Odpowiedzi, które się nasuwają, to chęć poznania świata i odmiennej kultury, zdobycie wyższych kompetencji językowych, zabawa, odpoczynek. Co ciekawe, sprawy czysto dydaktyczne, które powinny najbardziej interesować studentów, przychodzą do głowy na końcu. Czy słusznie?
Często bodźcem do wyjazdu na stypendium jest potrzeba zmiany miejsca zamieszkania i otoczenia. - Kiedy się wyjeżdża, to łapie się dystans do pewnych spraw i można zacząć doceniać to, co się zostawiło - mówi Karolina, studentka grafiki na warszawskiej ASP. Semestr spędziła w Grenadzie na tamtejszym wydziale sztuk pięknych.
Dla wielu erazmusowiczów pół roku to zdecydowanie za krotko na prawdziwe poznanie nowego miejsca i rozpoczęcie gruntownej nauki. - Zawsze pierwsze 2-3 miesiące to aklimatyzacja, nauka poruszania się w mieście i próby zmniejszenia przeszkód technicznych i językowych - podkreśla Karolina.
Zaczynasz pierwszą pracę? - oto Twoje konto!
Zazwyczaj stypendium nie wystarcza na to, by spokojnie się utrzymać, a nie ma już mowy, by na własną rękę odkrywać nowe miejsca. Oczywiście na samym początku wyjazdu wydaje się najwięcej pieniędzy. Dopiero po jakimś czasie łatwiej ocenić, co warto kupić, gdzie można dostać taniej potrzebne towary i z czego można zrezygnować. Znalezienie tymczasowej pracy nie jest problemem, ale bardzo ważne są kompetencje językowe. - Pracowałam w cateringu i w knajpie, ale raczej mało - mówi Magda, studentka etnologii UW, która rok spędziła na stypendium w Berlinie. -Dużym wsparciem finansowym bywa dodatkowe stypendium z uczelni i rzecz jasna rodzina. - dodaje.
Są jednak tacy, którzy potrafią utrzymać się jedynie ze stypendium. Wysokość stypendiów bywa różna w zależności od kraju i uczelni, do których się jedzie. - Grant Erasmusowy z założenia nie pokrywa całego kosztu wyjazdu, ale znam ludzi, którzy dawali radę przeżyć za te 275 euro - mówi Maja, studentka prawa Uniwersytetu Szczecińskiego, która przez rok była w Rostocku na stypednium, a kolejny rok na praktykach Erazmusa.
Cięcie kosztówCzęsto zdarza się, że studenci kilkakrotnie zmieniają swoje lokum. Wyjazd rozpoczynają od pobytu w akademiku, potem przenoszą się do wynajętego mieszkania, które z czasem zmieniają na kolejne. - Najlepiej szukać mieszkania na miejscu, bo wszelkie ogłoszenia w internecie "room for erasmus" są dużo za drogie i niestety niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy. Zawsze trzeba zostawić kaucję, kupić bilety, telefon na kartę, niekiedy przeczekać parę dni w hostelu zanim się znajdzie odpowiednie lokum - radzi Karolina. - Najważniejsze jest, żeby mieć też pieniądze na podróże, autobusy, bilety wstępu itd. Tak żeby móc naprawdę poznać kraj, w którym się mieszka. To okrutne, ale kiedy się oszczędza na każdym kroku i nie wychodzi z domu, to po co wyjeżdżać? - przyznaje szczerze.
Pięciogwiazdkowe akademiki?Niektórzy jednak nie narzekają na akademik i niechętnie go opuszczają. W norweskim Halden standard studenckich mieszkań jest wręcz niesamowity. - Pokoje są jednoosobowe. Jest w nich dużo miejsca, nie są to w żadnym wypadku ciasne klitki. Łazienka przypada na dwie, a kuchnia na cztery osoby. Kuchnia jest ogromna (wielkości polskiego salonu w bloku ) i wyposażona w mikrofalówkę, dużą zamrażarkę i zmywarkę. Nie wspomnę o ogromnej lodówce, kuchence elektrycznej i piekarniku. Podłogi i ściany są wykonane z materiałów, które się bardzo łatwo sprząta i zmywa. A w łazience podłoga jest podgrzewana! - relacjonuje Ania, studentka anglistyki UW.
Organizacje erasmusowe starają się zadbać także o wolny czas studentów. Dysponują bogatą ofertą wycieczek, w cenie w sam raz na studencką kieszeń. - Oprócz zajęć na uczelni można zapisywać się na
kursy językowe: niemiecki, angielski, rosyjski, japoński, szwedzki, hiszpański i dużo innych...i to za 10 euro za semestr! Do tego można było w tej samej cenie zapisać się na zajęcia sportowe: ponad 100 różnych do wyboru - mówi Maja. - Niemieccy studenci organizowali nam czas wolny, wycieczki np. do Berlina, na Rugię, wycieczki rowerowe, wyjścia na kręgle, do kina - wspomina swój wyjazd.
Można zawalić rok na Erasmusie?A ja wygląda sprawa studiowania? Czy na Erasmusie można zawalić rok? Czy można się czegoś nauczyć? - Wszystko zależy od charakteru danej osoby. Znam ludzi, którzy nigdy nie chodzili na wykłady i każdego dnia imprezowali. Moim zdaniem, żeby zawalić rok na Erasmusie trzeba się bardzo, ale to bardzo postarać. Profesorowie naprawdę idą na rękę - twierdzi Maja.
Nie wszędzie jednak jest tak łatwo. Na przykład w Norwegii duży nacisk kładzie się na samodzielną pracę w domu czy w bibliotece, a egzaminy są bardzo wymagające. - Sprawdzają je dwie niezależne komisje a trzeci egzemplarz egzaminu zostaje dla studenta. Tu reguły są bardzo przejrzyste - mówi Ania. - Jest dużo nauki i trzeba uczyć się systematycznie dla własnego dobra. Nikt jednak do tego nie przymusza i można sobie rozplanować czas po swojemu.
Dla większości studentów, którzy zdecydowali się na wyjazd na stypendium, okazuje się on niezwykle ważnym doświadczeniem. - Nie wiadomo, czy jeszcze po studiach będzie się miało okazję wyjechać i mieszkać za granicą tyle czasu - wspomina Karolina - To również niesamowita okazja do poznania innej kultury i nauczenia się języka. Człowiek staje się obywatelem świata - tłumaczy.
- Wyjazd na stypendium umożliwił mi kontakt z ludźmi z każdego kontynentu. - dodaje Ania. - Wyzbyłam się wszelkich kompleksów, a świat zdecydowanie się skurczył. Łatwiej planować podróże, bo prawie wszędzie kogoś znasz...to niesamowite.