługach zarabiają i próbują się z nich utrzymywać. Żeby dostać takie zewnętrzne zlecenia, też trzeba mieć swoją siatkę kontaktów, którą wyrabia się właśnie podczas imprez w akademikach. Wtedy np. studenci mechaniki pojazdów mogą dostać zlecenie, aby dorobić przy naprawie lub tunningu samochodów. Zarobią więcej niż zarobiliby w warsztatach, a klient zapłaci mniej, bo nie ma pośredników i dodatkowych opłat. Informatycy z kolei pracują jako zewnętrzny serwis IT w korporacjach lub jako "doktorzy" od komputerów. - Najgorzej mają ci od budowy mostów, którzy mogą dorobić co najwyżej jako konsultanci w swojej branży i to podobno niewiele - mówi Mateusz. Poza tym, jeżeli jesteś w sieci, to ktoś może ci oddać jakąś usługę, bo sam ma już inną do wykonania w tym samym czasie. Ofert podobno nie brakuje.

Akademiki są nie tylko po to, aby bawić się na całego

Jeżeli ktoś jeszcze sądzi, że żacy muszą mieszkać w akademikach, jest w olbrzymim błędzie. Duża części studenckiej braci wybiera coraz częściej prywatne kwatery. Nawet w domach studenckich takie ogłoszenia pojawiają się regularnie. Ceny za samodzielny pokój są zbliżone do kwot, które zapłacilibyśmy za jego dzielenie z kimś. - Akademiki zawsze były jednak najlepiej zorganizowane. Dlatego ci, którzy do nich trafiali, zawsze z nich coś wynosili dla siebie - twierdzi dr Joanna Śmigielska. - Studenci od wieków przychodzili tu po notatki, podręczniki na wykłady, czy po rady od starszych kolegów, bo to jedyne miejsce, gdzie razem mieszkają zarówno pierwszoroczniacy jak i ci tuż przed absolutorium. Nawet jeżeli mieszkasz z rodzicami w tym samym mieście, w którym się uczysz, to i tak w końcu wpadasz po to do akademika - dodaje. Dlatego wymiana lub handel notatkami nikogo nie dziwi. Tak samo pożyczanie i kserowanie książek, nawet za drobną opłatą. Inne usługi to jednak już nie taka oczywistość. Marta, studentka ostatniego roku orientalistyki UW wspomina, że kiedy na pierwszym roku mieszkała w akademiku na ul. Żwirki i Wigury, jedyne co można tam było zdobyć, to tani alkohol. - W jednym z pokoi była meta i każdy doskonale znał ten numer. Więcej aktywności moi ówcześni koledzy i koleżanki nie wykazywali. Gdyby było inaczej może bym się z niego nie wyprowadziła - mówi z nutką żalu. Z kolei dr Joanna Śmigielska dodaje, że przedsiębiorczość w wielu domach ustępuje zwykłym relacjom np. artystycznym. - Tworzą się zespoły muzyczne, grupy literackie. To trochę inaczej rozumiana zależność, ale równie pożyteczna. Ludzie się nawzajem motywują, napędzają i dzięki temu idą do przodu - mówi. Dr Śmigielska zwraca też uwagę, że wszystkie kontakty, które młodzi ludzie zdobywają podczas mieszkania w akademikach procentują w przyszłości.- Poznaje się style życia z różnych stron kraju. Uczymy się obcowania z innymi w jednej wspólnocie i wymiany dóbr. Młodzi ludzie z dala od rodziny nie mogą nie sprostać temu wyzwaniu. Dzięki temu w przyszłości mają łatwiej, bo szybciej odnajdują się w nowym otoczeniu np. w pracy - mówi.

Zobacz, o czym jeszcze przeczytasz w ramach akcji:



Weź udział w konkursie i wygraj 24 tysiące złotych:



Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.3

10 głosów

  • Balangi pj.pj 24.11.09, 09:40

    Miejscem wiecznej balangi stały się wynajmowane mieszkania i przydałyby sięjakieś przepisy, które pomagałyby z tym walczyć, bo jak na razie nawet jeżelipolicja przyjedzie, to nawet mandatu »