Weź udział w Internetowym Badaniu Wynagrodzeń 2008
Ania, Ewelina i Seweryn są absolwentami Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W październiku rozpoczęli
studia doktoranckie. Dziewczyny studiują w trybie dziennym, Seweryn - zaocznym. Doktorat planowali od dawna: - W chwili, gdy rozpoczynałam studia magisterskie, marzyłam o tym, by wraz z ich ukończeniem nie kończyć edukacji. Nigdy nie nastąpił taki moment, w którym doznałabym olśnienia: a może by tak się doktoryzować - mówi Ewelina.
Etat na uczelniO ile wiele osób podejmuje studia magisterskie w perspektywie lepszej pracy, o tyle studia doktoranckie często postrzegane są jako niepraktyczne. - Doktorat jest pewną wartością ogólną, aby zarabiać przydałyby się studia podyplomowe - tłumaczy Seweryn. Mimo to liczba doktorantów rośnie z roku na rok, a doktorat zaczyna przewyższać popularnością studia MBA. Na Uniwersytecie Śląskim w tym roku liczba doktorantów wynosi 1262. Pracę na uczelni można podjąć już w trakcie studiów, o ile znajdzie się wolny etat. Magdalena Ochwat, rzecznik Uniwersytetu Śląskiego precyzuje: - Najczęściej doktoranci zatrudniani są na pół etatu.
Ewelina jest realistką. - Szanse na etat na uczelni są znikome - mówi dziewczyna. Każdego roku kilka osób otrzymuje w danym instytucie tytuł doktora, a liczba etatów jest stała. Spośród 23 osób, którym podczas grudniowej promocji doktorskiej został nadany tytuł doktora, zaledwie 5 stanowią pracownicy UŚ. Pozostali pracują w szkołach podstawowych, średnich, innych szkołach wyższych, a także w urzędach miejskich i w sądzie. Rzecznik informuje: - Czas od nadania stopnia naukowego przez Radę Wydziału do promocji doktorskiej wynosi średnio od roku do półtora roku, w zależności od liczby osób. W roku 2007, w czasie uzyskania stopnia doktora, zatrudnione w UŚ były 63 osoby.
Uczelnia? NiekoniecznieAnia i Seweryn nie zwlekali z podjęciem pracy. Seweryn jest rzecznikiem prasowym zabrzańskiego szpitala. Nie obawia się bezrobocia. - Praca na uczelni nie jest koniecznością. Człowiek wykształcony jest tak wszechstronny, że przystosuje się do każdej pracy. Po studiach chcę poczuć wyzwanie i realizować się, a czy to będzie szkoła, szpital czy urząd miejski, to już wszystko jedno. Poza tym bycie doktorem jest tylko wstępem do bycia naukowcem, a nad tym muszę się jeszcze zastanowić. - Podobne refleksje ma Ania: - Czy chciałabym pracować w przyszłości na uczelni? Było to kiedyś moim marzeniem, ale teraz wiem, że gdyby zaszła taka konieczność, poradzę sobie ze znalezieniem innej interesującej pracy, np. jako dziennikarz czy redaktor w wydawnictwie, więc naprawdę nie potrafię powiedzieć, czy przyjęłabym po doktoracie etat na uczelni, nawet gdyby mi go zaproponowano.
Komu pomaga?Wiele dużych i dynamicznie rozwijających się firm stawia na dobrze wykształconych pracowników. Doktorat ceniony jest w branżach związanych z informatyką, ekonomią, a także w szybko rozwijających się dyscyplinach nauki, takich jak chemia, biologia, biotechnologia. W firmach z tych branż pracownik z doktoratem postrzegany jest jako osoba wykazująca chęć nieustannej nauki, a tym samym gwarantująca rozwój przedsiębiorstwa. Power Media, firma specjalizująca się w tworzeniu oprogramowania, rekrutacji i outsourcingu kadr
IT, zatrudnia kilka osób z tytułem doktora. - W dużych firmach, zwłaszcza związanych z rozwojem nowych technologii, pracownik z doktoratem stanowi cenny nabytek - mówi Izabela Bieńkowska, HR Manager Power Media i podkreśla, że często pomaga się takim pracownikom, umożliwiając im pogodzenie pracy w firmie z pracą na uczelni. Doktorat z całą pewnością jest ich atutem. - Tytuł naukowy często przekłada się na wyższą pensję. Choć nie jest to regułą, najczęściej wszystko zależy od osiąganych wyników - dodaje Bieńkowska.
Komu przeszkadza? Absolwenci kierunków humanistycznych sadzą, że największe problemy będą mieli ze znalezieniem pracy w szkole. Z takimi trudnościami zetknął się Seweryn, kiedy szukał pracy jako nauczyciel języka polskiego. Opowiada, jak w jednym z zabrzańskich liceów dano mu do zrozumienia, że niepotrzebny im pracownik z doktoratem. - I nie dostałem pracy - mówi chłopak - Dostał ją absolwent Politechniki Śląskiej po Zarządzaniu, z podyplomowymi uprawnieniami do nauczania polskiego. Zdaniem Seweryna panuje błędne przekonanie, że doktorom zatrudnionym w szkole trzeba więcej płacić. Tymczasem w rozporządzeniu MEN, dotyczącym wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, stopień doktora nie jest nawet brany pod uwagę. W zawodzie nauczyciela zarobki zależą od stopnia awansu zawodowego, a ten związany jest ze stażem pracy i przebiega według ścieżki awansu zawodowego nauczycieli. Dorota jest dyrektorem jednej ze śląskich placówek oświatowych. Skończyła studia magisterskie i studia podyplomowe. Gdyby miała do wyboru przyjąć do pracy osobę z tytułem magistra lub osobę z tytułem doktora, kierowałaby się innymi względami. - Jeśli zatrudniam nowego nauczyciela, biorę pod uwagę nie tyle tytuł naukowy (choć wykształcenie wyższe jest w tym zawodzie obowiązkowe), co doświadczenie, jakie posiada i opinię, jaką się cieszy. Tytuł doktora nie oznacza, że można osiąść na laurach. W pracy nauczyciela liczy się przede wszystkim zaangażowanie. - mówi. Na wiedzę praktyczną stawiają również przedstawiciele innych branż. Izabela Bieńkowska przyznaje, że liczą się przede wszystkim umiejętności. - Zatrudnienie pracownika z tytułem doktora z pewnością jest korzystne dla firmy, ale najważniejsze są efekty pracy takiej osoby - podkreśla. Jednak nie wszyscy pracodawcy chętnie zatrudniają osoby z doktoratem. Dlatego zdarza się, że niektórzy kandydaci w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej zatajają informację o doktoracie. Z taką sytuacją spotkała się kiedyś HR Manager Power Media. - Osoba, która posiada tytuł doktora, nie powinna ukrywać swojego wykształcenia. Nie po to przecież poświęca się tyle lat na naukę, by później pracować w miejscu, w którym dobre wykształcenie nie jest doceniane - mówi.
Doktorat na co dzień- Zajęcia na pierwszym roku to 30 godzin w pierwszym semestrze i 60 w drugim. Oprócz tego w ciągu roku akademickiego muszę wypracować 90 godzin dydaktycznych, a 90 minut w tygodniu pochłania mi dyżur. Bycie doktorantem wiąże się również z koniecznością (niepisaną) uczestniczenia w wydarzeniach naukowych instytutu. Czasem, którego nie da się oszacować, jest ten, który poświęcam przygotowaniom do zajęć ze studentami, sprawdzaniu ich prac czy kolokwiów. Do tego dochodzi praca nad dysertacją - wylicza Ewelina. W takich okolicznościach trudno podjąć stałe zatrudnienie. Nie jest to jednak niemożliwe, choć nastręcza dodatkowych trudności. Ania od kilku miesięcy pracuje na pełnym etacie jako korektor: - Praca z tekstem, mimo że ciekawa, jest dość męcząca, stąd nie bardzo mam po powrocie do domu ochotę na czytanie i studiowanie kolejnych artykułów, tym razem naukowych, potrzebnych do przygotowania dysertacji. - Ania, Ewelina i Seweryn wierzą jednak w swoje siły. Kariera na uniwersytecie nie jest jedyną ewentualnością, jaką rozważają. Nauka jest ich pasją. Doktorat traktują jako spełnienie marzenia, szansę na rozwijanie siebie i dziedziny swoich badań oraz możliwość uczestniczenia w życiu naukowym uczelni. - Problemy mojej pracy magisterskiej to dopiero początek większej całości. Mam nadzieję poruszyć nieco moją dziedzinę badań, gdyż na interesujące mnie tematy nie ukazało się ostatnio nic nowego - mówi Seweryn. Ewelina podkreśla, że dziedzina, którą się zajmuje, jest jej pasją. - Zaś możliwość zgłębiania wiedzy w murach uczelni, w środowisku akademickim, jest najlepszą drogą rozwoju naukowego - podkreśla i dodaje - Jestem zadowolona z tego, że mogę prowadzić badania naukowe, uczestniczyć w życiu uniwersytetu, kształcić studentów. Wtóruje jej Ania, dla której doktorat jest szansą na rozwijanie własnych zainteresowań, poszerzenie horyzontów, interesującą przygodę. - Dlatego ewentualny brak etatów na uczelni, prawdę mówiąc, niewiele mnie obecnie obchodzi. - mówi Ania - Mogę być naukowcem niezwiązanym z uniwersytetem i to chyba wcale nie taka zła perspektywa.
Weź udział w Internetowym Badaniu Wynagrodzeń 2008