W pierwszym tygodniu lutego eksperci firmy doradczej Ernst & Young oraz Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową ogłosili "Strategię rozwoju szkolnictwa wyższego w Polsce do roku 2020". Dokument przygotowali na zlecenie rządu. Jego główne założenia to: brak powszechnego czesnego, ale niektórzy studenci dzienni być może zapłacą za naukę. Powstaną nowe rodzaje szkół - kolegia, które będą kształcić licencjatów. Według strategii uczyć ma się jak największa grupa osób - niezależnie od zamożności, jakość studiów ma się poprawić, a uczelnie mają stać się bardziej konkurencje.
Aneta Zadroga: Jakie są pani pierwsze wrażenia po przeczytaniu strategii, jako pracodawcy i specjalisty od rynku pracy? Marta Donhefner-Wojtkiewicz, dyrektor Advisory Group TEST Human Resources: Oba rozwiązania, zarówno to dotyczące nowych rodzajów uczelni, jak i badania losów absolwentów, są jak najbardziej na miarę czasów i potrzeb rynku pracy. To ogromna rewolucja, ale bardzo potrzebna. I taka, o której od wielu lat pracodawcy wspominają, a ciągle trafiają na mur niezrozumienia ze strony uczelni.
Nowe trzyletnie studia w kolegiach akademickich to takie przygotowanie do zawodu, tyle że na wyższym poziomie niż w szkole zawodowej. Będziemy mieć tak potrzebnych dziś specjalistów? - Tak, bo nie każdy potrzebuje do pracy, i do szczęścia osobistego, tytułu magistra. Sama matura dziś nie wystarcza. Kolegia doskonale uzupełniłyby lukę, jaką mamy dziś między jednorocznymi kursami zawodowymi a studiami wyższymi. Oczywiście pod warunkiem że program na tych studiach oparty byłby na potrzebach rynku pracy.
Czyli skonsultowany z pracodawcami i łatwiejszy w modyfikacji? - Dokładnie. Programy nauczania muszą być bardziej elastyczne. A ponieważ takie studia w kolegiach trwałyby krócej, szybciej i na bieżąco mogłyby być modyfikowane. Dziś, mówiąc o potrzebie dostosowania studiów do potrzeb rynku, spotykamy się z argumentacją, że to bardzo długi proces. Inwestorzy mówią: "Dajcie nam specjalistów", a uczelnie: "Potrzebujemy pięć, siedem lat na opracowanie i wdrożenie programu". Dla rynku to często zbyt długo.
W ten sposób studenci rozmijają się z oczekiwaniami pracodawców. Temu z kolei ma przeciwdziałać monitorowanie losów absolwentów, czyli druga, bardzo ważna dla rynku propozycja. - I to kolejna rewolucja. Pod jednym warunkiem - takie badania muszą być bardzo dokładnie sprecyzowane. Od metodologii, po wykorzystanie ich wyników w rozwoju uczelni i kierunków studiów. Muszą być one, po pierwsze, rzetelne, po drugie, możliwe do wprowadzenia. Poszłabym dalej - uczelnie powinny być z wyników tych badań rozliczane. Bo losy absolwentów pokazują skuteczność kształcenia, jego efektywność. Inny los spotyka osoby, które decydują się na rozwój naukowy i akademicki, a inny tych, którzy chcą mieć gruntowne, wyższe, konkretne i przydatne w pracy zawodowej wykształcenie.
Jak uczelnie mogłyby z takich badań korzystać? - Chociażby wykorzystując je do opracowywania programów nauczania. Trzeba stawiać na praktyczną naukę. I nie mówię tu tylko o stażach czy praktykach w firmach. Sama mam wielu praktykantów, którzy sami potrafią zadbać o taką formę nauki. Chodzi o zmianę metodologii, inne spojrzenie na prowadzenie i przygotowywanie zajęć na uczelniach. Można do nich wykorzystywać wiedzę praktyków, przygotowywać je tak, żeby były bardziej zbliżone do realiów rynkowych, żeby bardziej przypominały środowisko pracy.
Co jest w strategii:
państwo kontraktuje bezpłatne dzienne kierunki na uczelniach publicznych i niepublicznych, minister określa dla ilu studentów; studenci poza kontraktem płacą
podział uczelni na: college (do licencjatu), uczelnie zawodowe, akademickie (główne zadanie dydaktyka, ale też wymóg prowadzenie badań naukowych), badawcze
zamiast studiów zaocznych i wieczorowych - tryb przedłużony, czyli te same studia co dzienne, tylko więcej semestrów, w tym wakacyjne
ogólnopolski rejestr studentów (żeby zapobiec multistudiowaniu i pobieraniu stypendiów w wielu miejscach) z centralnym systemem rekrutacji
likwidacja państwowych stypendiów naukowych (mogą je nadal fundować np. pracodawcy), a zwiększenie stypendiów socjalnych
uczelnie państwowe nadal otrzymują od państwa dotacje poza dydaktyką
można być profesorem bez habilitacji - decyduje uczelnia
obowiązkowa mobilność kadry, m.in. nie wolno przez dwa lata zatrudniać doktora na macierzystej uczelni