Branżowy język obcy zwiększa szanse na pracę

Marta Piątkowska
24.11.2014 , aktualizacja: 21.11.2014 18:20
A A A
Część uczelni nawet na kierunkach specjalistycznych oferuje lektoraty ogólne. Oznacza to, że przyszły ekonomista zamiast poznawać branżowy język, uczy się opowiadać o swojej rodzinie i o tym, gdzie był na wakacjach. Rozmowa Z Lidią Zielińską, kierownikiem Studium Języków Obcych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie
Marta Piątkowska: Pod względem oceny swoich umiejętności językowych polska młodzież jest optymistyczna. Większość nastolatków deklaruje, że zna angielski przynajmniej na dobrym poziomie. Potem ta młodzież idzie do pracy i co się okazuje?

Lidia Zielińska: Że w niektórych przypadkach optymizm był nieuzasadniony, chociaż nie zawsze wynika to z ich braku umiejętności językowych. Wiele zależy od tego, kto ich uczył języka, czy była to wiedza zdobywana jedynie w szkolnych murach, czy też podczas zewnętrznych kursów.

Teoretycznie każdy absolwent studiów licencjackich powinien znać angielski na poziomie B2 (średnio zaawansowany), czyli opanować go w stopniu dobrym w mowie i piśmie. Mówię teoretycznie, bo od kiedy minimum ministerialne to 120 godzin języka na studiach licencjackich, trudno jest z pełnym przekonaniem powiedzieć, że na właśnie takim poziomie jest większość studentów.

Może gdyby przysiedli w domu nad podręcznikami, byłoby lepiej?

- Problemem nie jest jedynie czas, jaki został poświęcony na naukę, ale również program nauczania. Część uczelni nawet na kierunkach specjalistycznych oferuje lektoraty ogólne. Oznacza to, że przyszły ekonomista zamiast poznawać branżowy język, uczy się opowiadać o swojej rodzinie i o tym, gdzie był na wakacjach. Niestety, takie historie nie interesują pracodawców. Oni chcą zatrudniać osoby, które znają język na tyle, że nie przyniosą firmie wstydu podczas rozmowy z klientem. A ten, jak wiadomo, zwykle chce rozmawiać o konkretach.

Poza tym języka na poziomie podstawowym młodzież uczy się obecnie w podstawówce, gimnazjum i szkole średniej. Idąc na studia, powinni mieć to już opanowane.

Ale nie wszyscy mają. A o tym, że jest to problemem, dowiadują się, szukając pracy. Wtedy jest już za późno na naukę?

- Na naukę nigdy nie jest za późno, tym bardziej że specjalistyczne kursy uczące języka branżowego trwają np. 40 godzin, więc braki można relatywnie szybko nadrobić. Kosztują kilkaset złotych, więc bariera finansowa jest dla większości zainteresowanych do przebrnięcia.

Tylko jak wybrać najlepszy? Nie tylko szybki, ale również skuteczny kurs?

- Dobra szkoła językowa powinna na swojej stronie internetowej oferować test, który pozwoli realnie ocenić nasze umiejętności i przypisać do odpowiedniej grupy. Nieważne, czy chcemy uczyć się specjalistycznego języka, czy ogólnie podreperować jego znajomość, najważniejsze, żebyśmy podczas takiego testu nie udawali, że potrafimy więcej niż w rzeczywistości.

Ma pani na myśli ściąganie?

- Dokładnie. Niektórzy tak bardzo nie chcą znaleźć się w niższej grupie, że fałszują wynik. Problem w tym, że później z każdą lekcją zostają w tyle. Robią mniejsze postępy, co ich zawstydza i blokuje na przykład przed aktywnym udzielaniem się podczas otwartych dyskusji, które są mocnym elementem nauki języka.

Prawda jest taka, że nieważne, w jakiej grupie się znajdziemy. Ważne, z jakim wynikiem ukończymy kurs.

I to wystarczy, żeby dobrze wybrać?

- Zanim podpiszemy umowę, sprawdźmy, kto nas będzie uczył i dowiedzmy się, dlaczego szkoła zatrudniła właśnie tę osobę. Co ją wyróżnia, jakie ma przygotowanie. Następnie dokładnie przestudiujmy to, co jest w cenie. Czy dostaniemy materiały dydaktyczne, czy w ramach kursu zostanie przeprowadzony egzamin próbny, który zostanie sprawdzony, a jego wynik z nami omówiony. To ważne, bo to właśnie na jego podstawie najlepiej podjąć decyzję o tym, czy jesteśmy gotowi podejść do egzaminu właściwego, który odbywa się przed zewnętrzną, niezależną komisją. Dobrze, żeby szkoła oferowała również dodatkowy element e-learningowy: forum, testy, materiały, linki, słowniki online, itd.

Osobiście polecam egzaminy Londyńskiej Izby Handlu i Przemysłu (LCCI), ponieważ są rozpoznawalne na całym świecie i określa się je jako "paszport do zatrudnienia". Różnią się tym od pozostałych egzaminów oferowanych przez instytucje zewnętrzne, że nie są egzaminami stricte "szkolnymi". Nie ma tam luk do wypełniania, zadań gramatycznych, ale osoba zdająca musi postawić się w sytuacji osoby zatrudnionej w danej firmie i przejąć w niej jakąś konkretną funkcję. Ma na przykład, po rozmowie z szefem, napisać list do osoby, która nie jest zadowolona z produktu, który ostatnio zakupiła lub odpowiedzieć na pytania klienta. Jest to egzamin zanurzony w realnej sytuacji biznesowej, nie zaś test znajomości słownictwa czy gramatyki.

Kto najczęściej zapisuje się na specjalistyczne kursy językowe?

- Trudno jednoznacznie określić grupę docelową. Przychodzą ci, którzy mają taką potrzebę. Są wśród nich menedżerowie, studenci, absolwenci, osoby nie do końca zadowolone z dotychczasowego przebiegu swojej kariery i planujące zmiany w tym zakresie. Niektórych na kurs wysyła pracodawca w ramach corocznego podnoszenia kwalifikacji. Cieszy mnie ta różnorodność, bo to pokazuje, że rośnie w nas świadomość wagi znajomości języków obcych.

To teraz jest niewielka? Przecież od dawna się mówi, że dzisiaj bez angielskiego to jak bez ręki.

- Dużo się mówi na różne tematy, ale życie i tak to weryfikuje. Prawda jest taka, że nic tak nie zabezpiecza naszej przyszłości zawodowej, jak umiejętności komunikacyjne i właśnie znajomość języków obcych. Można wykształcić tabuny specjalistów w danej dziedzinie, ale czy znajdzie się śmiałek, który im obieca, że za 20 lat wciąż będzie dla nich praca? Tymczasem umiejętności miękkie, takie jak efektywna komunikacja, otwartość na uczenie i stały rozwój, zaangażowanie i umiejętność pracy w zespole rosną w siłę i ci, którzy je mają lub wypracują, będą mieli mnóstwo okazji do wykorzystania swoich atutów.

Jak szukać pracy