Prawo pracy bez tajemnic
Przyszli specjaliści medycyny weterynaryjnej kształcą się na zaledwie czterech uczelniach w kraju - na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, Warmińsko - Mazurskim w Olsztynie, warszawskiej Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Co roku mury tych uczelni opuszcza średnio pół tysiąca absolwentów. - Blisko połowa moich znajomych z roku myśli o pracy w prywatnych gabinetach, przy małych zwierzętach, mniej niż jedna trzecia zamierza zająć się dużymi, kilka chce pracować przy rzeźniach, w wojsku, policji i na uczelni - mówi Małgorzata, studentka ostatniego roku weterynarii na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Wielu pracuje już teraz - najczęściej w hurtowniach leków weterynaryjnych. O instytucjach publicznych raczej nikt nie myśli. - Przede wszystkim ze względu na zarobki - Tysiąc złotych bez szans na podwyżkę i przez bardzo długi czas na większe pieniądze. Słyszeliśmy o tym, że osoby, które teraz zatrudnią się jako inspektorzy mają mieć zapewnione większe pieniądze, ale nikt tak naprawdę nie wie o jakie stawki chodzi - 100 złotych? - pyta.
Zdaniem Bartosza Kaźmierczaka, pracownika biura Warszawskiej Izby Lekarsko - Weterynaryjnej (na terenie samej Warszawy działa ok. 300 prywatnych gabinetów), weterynarze nie wyjeżdżają też już tak chętnie do pracy za granicę. - Zanim wyjadą muszą zgłosić się do nas z wnioskiem o potwierdzenie prawa do wykonywania zawodu. Takich próśb jest mniej niż jeszcze rok temu - mówi. - Za granicą poszukiwani są głównie weterynarze do badania mięsa, firm specjalizujących się w przetwórstwie żywności. Ofert dla samodzielnych lekarzy weterynarii w lecznicach jest bardzo niewiele, dlatego moi znajomi raczej nie interesują się wyjazdem - mówi Małgorzata.
Ponad 1000 etatów- o tyle zatrudnienie zwiększa Inspekcja Weterynaryjna, która dostała dodatkowe pieniądze na nowe miejsca pracy i podwyżki. Janusz Związek, główny lekarz weterynarii zdaje sobie sprawę, że zanim zmieni się podejście absolwentów do pracy w tej instytucji, musi upłynąć trochę czasu: - Wciąż pokutuje pogląd, że tu płaci się marnie. Dodatkowe pieniądze w budżecie to dla nas prawdziwa manna z nieba. Dzięki tym środkom wreszcie wzrasta nasza konkurencyjność na rynku. Być może uda nam się nawet zatrzymać wartościowych pracowników, którzy do tej pory, uciekali do konkurencji. Możemy wreszcie zaproponować im godziwe wynagrodzenie i dzięki tym środkom na pewno zacznie się u nas lepiej dziać - mówi i dodaje, że nagromadzonych przez lata braków kadrowych w Inspekcji Weterynaryjnej na pewno nie uda się załatać od razu. Po pierwsze ze względu na podejście samych absolwentów, a także ze względu na to, że zapotrzebowanie instytucji jest teraz dwukrotnie większe, niż liczba wkraczających na rynek młodych lekarzy. Bardzo niskie płace były do niedawna największą bolączką inspekcji. W każdym powiecie powinno pracować pięciu weterynarzy i wielu instytucjom nie udaje się tego progu osiągnąć. - Ze względu na to, że mamy u siebie uniwersytet kształcący weterynarzy, nie mamy aż takich problemów jak w innych regionach kraju. Teraz nie docierają do mnie żadne sygnały, ale co jakiś czas także i u nas zdarzają się problemy z zatrudnieniem nowych inspektorów - im dalej od miasta, tym gorzej. Kandydaci wycofywali się zwykle po tym, gdy usłyszeli jakie są warunki finansowe - mówi Jan Sławomirski, lubelski wojewódzki lekarz weterynarii.
Początkujący lekarz weterynarii, który rozpoczynał pracę w jednej sponad trzystu powiatowych inspekcji weterynaryjnych, dostawał zwykle ok. 1 - 1,2 tys. złotych netto. Teraz sytuacja znacznie się poprawiła, ale Związek nie chce szacować wysokości średniej podwyżki. - Wszystko zależy od konkretnej instytucji - mówi.
Brakuje naukowcówZ brakami kadrowymi i deficytem weterynarzy od dłuższego czasu boryka się też kierownictwo Państwowego Inspektoratu Weterynaryjnego - Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach. Wśród chorób, którymi zajmuje się ta instytucja są, chociażby ptasia grypa, czy wykryta jesienią w Czechach gorączka zachodniego Nilu. W listopadzie w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym otwarto kompleks laboratoriów, który jest jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów na świecie. Podziwiają go przyjeżdżający tu amerykańscy naukowcy, a w Europie podobnym pochwalić może się jedynie Dania. Do Puław trafiają wyniki badań ze wszystkich laboratoriów w Polsce. Do opracowywania tych danych i prognozowania na ich podstawie zagrożeń potrzebni są właśnie lekarze weterynarii. - A w tak ważnym zakładzie, jakim jest np. Zakład Farmakologii i Toksykologii, na czterdziestu pracowników jest zaledwie dwóch weterynarzy - ubolewa prof. Tadeusz Wijaszka,
dyrektor instytucji i dodaje: - Na razie jakoś udaje nam się załatać te niedobory. Jeszcze jesteśmy wydolni, ale przez braki kadrowe nie możemy zacząć działać pełną parą. Wielu młodych ludzi sądzi, że praca naukowa jest nudna. To ich odstrasza, ale to nieprawda. Moim zdaniem, to bardzo wdzięczne zajęcie - zwłaszcza przy możliwościach, jakimi obecnie dysponujemy - najwyższej klasy wyposażeniu i zadowalających środkach na badania.
Podejście absolwentów weterynarii nie jest oczywiście jedynym powodem problemów PIWet-u. Jednym z ostatnich problemów instytutu są właśnie podwyżki w Inspekcji Weterynaryjnej. W Puławach na stanowiskach naukowych pracuje 116 osób. Zanim jednak początkujący pracownicy uzyskają tytuł doktora (a trwa to zwykle ok. 5-6 lat) pracują na tzw. stanowiskach inżynieryjno - technicznych. Takich osób w instytucie obecnie jest ok. 140. Początkujący zarabiają ok. 2 tys. zł netto. Gdy uzyskają tytuł naukowy ich pensje znacznie wzrastają - podwajają się. - Ale zanim to nastąpi czeka ich 5-6 lat wytężonej pracy. Mamy też oczywiście swoje wymagania - poza dyplomem konieczna jest dobra znajomość języka obcego i zacięcie do pracy naukowej. Wielu absolwentów weterynarii, którzy się do nas zgłaszają, przepada bez wieści, gdy usłyszy warunki. Inspekcje oferujące większe zarobki to dla nas dodatkowy problem - mówi Wijaszka.
Sprawdź ofertę staży i praktyk