22-letnia Aleksandra Naborczyk kilka tygodni temu zaczęła pracę w agencji public relations Media Metropolis. Zajmuje się promocją najnowszej płyty Kabaretu OT.TO, pracuje również dla promocji Regionu Turystycznego Południowy Tyrol oraz pomaga koleżankom w codziennej pracy. Aby pogodzić pracę ze studiami Ola, studentka IV roku Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, zdecydowała się na indywidualny tok studiów. Naborczyk pracuje na cztery piąte etatu, a jeden dzień w tygodniu jeździ na uczelnię. - Stwierdziłam, że największe doświadczenie zdobędę w praktyce. Sama teoria wyniesiona z wykładów to za mało, aby dziś zaistnieć na rynku pracy. A poza tym nie chciałam czekać, aż ukończę uczelnię, chciałam coś robić już teraz - mówi.
Rozmowa kwalifikacyjna? - zobacz poradnik wideo
Podobnie postępują jej koleżanki i koledzy z roku. - W mojej grupie jest 114 osób, z czego ponad 80 proc. już pracuje. Mimo że są to
studia dzienne, wiele osób szukało pracy już na pierwszym roku nauki. Koledzy Oli jak mantrę powtarzają - kto skończył studia i nie podjął wcześniej pracy, ma nikłe szanse na rynku pracy.
Studenci absolwenci narzekają, że pracodawcy ich nie chcą, a sam dyplom przestaje się liczyć. - Nie chcemy dyplomu wyrzucać do kosza - przekonują pracujący studenci.
Podobnie jak Ola postąpił 24-letni Karol Milewski z Warszawy. Jeszcze podczas studiów w Szkole Głównej Handlowej zdecydował się na staż w firmie PayPal, która zajmuje się systemem płatności w internecie. - Bardzo szybko dostałem samodzielne projekty, które prowadziłem i raportowałem bezpośrednio do szefa. Od początku byłem traktowany jako pełnoprawny pracownik. To pozwoliło mi szybko dowieść, że potrafię ze studenta przerodzić się w sprawnego menedżera - mówi Karol. Jego zdaniem kluczowe było też to, że w firmie nie było dystansu między szefem a pracownikiem. Po sześciu miesiącach spędzonych w PayPal Milewski zaczął prowadzić projekty mające wpływ na funkcjonowanie firmy. - Często współpracuję również menedżerami z zagranicy, bo nasz system jest dostępny w 190 krajach - przekonuje.
Nie wszyscy jednak mogą mówić o takim szczęściu. Z danych resortu pracy wynika, że co piąty bezrobotny (ponad 21 proc.) to osoba poniżej 25. roku życia. Sprawdziliśmy, jak to wygląda w pośredniaku. Przed urzędem pracy w Warszawie codziennie czeka ponad sto osób. Młodzi ludzie to połowa oczekujących. Spisują oferty. Liczą na to, że może tym razem uda im się dostać jakąkolwiek pracę. Z budynku wychodzi Aneta, 25-letnia magister psychologii. Od dziesięciu miesięcy nie może znaleźć pracy w swoim zawodzie. - Muszę odłożyć ambicje do szuflady i przyjąć pracę poniżej swoich oczekiwań. Będę pracowała na call center - mówi. Otrzyma 1,5 tys. zł. Aneta ma nadzieję, że może za kilka miesięcy sytuacja na rynku pracy się poprawi i wówczas zmieni profesję. - Nie ma sensu dłużej czekać, nie chcę wypaść z rynku - przekonuje.
Podobnie mówią inni byli absolwenci, których spotykamy pod pośredniakiem. - Bezrobotnych absolwentów pan szuka? - dopytuje wysoki, szczupły chłopak. Jeśli ma pan jakąkolwiek ofertę pracy, to ja się zgadzam - mówi. Adam przez pięć lat studiował marketing i zarządzanie. W kilka miesięcy wysłał ponad dwieście CV. Odezwały się tylko dwie firmy, ale pracy nie dostał. - W jednej ze spółek na rozmowę kwalifikacyjną przyszło kilkadziesiąt osób. Był tylko jeden etat i jedno miejsce na staż - wspomina. Myślał, że może załapie się na staż, ale nie udało się. Teraz zostanie kierowcą. - To najlepsza oferta, jaką dostałem - mówi.
Byli absolwenci narzekają, że jeszcze dwa, trzy lata temu praca była na wyciągnięcie ręki. Ich starsi koledzy jeszcze na studiach otrzymywali bardzo atrakcyjne oferty, a najlepsi dostawali stypendia, aby tylko nie iść do konkurencji. Oni również myśleli, że los się do nich uśmiechnie. Najczęściej popełniali ten sam błąd, nie zdobywali doświadczenia na studiach, nie decydowali się na bezpłatne staże. - Liczyliśmy, że dyplom w ręku otworzy nam drzwi do każdej firmy - mówią kolejni młodzi bezrobotni.
Prof. Jacek Wódz, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, przekonuje, że obecna sytuacja stanowi zagrożenie dla wielu młodych ludzi. - Pierwsza czy druga nieudana próba jeszcze ich nie zniechęca, ale kolejne nieudane podejście sprawia, że nie widzą szans dla siebie. Wytwarza się u nich znany sprzed lat syndrom: "zadzwonimy do pana" - mówi.
Zdaniem prof. Wodza wielu absolwentów dopiero po studiach przeszło prawdziwy test dojrzałości. - Przekonali się, że samo ukończenie studiów nie da im sukcesu. Wiedzą już, że muszą najpierw odrobić pańszczyznę, a dopiero później mogą oczekiwać od pracodawcy czegoś więcej - mówi prof. Wódz. - Kryzys sprawił, że studenci zaliczyli jeszcze jedną pożyteczną lekcję - koniec studiów jako przedłużonego dzieciństwa.
Dużo młodych bez pracy Według Organizacji Współpracy i Rozwoju (OECD) najbardziej dotknięci bezrobociem są młodzi ludzie - w grupie 16-24 lat bez pracy jest trzy razy więcej osób niż średnia bezrobocia w poszczególnych krajach. I mimo że osoby pozbawione pracy objęte są ochroną socjalną, dużo lepiej zorganizowaną niż podczas poprzednich recesji w latach 80. czy 1997-98, to ten kryzys pokazał, jak wiele jest jeszcze do zrobienia.
W Polsce jest zarejestrowanych 396 tys. bezrobotnych Polaków w wieku do 25 lat. W 2006 r. bez pracy było 19 proc. młodych Polaków. We wrześniu tego roku już 23 proc.
an, saw 