M jak MBA! Vademecum dla kandydatów

Katarzyna Pawłowska-Salińska
2010-06-21, ostatnia aktualizacja 2010-08-09 12:52

MBA (ang. Master of Business Administration) to najsłynniejsze na świecie podyplomowe studia dla menedżerów. Oto podstawowe informacje dla wszystkich, którzy chcieliby się na taki kurs zapisać.

Psychotesty - czy potrafisz zarządzać czasem?



A - jak absolwent. W ostatnim pięćdziesięcioleciu z kursów MBA skorzystało ponad milion osób! Na świecie od 80 do 90 proc. absolwentów MBA znajduje świetną pracę.

C - jak cena. Koszty studiów MBA w Polsce nadal są wysokie. To od kilku tysięcy złotych do kilkunastu tysięcy euro. Najdroższe studia w naszym kraju kosztują ok. 20 tys. euro (ponad 80 tys. zł). Jak podaje Mbaportal.pl, średnia krajowa to 32 tys. zł. Na świecie jest jeszcze drożej - koszty studiów MBA to nawet sto kilkadziesiąt tysięcy dolarów, a w Europie to ok. 100 tys. euro. Niestety, z powodu kryzysu wielu pracodawców wstrzymało dofinansowanie studiów swoich pracowników.

D - jak doświadczenie. Jest bardzo ważne dla przyszłego studenta MBA. Większość programów wymaga kilkuletniego doświadczenia w pracy i na rozmowie kwalifikacyjnej w czasie rekrutacji zadawane są o to pytania. To bowiem studia dla praktyków, z których można skorzystać wówczas, gdy ma się możliwość odniesienia teorii do praktyki. Według ekspertów to podejście do MBA daje najlepsze efekty.

I - jak inżynier. Inżynierskie MBA dają słuchaczom rozległą wiedzę, której studia politechniczne nie oferują studentom. Inżynierom na stanowiskach menedżerskich jest potrzebna np. umiejętność zarządzania przedsiębiorstwem. Jeśli dyrektor produkcji ma się stać dyrektorem zakładu, to przyda mu się też wiedza z zakresu rachunkowości i finansów. Oprócz tzw. twardej wiedzy studenci tego programu otrzymują wiedzę z zakresu miękkiego zarządzania, czyli: budowania zespołów, przywództwa, komunikowania, współdziałania z innymi. Uczą się też analizy i metod rozwiązywania problemów firmy, formułowania strategii rozwojowych, sprawnego podejmowania decyzji, skutecznego negocjowania.

J - jak języki. Kursy MBA prowadzone są głównie po angielsku. Ale tak naprawdę programów, które w całości odbywałyby się wyłącznie po angielsku, jest w Polsce bardzo mało. Większość ośrodków proponuje programy mieszane, w języku polskim i angielskim. Proporcje poszczególnych języków wykładowych mogą być bardzo różne, warto więc przed wybraniem studiów dokładnie się dowiedzieć, czy po angielsku będzie prowadzona większość zajęć, czy może tylko jeden wykład. Bywa, że dwujęzyczne studia muszą być zakończone pracą dyplomową napisaną po angielsku. Można też zastanowić się nad studiami po niemiecku i francusku. Jest też dobra wiadomość dla tych, którzy nie czują się na tyle mocni w języku obcym, aby podjąć studia obcojęzyczne - rynek studiów MBA oferuje również kursy wyłącznie w naszym języku ojczystym.

L - jak lekarz. O lekarzach specjaliści od rynku pracy twierdzą, że to świetnie wykształceni ludzie i doskonali fachowcy, ale niestety często niewiele wiedzą o rynku. Na medycynie nie ma zajęć z ekonomii. Dlatego tym, którzy chcieliby awansować na stanowisko kierownicze, eksperci zalecają rozważenie kursu MBA. Bo takie studia dostarczają lekarzom wiedzy, której nie dostali na studiach - czyli wiedzy z wielu obszarów biznesu, jak: marketing, sprzedaż, finanse i zarządzanie. Te studia są też adresowane do obecnej i przyszłej kadry kierowniczej zakładów opieki zdrowotnej, pracowników NFZ i innych instytucji-dysponentów środków na opiekę zdrowotną, przedstawicieli władz i pracowników administracji państwowej oraz samorządowej, odpowiedzialnych za kształtowanie i realizację polityki zdrowotnej.

M - jak menedżer. MBA to studia wybitnie dla menedżerów. Ale raczej dla osób, które ukończyły studia niezwiązane z zarządzaniem. A więc dla inżynierów, farmaceutów, humanistów, lekarzy itp., których życie tak się potoczyło, że pracują jako menedżerowie albo wykonują zawody związane z zarządzaniem i chcą poszerzyć swoją wiedzę na ten temat.

P - jak programy. Polskie uczelnie oferują chętnym programy MBA lub typu MBA. Te pierwsze są prowadzone w ścisłej współpracy z uniwersytetem z zagranicy i zwykle oferują oryginalny dyplom tej uczelni. Polski organizator studiów musi spełniać wymogi uczelni zagranicznej odnośnie do liczby godzin, języka wykładowego, liczby zagranicznych wykładowców, wstępnych wymagań dla kandydatów itd. Programy typu MBA najczęściej nie oferują dyplomu zagranicznej uczelni, nie muszą więc spełniać wymogów zagranicznego partnera.

R - jak rekrutacja. Uczelnie dbają o swoją renomę i przepuszczają kandydatów przez gęste sito egzaminacyjne. Zdarzają się testy matematyczne i sprawdzające zdolność analitycznego myślenia, testy językowe (albo wymagane jest posiadanie certyfikatu GMAT czy TOEFL), rozmowa kwalifikacyjna, testy sprawdzające predyspozycje osobowościowe do pracy menedżera itp.

S - jak semestry. Studia MBA trwają od dwóch do czterech semestrów, czyli od roku do dwóch lat.

U - jak uczelnia. W Polsce działa ok. 50 programów MBA.

W - jak wynagrodzenie. Trudno jednoznacznie powiedzieć, jak w Polsce studia MBA wpływają na wynagrodzenie pracowników. Nie ma danych mówiących, o ile wzrosło wynagrodzenie absolwenta studiów MBA. Wiadomo, że studia MBA często kończą się awansem, zmianą pracy lub przejściem na inne stanowisko, a to zwykle kończy się wzrostem wynagrodzenia. Posiadacze dyplomów MBA z najlepszych uczelni na świecie trzy lata po ukończeniu studiów zarabiają średnio 300 tys. dolarów rocznie, zwykle o 50-70 proc. więcej niż przed ich rozpoczęciem.

Z - jak zagranica. Lepiej wybrać studia w Polsce czy za granicą? To zależy od tego, jak przewidujemy rozwój kariery. Studia w Polsce są bardzo wysokiej jakości. Jeśli ktoś pracuje w Polsce, to wystarczy. Studia za granicą to dużo większa inwestycja. Nie tylko finansowa, ale życiowa - trzeba się przenieść za granicę na dwa lata.

Ż - jak żart. Po internecie krąży dowcip o amerykańskim absolwencie MBA.

Pewnego razu łódź przybiła do małej meksykańskiej wioski. Turysta, podziwiając ryby złowione przez rybaka, zapytał, ile czasu zajęło mu ich złapanie.

- Niezbyt długo - odpowiedział Meksykanin.

- W takim razie dlaczego nie zostałeś na morzu dłużej, żeby złapać więcej takich ryb? - zapytał Amerykanin.

- Ta mała ilość spokojnie wystarczy na potrzeby moje i całej mojej rodziny - wyjaśnił rybak.

- A co robisz z resztą wolnego czasu? - zapytał Amerykanin.

- Długo śpię, potem złowię kilka ryb, bawię się ze swoimi dziećmi, spędzam sjestę ze swoją żoną. Wieczorami wychodzę do wioski i spotykam się z przyjaciółmi, wypijamy kilka drinków, gramy na gitarze, śpiewamy piosenki - opowiada rybak.

Amerykanin przerywa.

- Ukończyłem studia MBA na Harvardzie i myślę, że mogę ci pomóc. Powinieneś zacząć łowić ryby dłużej każdego dnia. Możesz zacząć sprzedawać ryby, skoro będziesz łowić ich więcej. Mając dodatkowy przychód, możesz kupić większą łódź. Za dodatkowe pieniądze, które przyniesie ci większa łódź, możesz kupić drugą łódź i trzecią, i tak dalej, aż będziesz miał całą flotę statków. Zamiast sprzedawać swoje ryby pośrednikom, będziesz mógł negocjować bezpośrednio z przetwórniami i może nawet otworzysz swoją własną fabrykę. Będziesz mógł wtedy opuścić tę małą wioskę i przeprowadzić się do Mexico City, Los Angeles albo nawet do Nowego Jorku! Stamtąd będziesz mógł kierować swoimi interesami.

- Ile czasu mi to zajmie? - zapytał Meksykanin.

- Dwadzieścia, może dwadzieścia pięć lat - odpowiedział Amerykanin.

- A co później? - pytał rybak.

- Później? Wtedy dopiero się zacznie - odpowiedział Amerykanin, uśmiechając się. - Kiedy twój biznes będzie naprawdę duży, możesz zacząć sprzedawać akcje i robić miliony!

- Miliony? Naprawdę...? A co potem? - dopytywał rybak.

- Potem będziesz mógł przejść na emeryturę, mieszkać w małej wiosce na wybrzeżu, długo spać, bawić się z dziećmi, łowić czasami ryby, spędzać sjestę ze swoją żoną, a wieczorami bawić się z przyjaciółmi - dokończył Amerykanin.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów