Górnicy nie mają się z czego uczyć

Tomasz Głogowski, Katowice
2010-02-22, ostatnia aktualizacja 2010-02-22 12:20

Brakuje podręczników, z których zawodu mogliby się uczyć przyszli górnicy. Drukowaniem nowych nie są zainteresowane wydawnictwa, więc stare to prawdziwe rarytasy.

ZOBACZ TAKŻE

Kalkulator wynagrodzeń - sprawdź wysokość swoich zarobków



Problem dotyczy w tej chwili 6 tys. młodych ludzi - tylu uczy się w reaktywowanych kilka lat temu szkołach górniczych. Kopalnie wypłacają najlepszym uczniom stypendia i nagrody, a absolwentom gwarantują zatrudnienie. Z jednym tylko mają ogromny kłopot - nie ma się z czego uczyć. Ostatni podręcznik dla klas górniczych z informacjami o eksploatacji złóż, podziemnej technologii czy bezpieczeństwie pracy napisano na początku lat 90. Książka, której współautorem był Jerzy Honysz, obecnie nauczyciel w Zespole Szkół Technicznych w Rybniku, została wydrukowana w 10-tys. nakładzie i nie cieszyła się wtedy powodzeniem. Sprzedało się tylko 2 tys. sztuk, resztę można było kupić za grosze. Honysz żałuje, że sam nie wykupił całego nakładu - w portalu Allegro.pl za książkę płaci się teraz po 40-70 zł.

O tym, że uczniowie nie mają aktualnego podręcznika, szkoły górnicze zawiadomiły już Ministerstwo Edukacji oraz Śląskie Kuratorium Oświaty. W Powiatowym Zespole Szkół w Bieruniu, jednej z największych placówek kształcących narybek dla górnictwa, nauczyciele przedmiotów zawodowych sami wyszukują wiadomości w internecie i adaptują uczelniane skrypty. Zdarza się, że proszą kopalnie o udostępnienie dokumentacji nowych maszyn i urządzeń pracujących pod ziemią. - Musi w końcu powstać podręcznik, który w przystępny sposób będzie uczył górniczego fachu - przekonuje Teresa Horst, dyrektor bieruńskiej szkoły. Sprawa nie jest błaha - od poziomu fachowego wykształcenia przyszłych górników zależeć będzie ich życie, gdy już zjadą pod ziemię.

MEN zgodziło się dofinansować druk podręczników dla uczniów górniczych zawodówek i techników, jednak okazuje się, że nie ma ich komu napisać. Nie garną się też do tego wydawcy, bo wolą drukować książki o wielotysięcznym nakładzie. Dariusz Pohl, zastępca redaktora naczelnego Śląskiego Wydawnictwa Naukowego, które kiedyś przodowało w wydawaniu książek górniczych, przyznaje, że zespół, który się tym zajmował, dawno się rozleciał. - Nic dziwnego, bo przez dziesięć lat szkolnictwo górnicze praktycznie nie istniało - mówi. I zapewnia, że mógłby znów skrzyknąć autorów, ale pod warunkiem że znajdzie się sponsor, który wyłoży pieniądze na przygotowanie książki. Co na to kopalnie? - Jesteśmy producentami węgla, a nie wydawcami książek - komentuje Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów