Pięć lat studiów, dużo nauki, mało perspektyw - tak często swoją sytuację na rynku pracy postrzegają absolwenci polskich uczelni wyższych. Wiele w tym racji, ale okazuje się, że absolwenci mają mniej powodów do zmartwień niż osoby w trakcie nauki. Ekonomiczna bessa bardziej odbija się na młodszych i powoduje dwukrotnie większy spadek zatrudnienia osób w wieku 20 - 24 lat, niż wśród pracowników w przedziale wiekowym 25 - 54.
Opłaca się studiować
Sytuacja obecnych studentów a przyszłych pracowników nie jest zła. Wydłużanie okresu nauki może przejściowo obniżać zatrudnienie osób młodych, ale w przyszłości będzie skutkować wyższą i dłuższą aktywnością zawodową lepiej wykształconych pracowników. Co więcej, absolwenci magisterskich szkół wyższych znajdują pracę trzy razy łatwiej niż osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Tym z kolei (47 proc.) w ogóle nie przydają się umiejętności zdobyte podczas takiego kształcenia. Tu znów lepiej wypadają absolwenci i studenci. - Biuro Karier Uniwersytetu Jagiellońskiego zrealizowało pilotażowy projekt pt. "Studia pod kątem przygotowania do zawodu i wejścia na rynek pracy w opinii studentów ostatniego roku i pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz pracodawców" - mówi Paulina Hojda, pracownik Biura Karier UJ. - Pracodawcom w kwestionariuszu przedstawiono listę kompetencji, według których mieli ocenić zatrudnianych przez siebie absolwentów. Wyniki wskazują, że połowa kompetencji została oceniona wysoko, podczas gdy niska ocena prawie się nie pojawia - argumentuje Hojda.
- Studenci i absolwenci uczelni wyższych to cała rzesza osób z potencjałem. Pracodawcy to widzą. Może nie sama nauka na studiach, ale działalność w organizacjach studenckich, praktyki, programy wymiany międzynarodowej, udział w różnych projektach automatycznie podnoszą studentom kwalifikacje - mówi Joanna Kotzian z HRK Doradztwo Personalne. -Dzisiejszy student różni się od tego sprzed kilku lat. Zanim skończy studia zazwyczaj ma już w dorobku doświadczenie zawodowe. Nierzadko jednocześnie studiuje i pracuje - podkreśla Kotzian. Na jednego bezrobotnego absolwenta z wykształceniem wyższym przypada ponad dziewięciu pracujących, z kolei na jednego bezrobotnego z wykształceniem zasadniczym zawodowym - tylko trzy osoby pracujące. Co więcej, w wieku 40 lat wynagrodzenia osób z wykształceniem wyższym są prawie trzykrotnie wyższe niż w momencie, kiedy po studiach wchodzili na rynek pracy. Za kształceniem na wyższych uczelniach przemawiają też aspekty finansowe. Płace osób, które ukończyły szkołę wyższą są przeciętnie aż o 60 proc. większe niż płace absolwentów szkół zasadniczych zawodowych. W tym kontekście zazdrościć studentom mogą absolwenci szkół zasadniczych zawodowych i gimnazjów, którzy mają najgorsze perspektywy zatrudnienia.
Jak uczyć, aby absolwenci szybko znajdowali pracę?
Absolwenci są cennym "materiałem" na rynku pracy, ale i oni też nie zawsze od razu znajdują zatrudnienie. W Polsce nikt nie kontroluje jakości edukacji i jej relacji do rynku pracy. Zabiegi o płatnych studentów doprowadziły do intensywnego rozwoju tanich kierunków studiów, niewymagających pracowni i kosztownych zajęć laboratoryjnych. Tworzenie nowych szkół wyższych w małych miejscowościach odbyło się kosztem obniżenia jakości kształcenia. Szkoły niepubliczne to podmioty komercyjne - sprzedają usługi edukacyjne, na który jest popyt, a nie zawsze takie, które gwarantują dobrą pracę. Zasoby kadrowe i materialne uczelni publicznych zmieniają się wolno i dlatego także ich oferta edukacyjna dopasowuje się wolno do zmian w popycie na pracę. Oceniając jakość nauczania, Państwowa Komisja Akredytacyjną powinna brać pod uwagę wyniki, jakie absolwenci osiągają na rynku pracy. Różnice płac absolwentów nie są proporcjonalne do różnic kosztów kształcenia na poszczególnych kierunkach studiów, np. inżynierowie zarabiają za mało w relacji do kosztów kształcenia w porównaniu z humanistami. Często kierunki edukacji nie są dopasowane do potrzeb rynku pracy, co prowadzi do marnotrawstwa prywatnych i publicznych pieniędzy. W Polsce uczy się ponad 62 proc. osób w wieku 20 - 24 lat, ale zatrudnienie znajduje już tylko 46 proc., to o 30 punktów procentowych mniej niż przeciętnie w krajach UE. Co można zrobić? Na początek najlepiej skorzystać z doświadczeń krajów lepiej rozwiniętych. W krajach OECD o relatywnie najniższym bezrobociu osób młodych, w tym absolwentów (np. Dania, Szwajcaria, Holandia) uczniowie mają dużo obowiązkowych zajęć praktycznych, które uzupełniają standardowe kształcenie teoretyczne. W efekcie, młode osoby szybko znajdują zatrudnienie. Praktyczna wiedza wyniesiona ze szkoły zwiększa szanse na podjęcie wysoko wynagradzanej pracy w zawodach wymagających wysokich kompetencji.
Konkurencja między uczelniami i monitoring kariery absolwenta
Obecnie uczelnie nie wiedzą, co dzieje się z absolwentem po tym jak opuści on mury uczelni. Jak radzi sobie na rynku pracy - nie wiadomo. Uczelnie dążą do tego, aby taki monitoring uruchomić, ale na razie wszystko jest jeszcze w sferze planów. - Chcemy badać losy absolwentów naszej uczelni począwszy od obecnego roku akademickiego. Charakter projektu pozwoli w szczególności na uchwycenie dynamiki zmian w sytuacji absolwentów na rynku pracy. Chcemy, aby losy absolwentów były monitorowane od tej pory systematycznie - deklaruje Paulina Hojda. Badania dowodzą, że długie bezrobocie absolwentów może obniżyć ich wynagrodzenia, gdy osiągną wiek 40 lat, nawet o 20 proc. Należy uruchomić system monitoringu sytuacji zawodowej absolwentów też dlatego, aby młodzież podejmowała świadome decyzje edukacyjne. Obecnie dostępne dane statystyczne nie pozwalają dokładnie stwierdzić, w jakich zawodach młodzież kształci się nadmiernie, a w jakich niedostatecznie. Nie ma też dobrych danych o strukturze kwalifikacyjnej wolnych miejsc pracy, ani profesjonalnych prognoz popytu na pracę. Dlatego młody człowiek wahając się co robić ze swoim życiem zawodowym nie otrzyma wsparcia w postaci rzetelnych przewidywań. W Polsce nie prowadzi się też ocen rezultatów kształcenia zawodowego. Trzeba zlikwidować bariery administracyjne, które fachowcom bez przygotowania pedagogicznego uniemożliwiają prowadzenie zajęć praktycznych w szkołach i zrezygnować z utrzymywania wielu małych szkół zawodowych i uczelni wyższych, które nie mają odpowiedniego zaplecza do praktycznej nauki zawodu. Podniesienie jakości kształcenia wymaga też wzmocnienia konkurencji pomiędzy uczelniami. Do tego potrzebna jest zmiana systemu finansowania szkół - pieniądz powinien iść za studentem.
* Dane pochodzą z raportu "Czego (nie)uczą polskie szkoły? - system edukacji a potrzeby rynku pracy w Polsce" Urszuli Sztanderskiej i Wiktora Wojciechowskiego (Warszawa, 2 września 2008)