Zwolnienie: świat się zaczyna, a nie kończy

Rozm. Katarzyna Pawłowska-Salińska
2009-02-02, ostatnia aktualizacja 2009-02-02 10:48

Jak się nie rozpłakać, gdy szef wezwie na dywanik i powie: wprawdzie jestem bardzo zadowolony z pani pracy, ale są zwolnienia grupowe i muszę panią zwolnić?

ZOBACZ TAKŻE
Jacek Masłowski*: A dlaczego w takiej sytuacji się nie rozpłakać? Nie ma co ukrywać emocji ani ich w sobie kumulować. Niech nam lecą łzy jak grochy i niech szef je ogląda. To jest nasza reakcja na daną sytuację, skierowana również do szefa i nie mamy się jej co wstydzić. Jeśli przeżyjemy to raz, a dobrze, to nie będziemy musieli już do tego wracać w myślach, ciągle przeżywać tego na nowo.

A jak już sobie popłaczemy, to co dalej? Wyjść szybko z pracy czy zostać i przyjmować wyrazy współczucia?

- Nie jestem zwolennikiem robienia z siebie ofiary i odradzałbym chodzenie po biurze i mówienie: ojej, ale ja jestem biedny, zwolnili mnie. Bo to utwierdzi w przekonaniu, że jest się ofiarą i uruchomi takie myślenie i postępowanie, jakby rzeczywiście stała się straszna krzywda. Też zostałem kiedyś zwolniony i wtedy również włączyło mi się takie myślenie. A to do niczego dobrego nie prowadzi.

Ale jak tu nie myśleć, że zawalił nam się świat, że jesteśmy beznadziejni i do niczego?

- Żeby tego uniknąć, powinniśmy poprosić szefa o rzetelną i uczciwą ocenę naszej pracy. Nie chodzi o to, żeby zaczął nam opowiadać okrągłe historie typu: idzie kryzys, likwidujemy etaty, tylko żeby nam wprost powiedział, co było nie tak. Jak widział moje mocne strony? To mi się przyda, mogę je teraz wykorzystać przy planowaniu nowej pracy. A deficyty i słabe strony wskazane przez szefa mogą być przedmiotem do zastanowienia. Nie znaczy to, że one naprawdę istnieją i że mamy się nimi głęboko przejąć, ale skoro ktoś zwrócił na nie uwagę, to trzeba się temu przyjrzeć. A w ogóle to nie można zapominać, że taka duża, krytyczna zmiana to szansa na zmianę na lepsze.

Co pan ma na myśli?

- Wreszcie możemy przyjrzeć się dotychczasowemu życiu, zanalizować, co było w nim dobrego, a co złego. Często przecież bywa tak, że zaczynamy wykonywać jakąś pracę, potem okazuje się, że może do końca nam ona nie odpowiada, ale zaczyna się robić bezpiecznie, są z tego pieniądze, mamy fajnych kolegów i koleżanki itp. A moment zwolnienia to chwila, żeby zrobić krok w tę stronę, o której zawsze myśleliśmy, ale raczej wieczorami z kolegami przy piwie niż na poważnie. Każdy z nas na pewno przeżył już w życiu kilka dramatycznych sytuacji, kiedy to wydawało się, że oto przytrafia nam się coś strasznego, a potem okazywało się, że po tych chwilowych dołkach następowały świetne okresy. Utrata pracy to okazja, żeby poszukać swojej nowej drogi.

Ale czasem nie jest łatwo wymyślić, co by się chciało robić...

- Na pewno odradzałbym coś takiego: zostałem zwolniony, jestem zmęczony, idę do domu, siadam nad kartką papieru i zaczynam wymyślać, co dalej. Nic nowego i ciekawego nie przyjdzie mi do głowy.

Czyli najlepiej wyjechać?

- Utrata pracy to rzeczywiście dobry moment, żeby sobie zafundować podróż. Dwa lata temu wybrałem się na wyprawę motocyklem na Gibraltar. Wtedy miałem w pracy nie najlepszą sytuację, wiele rzeczy wydawało mi się trudnych, parę rzeczy mi się nie podobało. Niby niezłe pieniądze, fajni ludzie itp., ale coś było nie tak. I gdy tak sobie jechałem motocyklem w okolicy Sierra Nevada w Andaluzji, nagle przyszedł mi do głowy pomysł, żeby założyć własną firmę. Oczywiście samo założenie firmy to nie jest rewolucyjny pomysł, ale taka forma i koncepcja nigdy wcześniej nie przyszły mi do głowy. Dlatego twierdzę, że jeśli ktoś może sobie na to pozwolić, warto wyrwać się na jakiś czas, choćby na tydzień, w takie miejsce, w którym nic nie przypomina tego, co nas otacza na co dzień. W zastanej sytuacji przychodzą nam ciągle te same pomysły, myślimy liniowo, nie potrafimy się wyrwać z jednej koleiny. A czasem wystarczy rozmowa z nowym człowiekiem czy jakieś niezwykłe miejsce, żeby nas zainspirować do korzystnej i ważnej zmiany w naszym życiu.

Skąd będziemy wiedzieć, że pomysł, który nam przyszedł do głowy, to właśnie to, o co nam chodzi w życiu?

- Wymyślanie nowej drogi życia to jest sytuacja, która wymaga pewnej odwagi - trzeba wyobrazić sobie stan zawodowy i życiowy, do którego dążymy i który chcemy zrealizować. Różni ludzie mają różne priorytety - jedni chcą zarabiać pieniądze, i to jest główny wyznacznik atrakcyjności zajęcia, jakiego się podejmują. Ale jest coraz więcej osób, dla których pieniądz też jest ważny, ale chcą się też w pracy realizować. Każdy z nas musi sam ocenić, na czym mu zależy. Ktoś kiedyś powiedział, że obraz naszego życia jest dokładnym odbiciem stanu naszego umysłu. Dlatego korzystając z tego, że po zwolnieniu z pracy będziemy mieli więcej czasu, warto zadbać również o umysł i jego higienę.

Łatwo powiedzieć, ale trudno jest myśleć pozytywnie, kiedy nam się świat kończy...

- Poznałem człowieka, któremu w wieku 92 lat złodzieje spalili dom. Może się wydawać: wielka tragedia, co on zrobi na starość itp. A on się w ogóle nie załamał. W pierwszej kolejności odbudował z synem pomieszczenia dla zwierząt, które hoduje. Potem postawił sobie pięciometrową komórkę, w której mieszka. Żyje sobie w głuszy, samotnie, w górach, bez prądu i cywilizacji. Do najbliższych sąsiadów ma siedem kilometrów. W tym roku postanowił, że zbuduje dom. Jemu też niby świat się skończył - zafundowano zwolnienie nie z pracy, lecz z życia. Ale on nie ma w sobie zgody na myślenie w stylu - już się wszystko w moim życiu skończyło. On chce nadal przeżywać życie w pełni, w taki sposób, jaki jest mu dany. To bardzo inspirujący przykład dla wszystkich, którym się wydaje, że świat się skończył, bo stracili pracę. A przecież tak naprawdę dla nich świat się właśnie zaczyna. Tylko muszą chcieć i umieć go odkryć.

*Jacek Masłowski jest filozofem i psychologiem, pracuje w firmie szkoleniowo-doradczej Kaizen Perfection

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Zwolnienie: świat się zaczyna, a nie kończy wz43 05.02.09, 13:37

    Całkowicie zgadzam się z poprzednikami! człowiek ma swiadomość, że idzie do dołu, nie wiadomo czy i kiedy znajdzie jakąś pracę - mamy wszak kryzys, a na zasiłku liczy się każda złotówka i »