Ile osób ma takie problemy, opowiada Wojciech J. Dziób, prawnik z Kancelarii Pracy i Prawa Gospodarczego w Krakowie, który w zeszły poniedziałek odpowiadał na pytania czytelników. - Telefon urywał się przez cały dzień, chociaż dyżur miał trwać tylko dwie godziny - żartuje. - Niestety, najpowszechniejszym zjawiskiem jest naruszanie przez pracodawców prawa w czasie zwalniania. Nie wypłacają wynagrodzeń albo odpraw, które należą się odchodzącym.
Dużo osób pytało, co zrobić, gdy pracodawca nie podał uzasadnienia wypowiedzenia umowy o pracę albo gdy uzasadnienia te nie odpowiadają sytuacji faktycznej. - Wielu dzwoniących do mnie czytelników tak naprawdę zwolniono z przyczyn ekonomicznych, ale pracodawca podawał w uzasadnieniu inne powody, żeby uniknąć konieczności płacenia odprawy - mówi prawnik. Można zwrócić się do sądu pracy, ale trzeba działać szybko. - W wielu wypadkach pracownicy stracili możliwość dochodzenia roszczeń, bo upłynął termin wystąpienia z powództwem - mówi Wojciech J. Dziób. - Pracownik ma na to tylko 7 dni (lub 14 w przypadku zwolnienia dyscyplinarnego) od dnia następnego po ostatnim dniu wypowiedzenia. Można wystąpić do sądu pracy o przedłużenie terminu, ale trzeba mieć ważny powód, np. zdrowotny. Najlepiej złożyć taki wniosek wraz z pozwem - wtedy po uwzględnieniu go przez sąd sprawie od razu zostanie nadany właściwy bieg. A inne problemy i pytania? - Wielu rozmówców traktuje umowy-zlecenia, od których zleceniodawca odprowadza tylko składki ZUS jak umowy o pracę, co jest błędem. Pracownika zatrudnionego na umowę-zlecenie przepisy kodeksu pracy w ogóle nie dotyczą.
Prawo pracy bez tajemnic