Jakie studia, taka praca

Marta Piątkowska
19.04.2013 , aktualizacja: 02.05.2013 15:59
A A A
Lucyna Pleśniar, prezes agencji People

Lucyna Pleśniar, prezes agencji People (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

- O dzisiejszym rynku jedno można powiedzieć na pewno: jest bardzo konkurencyjny. Osoby, które poważnie myślą o swojej przyszłości, muszą umieć o nią zadbać - tłumaczy ekspert rynku pracy. Rozmowa z Lucyną Pleśniar, prezes agencji doradztwa personalnego People
Marta Piątkowska: Czym się kierować przy wyborze studiów, żeby za kilka lat nie mieć problemów z wejściem na rynek pracy?

Lucyna Pleśniar: Trzeba myśleć w kategoriach "co będzie za pięć lat", a nie "co jest modne tu i teraz". Wybrać kierunek, który daje konkretny zawód, i uczelnię, której dyplom będzie rozpoznawalny i ceniony, a nie taką, którą tylko łatwo skończyć. W czasach kiedy studia gwarantowały pracę, ludzie naprawdę się uczyli, a nie spędzali czas na uczelniach. I jeszcze jedno: zmiany na rynku wymuszają również zmianę w sposobie myślenia o edukacji.

W nowym modelu studia to baza. Trzeba je obudować dodatkowymi kompetencjami i umiejętnościami.

W takim razie co będzie za pięć lat?

- Od pewnego czasu obserwujemy na międzynarodowych rynkach pracy stałe zapotrzebowanie na osoby z wykształceniem technicznym i informatycznym. Rozwój i coraz większy udział nowych technologii w naszym życiu gwarantuje, że ta tendencja nie zmieni się w najbliższych latach i wybór tego typu studiów wciąż będzie się opłacał.

Nie wszyscy poradzą sobie na politechnikach i kierunkach ścisłych. Co z nimi?

- Do łask wracają szkoły policealne, które w rok lub dwa lata uczą praktycznego zawodu. Z taką bazą wciąż można iść na studia i podnosić kwalifikacje. Ktoś, kto wie, że nie poradzi sobie na studiach farmaceutycznych, może pójść do studium o tym profilu. Po dwóch latach ma zawód w ręku i całe życie przed sobą, żeby się doszkalać i dokształcać. Żadna furtka nie zamyka się w ten sposób, a często można zaoszczędzić kilka lat, które byłyby straconym czasem na źle wybranych studiach.

A umiejętności i kompetencje? Tyle się teraz mówi o ich znaczeniu, pani również o nich wspomniała. O co dokładnie chodzi?

- Umiejętności obejmują wszystko to, co potrafimy zrobić. Na przykład: przygotować skomplikowany wykres, przetłumaczyć tekst z obcego języka, zaprojektować most, obsługiwać konkretny program czy kierować wózkiem widłowym.

Kompetencje w tym wypadku rozumiane są jako miękkie osobiste właściwości, na przykład: umiejętność pracy w grupie, dobra organizacja, kreatywność, zdolności optymalizacyjne.

I jednych, i drugich możemy się nauczyć, tylko innymi ścieżkami. W zdobyciu umiejętności zawodowych pomagają nam kursy i szkolenia, które warto robić, jeżeli skończyliśmy ogólny kierunek studiów i chcemy się w ten sposób profilować. Dać sygnał pracodawcy i przede wszystkim sobie, że wiemy, w jakim zmierzamy kierunku i co nas interesuje.

Umiejętności osobiste nabywa się przez praktykę. Nie nauczymy się współpracy z innymi, jeżeli jej nie doświadczymy.

Najpierw studia albo inna szkoła, potem kursy, praktyki, staże, zdobywanie doświadczenia. Nie za dużo i za długo?

- O dzisiejszym rynku jedno można powiedzieć na pewno: jest bardzo konkurencyjny. Osoby, które poważnie myślą o swojej przyszłości, muszą umieć o nią zadbać. Ponieważ dostęp do wykształcenia wyższego ma dzisiaj niemal każdy młody człowiek, nie daje mu to dużej przewagi nad innymi. Żeby się przebić, musi zaproponować więcej niż rówieśnicy.

Oznacza to, że przez pierwsze lata po zakończeniu edukacji trzeba sporo czasu i pieniędzy poświęcić na swój rozwój, za co nagroda nie spotka nas natychmiast. Psychologowie nazywają to odroczoną gratyfikacją. Co prawda przez pierwsze lata brakuje czasu i funduszy na przyjemności, ale kiedy wchodzimy w dorosłe życie, pojawiają się rodzina, kredyt na mieszkanie itd., nasza pozycja zawodowa jest już całkiem dobra.

A co, jeżeli już na początku tej drogi, czyli na etapie wyboru kierunku studiów lub szkoły, popełniliśmy błąd?

- Po pierwsze, to nie jest sytuacja nieodwracalna, bo wszystko da się skorygować uzupełnianiem wiedzy i kompetencji. Po drugie, jeżeli ktoś nie dostał się na wymarzony kierunek, to niech nie idzie na cokolwiek, byle tylko studiować. Czasem lepiej stracić rok i próbować się dostać na studia raz jeszcze, niż poświęcić pięć lat na zdobywanie wiedzy, która nas nie interesuje.

Co by pani doradziła młodym osobom, które zastanawiają się nad przyszłością swojej edukacji?

- Żeby jak najwcześniej określiły swoje cele i aspiracje zawodowe. Żeby oceniły możliwość ich realizacji. Żeby nie kierowały się emocjami. Nie szły tam, gdzie większość znajomych, bo będzie raźniej. Nie bały się, że sobie z czymś nie poradzą, tylko podejmowały wyzwania, a potem starania, żeby nauczyć się czegoś przydatnego.

Proponuję też uzbroić się w cierpliwość. Większe szanse na sukces mają ci bardziej elastyczni. Jeżeli nasz aktualny cel jest obecnie nie do zrealizowania, na przykład praca młodszego analityka w banku, to jesteśmy gotowi przez jakiś czas pracować na innym stanowisku, które chociaż częściowo je przypomina. Wszystko po to, że kiedy nadejdą sprzyjające okoliczności, będziemy gotowi ubiegać się o pracę, z którą wiążemy przyszłość.