Kiedy przeczytałam list od czytelniczki z Katowic, pomyślałam sobie, że to niemożliwe. Może w tamtejszym pośredniaku coś czytelniczce nieprecyzyjnie wytłumaczono? Zacytuję e-maila. "PUP Katowice organizuje
szkolenia, by aktywizować bezrobotnych. Ale nikt nie udziela chętnym istotnych informacji. Jeżeli bezrobotna osoba nie pobiera zasiłku, to nie ma problemu. Zapisuje się na szkolenie, dostaje dodatkowe stypendium (jego wysokość jest uzależniona od godzin kursu) i jeszcze zwrócą jej koszty dojazdu na szkolenie. Gorzej, gdy bezrobotny pobiera zasiłek. Zasiłek wstrzymują, a dają stypendium szkoleniowe".
Do tego momentu jeszcze można zrozumieć racje tego, kto stworzył takie przepisy i zapisał je w ustawie o promocji zatrudnienia. Kiedy jednak zaczynam zagłębiać się w dokumenty opublikowane na stronach katowickiego UP, mina mi rzednie. Sto procent zasiłku dla bezrobotnego to kwota niewiele ponad 551 zł. Może być niższa o 20 proc., gdy bezrobotny przepracował w życiu jedynie pięć lat, oraz o 20 proc. wyższa (czyli prawie 663 zł), jeżeli skończył 50 lat i ma 20-letni staż pracy. Natomiast stypendium jest obliczane w zależności od liczby godzin szkolenia. Jeśli jest ich więcej niż 150, UP płaci 100 proc. przyznanego zasiłku. Gdy jest ich mniej, pieniądze obcina się bezrobotnemu.
"Przyznano mi prawie 580 zł zasiłku. Jeżeli chcę się szkolić, to mi go zabiorą i przyznają stypendium w wysokości stu paru złotych. Bo kurs, który wybrałam, jest krótki. Mam sobie za to jeszcze kupić bilet miesięczny, który będzie rozliczony po zakończonym szkolenia. I jeszcze przeżyć cały miesiąc" - denerwuje się bezrobotna katowiczanka.
Trudno zrozumieć, dlaczego postawiono tę magiczną granicę 150 godzin miesięcznie. Próbuję się tego dowiedzieć. Urzędniczka z działu szkoleń w UP Katowice próbuje bezradnie tłumaczyć: - Bo tak jest napisane w ustawie o promocji zatrudnienia. Nie wie jednak, jak wyliczane są stypendia szkoleniowe. Odsyła mnie dalej. Odpowiedzi nie uzyskuję. Jak to robią, wyjaśniają mi w stołecznym pośredniaku: - Kwotę netto przyznanego zasiłku dzielimy przez 150 godzin. I wartość tej godziny mnożymy przez liczbę godzin potwierdzonych na liście obecności na szkoleniu. Biorę ołówek i liczę. Mam ponad 50 lat, przepracowałam 25, czyli należy mi się zasiłek netto 576 złotych i 60 gr. Kiedy to podzielę przez 150, wychodzi 3 zł i 80 gr. Załóżmy, że chcę wziąć udział w szkoleniu "Warsztaty kompetencji społecznych" - 46 godzin. Wychodzi 182 zł z groszami na miesiąc. Zaskoczona różnicą między stypendium a zasiłkiem pytam, czy może się to jakoś rekompensuje. - Nie - słyszę w odpowiedzi.
Z ciekawości sprawdzam w kilku pośredniakach w Polsce, czy dużo jest takich krótkich, a ciekawych szkoleń. W Warszawie na 17 kursów cztery trwają poniżej 150 godzin. W tym na prawo jazdy kategorii C, rozliczanie unijnych projektów czy szkolenia z umiejętności społecznych. W Łodzi są aż 53
kursy, ale prawie połowa trwa krócej niż 150 godzin. W Chojnicach plan przewiduje 17 szkoleń, sześć ma mniej niż wymagane 150 godzin. W Rzeszowie na 21 co siódme jest krótsze od 150 godzin. W tym bardzo popularne dotyczące zakładania własnej firmy. - To kara dla osób, które nie chcą siedzieć i czekać - uważa katowiczanka. - Najlepiej nic nie robić. A na pewno nie warto, gdy ma się przyznany zasiłek, wybierać szkoleń, które są interesujące dla bezrobotnego, ale krótkie. Czy twórcom tego przepisu chodziło o to, by ograniczyć bezrobotnym otrzymującym zasiłki prawo do podnoszenia kwalifikacji?
Prawo pracy bez tajemnic