Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi
Według symulacji ministerstwa w 2013 roku w polskim przemyśle zabraknie ponad 46 tys. inżynierów, a w usługach - ponad 22 tys. specjalistów. Taki stan rzeczy częściowo wynika z faktu, że maturzyści stojący przed wyborem studiów najczęściej decydują się na kierunki humanistyczne. W efekcie co roku na rynek pracy wypływa nowa fala psychologów, socjologów, dziennikarzy i pedagogów, dla których w obecnej sytuacji znalezienie pracy w zawodzie stanowi problem. Poza frustracją "młodych-wykształconych-bezrobotnych" dochodzi kolejna kwestia, czyli brak możliwości zatrudnienia specjalistów tam, gdzie rzeczywiście są potrzebni, bo po prostu ich brakuje lub za moment będzie brakować.
1000 zł na zachętę dla najlepszych Resort szkolnictwa wyższego w porozumieniu z uczelniami technicznymi oraz w oparciu o deklaracje pracodawców odnośnie zapotrzebowania na konkretne zawody od roku wyznacza listę kierunków zamawianych. Ma to na celu podniesienie popularności kierunków technicznych. Idea projektu jest słuszna i, przynajmniej w teorii, wszyscy powinni być zadowoleni. Uczelnie - bo na każdego studenta kierunków zamawianych dostaną 14 tys. zł rocznie i pozbędą się łatki "fabryki produkującej wykształconych-bezrobotnych". Studenci - bo na najlepszych czekają wysokie stypendia oraz spora szansa, że po skończeniu nauki nie będą mieli problemów ze znalezieniem pracy. Na końcu listy beneficjentów znajdują się pracodawcy, którzy wreszcie będą mogli przebierać w pracownikach.
Jednak nawet w tak dobrze przemyślanym projekcie nie udało się uniknąć zagrożeń, które mogą wpłynąć na ostateczny poziom jego efektywności. Po pierwsze, nie wiadomo, czy wszyscy którzy
studia podjęli, w ogóle je ukończą. Po drugie, nikt nie zmusi absolwentów, żeby faktycznie pracowali w wyuczonym zawodzie. Po trzecie, nawet jeżeli pracę podejmą, nie ma pewności, czy na terenie Polski. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że spora ilość pieniędzy wpompowanych w konkretne kierunki nie zwróci się w takim stopniu, jakiego sobie wszyscy życzą. Co na to sami studenci? Dla części z nich 1 tys. zł stypendium przyznawany nielicznej garstce w pespektywie pięcioletniej nauki nie jest specjalnym motywatorem. A wiara w zapewnienia ministerstwa, że nie będą mieli większych problemów ze znalezieniem pracy, jest na niskim poziomie. - Moja siostra też studiowała kierunek z przyszłością, ale ta chyba jeszcze nie nadeszła, bo siedzi w domu bez pracy - pisze na forum internetowym Vito. Optymistycznie, choć z pewną dozą ostrożności do tematu podchodzą wykładowcy.
Rozmowa ze Zbigniewem Kąkolem, profesorem fizyki na Wydziale Fizyki i Informatyki Stosowanej Akademii Górniczo-Hutniczej.
Czy po wprowadzeniu stypendiów w wysokości 1000 zł dla studiujących na kierunkach zamawianych, zwiększyła się liczba chętnych, by je podjąć? Program kierunków zamawianych ruszył na jesieni 2009 roku już po zakończeniu rekrutacji (2009/2010). Dlatego takie dane będziemy mogli podać dopiero po zakończeniu tegorocznej rekrutacji (2010/2011). Wstępne dane z bieżącej rekrutacji pokazują zwiększone zainteresowanie, ale czy jest to związane ze stypendiami, dowiemy się przeprowadzając ankiety wśród przyjętych na studia.
Czy student, który traci prawo do stypendium ze względu na zbyt niską średnią, mimo wszystko stara się je kontynuować? Podobnie jak w pytaniu pierwszym. Jest zbyt wcześnie (pierwszy rok realizacji programu), żeby odpowiedzieć wiarygodnie na takie pytanie. Generalnie jednak, bez względu na oferowane stypendia, studenci starają się z wszystkich sił ukończyć studia, chyba rośnie świadomość wagi wykształcenia dla przyszłych losów/kariery.
Czy istnieje jakakolwiek pewność, że student, który przez 3 lata pobierał stypendium, faktycznie ukończy studia i będzie pracował w zawodzie na terenie Polski? Nie ma takiej pewności. Student nie jest obowiązany do składania jakichkolwiek deklaracji w tym względzie.
Czy można przewidzieć sytuację na rynku pracy z takim wyprzedzeniem, żeby stawiać na konkretnych specjalistów? Innymi słowy - jaką gwarancję na znalezienie pracy w zawodzie ma potencjalny absolwent kierunków zamawianych? Z dużą dozą prawdopodobieństwa: tak. Na szczeblu centralnym (na zlecenie rządu, ministerstwa) były i są prowadzone badania, np. "Zapotrzebowanie przedsiębiorstw na wykwalifikowaną kadrę inżynierską oraz ocena przygotowania do pracy absolwentów studiów technicznych" czy też "Badanie ewaluacyjne dotyczące oceny zapotrzebowania gospodarki na absolwentów szkół wyższych kierunków matematycznych, przyrodniczych i technicznych". Badania są też prowadzone przez urzędy pracy (mają zazwyczaj czasowy "zasięg" około 5-10 lat). Ale, oczywiście, gospodarka rozwija się bardzo dynamicznie i możliwe, że przewidywania "rozminą" się z rzeczywistością. Dlatego tak ważne jest kształcenie w zakresie przedmiotów podstawowych, takich jak matematyka czy fizyka oraz podstaw inżynierskich. Wtedy absolwent ma bardzo szerokie spektrum możliwości, niezawężone do jednej specjalności.
Dobry inżynier zawsze sobie poradzi Studiowanie na kierunkach zamawianych nie jest, co prawda, stuprocentową gwarancją sukcesu, ale do podjęcia nauki na uczelniach technicznych zachęcają najwięksi pracodawcy. Tak jest również w przypadku firmy Prochem S.A., która angażuje się w liczne projekty popularyzacji wykształcenia technicznego. - Absolwenci kierunków technicznych zawsze będą w cenie. W trakcie nauki zdobywają szeroką wiedzę z zakresu matematyki lub fizyki, którą można wykorzystać na wiele sposobów. Wyprofilowanie, ostateczne przyuczenie do zawodu i tak najczęściej odbywa się w praktyce, czyli już po podjęciu pracy - mówi Grzegorz Kobyłecki, Dyrektor Oddziału Prochem Project. - Ważne, żeby na etapie nauki szkolić i wychwytywać najlepszych studentów, nie oszczędzać na pomocach naukowych i możliwości zdobywania wiedzy w praktyce. W Polsce mamy młodych zdolnych ludzi, uczelniom, niestety, brakuje pieniędzy na odpowiednie wyposażenie sal wykładowych, nie wszystko da się przekazać w teorii.
Podobnie ma się sytuacja z nowymi kierunkami, takimi jak na przykład ekonofizyka, agrochemia czy zarządzanie komunikacją i infrastrukturą lotniczą. Specjaliści przekonują, że nawet jeżeli dzisiaj nic nie zapowiada sukcesu tych dziedzin, za kilka lat rynek pracy będzie potrzebował wykwalifikowanej kadry w tym segmencie. - W przypadku nowych technologii można mieć niemal pewność, że będą powstawały firmy chcące je wykorzystać. Jeżeli nie w Polsce, to za granicą - zachęca Grzegorz Kobyłecki.