Jak to się robi we Francji?

Rozmowa z Edouardem Hussonem prorektorem Uniwersytetu Paryskiego
2011-12-27, ostatnia aktualizacja 2011-12-27 12:31

Absolwenci gorzowskiej PWSZ
Absolwenci gorzowskiej PWSZ
Fot. Dariusz Barański / Agencja Gazeta

Młodzi kończą dobre uczelnie i nie mają raczej problemu ze znalezieniem pracy. Mimo to Francja przeprowadza wielką reformę szkolnictwa wyższego

Katarzyna Pawłowska-Salińska: Ile osób rocznie kończy szkoły wyższe we Francji?

- Ok. 570 tys.

A jaki jest wśród nich poziom bezrobocia?

- Wśród wszystkich osób w wieku mniej więcej 25 lat bezrobocie wynosi powyżej 15 proc. Ale absolwentów uczelni wyższych bez pracy jest mniej niż 7 proc. (około naturalnego poziomu bezrobocia równego 5 proc.). To po co w takim razie ta wielka reforma francuskich uniwersytetów, skoro nie macie kłopotu z bezrobotnymi absolwentami?

- W tej chwili mamy kryzys placówek edukacyjnych. Nasze uczelnie są słabe. Na przestrzeni poprzednich stuleci reakcja rządu na tego typu sytuację zawsze była taka sama - tworzono nowe instytucje bez zamykania starych. Dlatego w tej chwili mamy taki skomplikowany system kształcenia wyższego. Działają u nas uniwersytety (założone w średniowieczu), "grandes écoles" (utworzone w czasach rewolucji francuskiej) i instytuty badawcze (zakładane po II wojnie światowej). Taka różnorodność instytucji wbrew pozorom nie okazała się inspirująca i rozwojowa. Uniwersytety mają problemy z bezrobociem absolwentów, które z kolei nie jest żadnym problemem dla osób z dyplomem "grandes écoles". Z kolei w "grandes écoles" nie dokonano nigdy żadnych odkryć, nie przeprowadzono znaczących badań.

Pierwsza edycja szanghajskiego rankingu uniwersytetów z 2003 roku była dla nas szokiem - większość naszych uczelni wypadła w nim źle. Wtedy stało się jasne, że Francja musi zreformować system kształcenia wyższego i stworzyć rywalizujące ze sobą silne uniwersytety, na których studentom oferowana będzie wiedza na najwyższym poziomie.

Co się konkretnie zmieni?

- Już się zmienia. W 2007 roku francuskie uniwersytety otrzymały autonomię zarówno jeśli chodzi o podejmowanie decyzji, jak i o dysponowanie finansami. Otwarto je dla ludzi z sektora prywatnego. Uniwersytety są zachęcane do tworzenia fundacji i pozyskiwania funduszy od prywatnych przedsiębiorstw. A przy podejmowaniu decyzji o tym, ile publicznych pieniędzy otrzyma dana placówka, brane jest pod uwagę, ilu studentów po tych studiach znajduje pracę. Francuskie uniwersytety rozwijają także coś, co jest dla nich absolutną nowością: sieć studentów i absolwentów.

A co z "grandes écoles" i instytutami?

- To drugi etap reformy. Polega na połączeniu trzech typów instytucji: uniwersytetów, "grandes écoles" i instytutów badawczych w jeden wszechstronny kompleks. Mamy już ok. 20 takich miejsc, a utworzymy jeszcze 15. Siedem najlepszych kompleksów utworzy francuską "Ligę Bluszczową".

Czy poprawi się współpraca uczelni z pracodawcami?

- Przedsiębiorcom będzie łatwiej znaleźć uniwersytety, z którymi chcieliby nawiązać współpracę. Chcemy, żeby system kształcenia wyższego miał trzy poziomy. Regionalne uniwersytety będą kształciły pracowników małych i średnich firm. W tych o zasięgu ogólnopaństwowym znajdą pracowników większe firmy (absolwenci będą mieli tytuł magistra lub świadectwo ukończenia studiów podyplomowych). A te największe, na poziomie światowym, będą kształcić wybitnych specjalistów. Jakie kierunki młodzież francuska wybiera najczęściej?

- Mamy zbyt mało studentów kierunków ścisłych i przyrodniczych. Brakuje nam też studentów kursów zawodowych. Dziś większość kandydatów wybiera kierunki humanistyczne, ekonomię i nauki społeczne.

Czy to są studia, które podobają się pracodawcom?

- Upodobania pracodawców zmieniają się bardzo szybko. W tej chwili właśnie wyzbywają się swoich uprzedzeń wobec studentów typowo humanistycznych kierunków. Dziś absolwent filozofii jest przyjmowany do pracy w banku, a doktor historii robi błyskotliwą karierę w dużej korporacji.

W Polsce wiele osób twierdzi, ze wyższe wykształcenie nie wszystkim jest potrzebne. Zgadza się z tym pan?

- Statystyki pokazują, że im wyższe wykształcenie, tym większe szanse na znalezienie pracy.

Jakie będą największe korzyści z reformy?

- Nasze uniwersytety będą na najwyższym poziomie pozwalającym im konkurować z innymi światowymi uczelniami. Studenci otrzymają edukację na najwyższym poziomie i dużo łatwiej będzie im znaleźć pracę. Poprawi się też jakość studenckiego życia - zmodernizujemy campusy.

Jak długo potrwa cała reforma?

- Chcemy wdrożyć wszystkie zmiany do 2020 roku.

A ile to pochłonie pieniędzy?

- Od 2007 do 2012 r. wydamy na reformę o 9 mld więcej niż zwykle z puli Ministerstwa Nauki. 5 mld pójdzie na kampusy, a 22 mld na budowę siedmiu najlepszych uniwersytetów - naszej "Ligi Bluszczowej".

Słowniczek

Grandes écoles - kategoria francuskich wyższych uczelni publicznych i prywatnych, które funkcjonują w sposób odrębny od uniwersytetów. Zazwyczaj mają swoją specjalność. Kształcą ograniczoną liczbę studentów i stosują gęste sito egzaminacyjne. Prowadzą nabór zazwyczaj dwa lata po maturze.

Uznawane są za prestiżowe, a ich ukończenie to "przepustka" do świata nauki i dyplomacji lub wielkiego biznesu. Większość tych szkół z polskiego punktu widzenia jest po prostu politechnikami, szkołami handlowymi, rolniczymi lub uczelniami prowadzącymi studia humanistyczno-społeczne i matematyczno-przyrodnicze na wysokim poziomie.

Dyplom grande école zazwyczaj uznawany jest za równoważnik np. magistra inżyniera w przypadku studiów technicznych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów