Jeszcze trzydzieści lat temu młodzi ludzie wybierając studia wiedzieli, gdzie będą potem pracować. Kończąc naukę dostawali z urzędu kilka ofert pracy związanych z ich wykształceniem. Jeśli ktoś studiował budownictwo, dostawał przydział do przedsiębiorstwa budowalnego. Jeśli polonistykę - do wydawnictwa lub agencji prasowej. W ten sposób każdy pracował w "wyuczonym zawodzie". A dzisiaj?
Specjalista do spraw ogólnych - Co to w ogóle znaczy pracować albo nie pracować w uzyskanym zawodzie? - pyta Andrzej, absolwent polityki społecznej na UW, pracownik firmy Invent zajmującej się pozyskiwaniem funduszy unijnych. Jego studia, jak twierdzi, były drugim "ogólniakiem": prawo (gospodarcze, cywilne, rodzinne, administracyjne), ekonomia, socjologia. Musiał uczyć się o rynku pracy, o metodologii badań, miał zajęcia z filozofii, z etyki. Do tego przedmioty dotyczące patologii społecznych, elementy zarządzania, teorię polityki, statystykę, historię Pracę magisterską pisał na temat hospicjów dziecięcych. - Liznąłem wszystkiego, ale nie uzyskałem gruntownej wiedzy z żadnej z powyższych dziedzin. Jaki mam zawód po tego rodzaju studiach? - pyta dalej.
Podobnie sprawa wygląda z wieloma innymi kierunkami. Stosunki międzynarodowe, europeistyka, kulturoznawstwo albo zarządzanie są tak samo ogólne. Wymagają zaliczenia podstaw prawa, historii czy psychologii, ale swoich studentów nie czynią ani prawnikami, ani psychologami. - Studia humanistyczne nie przygotowują do żadnej konkretnej pracy - uważa Andrzej. Jego zdaniem, trudno się temu jednak dziwić. Dzisiejsze stanowiska wymagają wysokiej specjalizacji i uczelnie zwyczajnie nie są w stanie jej zapewnić. Dają ogólne podstawy. Wyższa specjalizacja natomiast leży w rękach samego studenta, często odbywa się już w pracy. - Ale jest też tak, że uczelnie nie dostosowują swoich kierunków do potrzeb rynku - stwierdza dalej. Wielu absolwentów jego kierunku robi w tej chwili coś związanego z funduszami unijnymi. Być może świadczy to o tym, że po swoich studiach mają do tego pewne predyspozycje. Warto było by więc, jak sądzi Andrzej, by uczelnie interesowały się tym, gdzie znajdują zatrudnienie ich studenci i ukierunkowały programy kształcenia tak, aby odpowiadały realnemu zapotrzebowaniu.
Zatrudnię lekarza z doświadczeniem redaktorskim Teoretyczna wiedza to jednak nie wszystko. - Wykształcenie jest pewnym wyznacznikiem, ale nigdy nie jest warunkiem koniecznym do zdobycia danej pracy - mówi Anna, absolwentka ekonomii w Wyższej Szkole Ubezpieczeń i Bankowości w Warszawie, szefowa działu czasopism naukowych w jednym z wydawnictw. Przez dziesięć lat pełniła funkcję redaktora naczelnego różnych magazynów. Zawsze, gdy do swoich zespołów zatrudniała nowych pracowników, liczyło się dla niej przede wszystkim ich zaangażowanie i charakter. Kandydaci swoją pracą musieli udowodnić, że potrafią spełnić oczekiwania jej i wydawnictwa - Oczywiście, że kierunkowe wykształcenie jest ważne - kontynuuje. - Jednak w zawodzie dziennikarza czy redaktora o wiele bardziej liczy się otwarty umysł, umiejętność kojarzenia faktów, bystrość i odpowiedzialność za słowo pisane, skrupulatność i rzetelność. Są to cechy charakteru, a nie umiejętności wyniesione z uczelni.
Oprócz charakteru, zasadnicze znaczenie mają również praktyczne umiejętności. - Bez sensu jest koncentrować się na uczelni, gdy w normalnej pracy można zdobywać doświadczenie zawodowe - mówi Andrzej. W jego firmie pracuje dziewczyna, która jest na IV roku tego samego kierunku, jaki on kończył. - Niech zalicza przedmioty i obroni się w terminie. Ale z pełną odpowiedzialnością radzę jej, żeby studia sobie "odpuściła". Więcej nauczy się w praktyce - dodaje.
Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy?
Ogólność kierunków nie musi przerażać. Trzeba tylko umieć z niej korzystać. Szeroka wiedza ułatwia poruszanie się w obrębie wielu zagadnień. - Nawet jeśli studia nie dają konkretnego fachu, nie muszą być czasem zmarnowanym - uważa Andrzej. - Studiowanie to nie tylko okres zdobywania zawodu, ale też dobry moment na poszerzanie swoich horyzontów, poznawanie ludzi, zdobywanie kontaktów, angażowanie się w różne inicjatywy, zdobywanie doświadczeń. To czas, który pozwala określić, co właściwie chce się robić - dodaje
- Zawód to coś więcej niż uzyskanie odpowiedniego dyplomu - mówi Anna. Sama chciała być dziennikarzem, ale wiedziała, że do tego trzeba praktyki a nie teorii. Aby zdobyć zawód, od początku studiów pracowała w różnych redakcjach. Żeby uzyskać solidną wiedzę, studiowała ekonomię. Dzięki temu doskonale orientuje się w kwestiach finansowych związanych z wydawaniem czasopism. Posiada szeroką wiedzę z zakresu marketingu. Nie przerażają jej analizy, raporty, kalkulacje. W zeszłym roku ukończyła studia podyplomowe i to wcale nie z edytorstwa, ale z marketingu internetowego.
Filozofom dziękujemy - Studia są bardzo różne i trzeba się z tym liczyć wybierając odpowiedni dla siebie kierunek - tłumaczy Piotr, absolwent socjologii i filozofii UW. Jest doktorantem w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych, prowadzi dla studentów zajęcia z historii idei, pasjonuje się literaturą i myślą antyczną. Niestety, jak twierdzi, z samej filozofii żyć się nie da. Oprócz tego, że zajmuje się pracą naukową, ma również etat w Instytucie Książki. Jego zdaniem kierunki studiów można podzielić na kilka grup.
Do pierwszej zalicza te, które dają konkretny zawód. Nie można go wykonywać bez odpowiedniego wykształcenia (medycyna, architektura, prawo). Absolwenci takich kierunków zwykle pracują w uzyskanym zawodzie i mają stosunkowo mały problem ze znalezieniem pracy. Jeśli jednak okazuje się, że robią coś innego, przeważnie jest to wynikiem ich własnego wyboru. Drugi rodzaj studiów to te, które dają ogólną wiedzę z zakresu różnych dziedzin (dziennikarstwo, nauki polityczne, zarządzanie). - Te nie dają konkretnego zawodu, a jeśli nawet wyposażają w pewne specyficzne umiejętności, rynek jest nasycony osobami o podobnym wykształceniu - stwierdza Piotr. Z tego powodu ich absolwenci szukają zatrudnienia w bardzo różnych dziedzinach. I muszą być na to gotowi. Do trzeciej grupy należą studia wysoce wyspecjalizowane (egiptologia, filologia klasyczna). - Niestety, zapotrzebowanie rynku na umiejętności, które one dają jest bardzo niewielkie i ograniczone do nielicznych instytucji - wyjaśnia dalej. - Osoby wybierające takie kierunki, zwykle robią to z powodu fascynacji daną dziedziną wiedzy. Bardzo często zostają pracownikami naukowymi. Jednak często studia traktują hobbistycznie i jeszcze w trakcie nauki starają się zdobywać inne doświadczenia zawodowe - podsumowuje.
Dla studentów pierwszej grupy kierunków sprawa jest raczej jasna. Absolwent medycyny prawdopodobnie zostanie lekarzem. Co z dwiema pozostałymi grupami? Tu studenci muszą wiedzieć, że znalezienie pracy w uzyskanym zawodzie może być trudne, albo że w ogóle nie będą mieli konkretnego zawodu. Czy to znaczy, że lepiej nie wybierać tego rodzaju studiów? Nie dają zawsze praktycznych umiejętności, dają za to wiedzę, która pozwala swobodnie poruszać się po dynamicznym i wymagającym elastyczności rynku pracy. Trzeba się przyzwyczaić, że dziś zmiana zawodu po studiach jest zjawiskiem częstym i normalnym. I nie oznacza końca świata.
