Dlaczego jesteście wolontariuszami?
Asia Figura: Pomysł zrodził się wraz z akcją "Zostań św. Mikołajem", podczas której w okresie gwiazdki wolontariusze w naszej firmie odwiedzają dzieci w szpitalach. Co roku ktoś z nas zbierał ekipę, ale baliśmy się trochę spotkań z chorymi dziećmi, wybieraliśmy te "łatwiejsze oddziały". W roku ubiegłym wzięłam "byka za rogi" i wybraliśmy oddział onkologiczny, choć obawiałyśmy się, że sobie nie poradzimy z emocjami, że trudno nam będzie uśmiechać się w sytuacji, gdy tak naprawdę będzie chciało się płakać widząc cierpienia dzieci. Osoby, które dowiedziały się, gdzie się wybieramy również nie dodawały nam otuchy mówiąc, że będzie nam ciężko, że to za trudne. Ale to nas nie powstrzymało. Dla mnie włączenie się w akcję wolontariacką było w jakiejś formie ucieczką od życia codziennego. Chęcią udowodnienia samej sobie, że to co robię wprowadza radość w życie innych i to daje mi siłę.
Ania Góralczyk: Zawsze chciałam pomagać dzieciakom. Wcześniej brałam już udział w podobnych akcjach na rzecz dzieci z ubogich rodzin z terenu wschodniej Polski. A pomysł zostania wolontariuszem w TP przyszedł podczas zbierania materiałów na nasz portal z całego regionu na temat akcji Mikołaj 2007. Zaskoczyła mnie liczba osób, ich zaangażowanie oraz radość z udziału w akcji. I wtedy "połknęłam bakcyla" i razem z Asią zgłosiłyśmy się jako wolontariuszki do Fundacji Grupy TP.
Co robicie?
AF: Zdecydowałyśmy się na udział w Programie "Telefon do Mamy" Fundacji i stałą współpracę z wybranym oddziałem dziecięcym. Program ten realizowany jest w firmie od ponad 4 lat i polega na tym, że na oddziałach dziecięcych w całej Polsce umieszczone są kolorowe aparaty telefoniczne z których dzieci mogą korzystać bezpłatnie dzięki przekazywanym co miesiąc kartom telefonicznym. Rolą wolontariusza jest opieka nad takim oddziałem, przekazywanie kart i organizacja czasu wolnego dzieciom. Przy wyborze miejsca kierowałyśmy się ideą, że im trudniejszy oddział, tym więcej możemy zrobić i pomóc. Po przeprowadzeniu rozmów z kilkoma oddziałami nasz wybór padł na onkologię dziecięcą w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie Prokocimiu, głównie ze względu na brak tam wolontariuszy i przebywanie na tym oddziale dzieci z całej Polski niejednokrotnie będących tam bez opieki bliskich osób. Było to dla nas ogromne wyzwanie. Musieliśmy zmierzyć się z ogromnymi emocjami, jakie towarzyszą nam dorosłym widzącym cierpienie dziecka. Na tym oddziale to jest bardziej widoczne - te maszyny, rurki, wenflony, sine rączki po kłuciach oraz widoczne efekty chemioterapii. Aby pomóc nie można płakać i litować się nad nimi. Trzeba w tych maluchach widzieć zwykłe dzieci, które chcą się bawić, śmiać, są chętne do psot..
AG: Należy również dodać, że Hematologia i Onkologia Dziecięca jest oddziałem wyspecjalizowanym w leczeniu nowotworowych chorób krwi, w tym ostrej białaczki limfoblastycznej, ziarnicy oraz innych chorób nowotworowych szpiku. Na oddziale są trzy grupy dzieciaków: pierwsza grupa to dzieci przyjeżdżające na jednodniowe badania, dzieci biorące chemię (ale mogące brać udział w naszych zajęciach i zabawach) oraz trzecia grupa dzieci przebywających w izolatkach. Praktycznie do każdego dziecka trzeba podchodzić indywidualnie, ponieważ chemia w niektórych przypadkach bardzo zmienia dziecko - na jednym spotkaniu jest ono miłe, wesołe bardzo chętnie uczestniczy w naszych zajęciach, a w drugim jest zupełnie innym dzieckiem, zamkniętym w sobie czasem nawet bardzo agresywnym - a wszystkie zachowania należy uszanować. Od Fundacji otrzymaliśmy kartę wolontariusza, spis naszych praw i obowiązków jako wolontariuszy Programu Telefon do Mamy, miedzy innymi zasady pracy w szpitalu. Nasze działania w pierwszej kolejności uzgodniliśmy z personelem medycznym, który nie miał sprecyzowanych oczekiwań co do naszych działań i doświadczeń w pracy z wolontariuszami, więc chętnie przystawał na nasze propozycje. Na początku działałyśmy dość intuicyjnie.
Jakie były wasze pierwsze kroki?
AF: Teraz możemy powiedzieć, że nasze pierwsze spotkanie było totalną improwizacją. Dzieciaki podeszły do nas z dystansem i my też nie bardzo wiedziałyśmy jak się zachować i co chciałybyśmy tak naprawdę tym dzieciom dać. Tak przeżywałyśmy to spotkanie, że zapomniałyśmy o wielu rzeczach, które wcześniej sobie przygotowałyśmy. W międzyczasie pojawiły się chwile zwątpienia. Czy opiekunowie i pielęgniarki na oddziale chcą żebyśmy przychodziły? Może powinnyśmy wybrać inny oddział? Kolejna wizyta z okazji Dnia Dziecka rozwiała nasze wątpliwości. Radość jaka była wśród dzieci, rodziców i Pań z przedszkola z naszej wizyty dodała nam "napędu do działania". Potem była akcja przywitania lata i zakończenia roku szkolnego.
AG: Jak spojrzeć na to z perspektywy czasu to nie ma co się dziwić, że pierwsze wizyty w szpitalu były trudne. Dzieci nas nie znały, a my nie znałyśmy ich. Do kolejnych odwiedzin przygotowywałyśmy się już z wyprzedzeniem, opracowałyśmy plan działania (zaniosłyśmy wyszukane przez nas różne kolorowanki i zrobiłyśmy konkurs na najlepszą pracę, potem czytałyśmy dzieciom bajki). Nasze wizyty muszą wnosić coś, czego im na co dzień brakuje. Coś co pobudzi ich wyobraźnię i pozwoli, choć na chwilę zapomnieć o miejscu w jakim przebywają. Wystarczyło zadać sobie pytanie co w takiej sytuacji będąc dzieckiem chciałybyśmy robić, co sprawiłoby mi przyjemność? Pomysły zaczęłyśmy też czerpać od naszych własnych dzieci.
Jak przygotowujecie takie spotkania, aby były atrakcyjne dla dzieci?
AF: Przede wszystkim zależy nam na tym, aby wnieść radość w tę szarą szpitalną codzienność, dać każdemu dziecku możliwość udziału w grze, zabawie czy konkursie, nagradzać każde nawet najmniejsze zwycięstwo. Z wybranych zabaw tworzymy scenariusz powiązany z aktualnymi datami czy wydarzeniami (Dzień Dziecka, 1 Dzień Lata, Witaj Szkoło, Dzień Nauczyciela, Halloween itp.).
AG: Naszą ambicją jest zrobienie chociaż raz na miesiąc ciekawej imprezy czy zabawy - niekoniecznie standardowe czytanie bajek, kolorowanki i komputer - co mają na co dzień. Nagrodą jest dla nas uśmiech i pytanie "naszych dzieci" na koniec: A kiedy znowu ciocie przyjdą? A przyniesiecie też nam takie fajne prezenty, jakie będą zabawy? Dzieci dużo chętniej uczestniczą w zabawach, jeżeli są to konkursy z nagrodami i niespodziankami. Nagrody przygotowujemy z prezentów, które dostajemy z Fundacji Grupy TP. Chętnie włącza się też firma i nasz szef Dyrektor Regionu GTP Wschód. Ostatnio udało nam się przygotować 22 paczki z prezentami dla małych pacjentów. Cały czas szukamy możliwości pozyskania prezentów z innych źródeł, np. poprosiłyśmy znajomych o przynoszenie maskotek czy innych zabawek, robimy zbiórki wśród kolegów z pracy.
Nasze plany na przyszłość?
AF: Plany? Mamy bardzo duże. Obecnie zbieramy artykuły szkolne na wrześniowe spotkanie z dziećmi - mamy książki do biblioteki i artykuły szkolne, a także wiele nowych gier i zabaw. W konkursie organizowanym przez Fundację Grupy TP zdobyłyśmy grant w wysokości 3000 zł. na realizację naszego nowego projektu - odnowienie pokoju zabiegowego na oddziale. Będziemy go remontować we wrześniu wspólnie z kolegami z firmy.
AG: W planach mamy również pozyskanie środków na wyposażenie tego pokoju zabiegowego w sprzęt medyczny (pompy infuzyjne Brown do podawania leków, aby nie kłóć dzieci co chwilę - koszt to 3 000 - 4 000 zł, mają tych pomp bardzo mało na oddziale, a są konieczne do podawania dzieciom chemii, łóżka transportowe). Wyspecjalizowany i nowoczesny sprzęt da dzieciom możliwość przejścia przez chorobę w mniej bolesny sposób.
Jaki wpływ ma wolontariat na ich rozwój osobisty, zawodowy?
AG: Zostanie wolontariuszem pozwoliło nam spojrzeć na życie z innej perspektywy - nie liczę się tylko ja i moje problemy - są ludzie, którzy ciężkiej sytuacji, nie skarżą się na swój los, tylko potrzebują naszego wsparcia i przyjaznej pomocnej dłoni. Zrozumiałyśmy również, że problemy, z którymi borykamy się, na co dzień są tak naprawdę błahostką w porównaniu z cierpieniem i chorobami dzieciaków. Od naszych podopiecznych uczymy się optymizmu, radości życia i radzenia sobie z przeciwnościami losu.
AF: Od kiedy jesteśmy wolontariuszkami TP przewartościowałyśmy nasze życie. Nie patrzymy wstecz, tylko idziemy do przodu przekonując innych, że warto pomagać i nie wolno się nigdy poddawać.
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: Centrum Wolontariatu