Za mało młodych stawia na kształcenie zawodowe

Anna Węgrzyn*
15.12.2016 16:26
A A A
Zajęcia w Zasadniczej Szkole Zawodowej nr 4 we Wrocławiu

Zajęcia w Zasadniczej Szkole Zawodowej nr 4 we Wrocławiu (Fot. Maciej Swierczynski / AG)

Na rynku pracy tak znakomitej sytuacji dla pracowników nie było od 25 lat. Bez wątpienia to pozytywne i długo oczekiwane zmiany - jednak z perspektywy pracodawców, uwydatniające istniejący od dłuższego czasu problem - czyli brak wykwalifikowanej kadry osób z wykształceniem technicznym i zawodowym.

Bynajmniej nie mówimy tu o jednorazowych problemach pojedynczych firm a narastającym problemie w skali kraju. Dla przykładu na Pomorzu jedna z firm produkcyjnych dysponowała w tym roku 200 wakatami, przy czym szkoły techniczne w tym regionie ukończyło zaledwie 38 uczniów.

W śląskich fabrykach braki szacuje się na około 500 wakatów właściwie na każdym szczeblu, od najprostszych produkcyjnych, po wyspecjalizowane i menadżerskie. Podobnych przykładów jest więcej. Ministerstwo Edukacji Narodowej i Ministerstwo Cyfryzacji szacują, że w tej chwili w Polsce jest 50 tys. wakatów dla osób z wykształceniem inżynierskim, informatycznym, a potrzeby tego rynku rosną szybciej niż możliwości kształcenia uczelni.

W teorii wszystko się ułoży

Niestety wciąż wydajemy pieniądze na kształcenie zupełnie nieprzydatnych kwalifikacji w niewłaściwych szkołach. W efekcie dziesiątki tysięcy absolwentów szkół wyższych jest kompletnie niedopasowanych do rynku pracy lub uzbrojonych w wiedzę teoretyczną, tak naprawdę aktualną dekadę wstecz.

Problem powraca od lat, a obecnie po raz kolejny stajemy przed pytaniem, czy reforma przywracająca 8 klasową podstawówkę będzie miała znaczący wpływ na wybór dalszej ścieżki edukacji i kariery. Zgodnie z założeniami reform kształcenia zawodowego, jakie zapowiedziała w czerwcu minister edukacji Anna Zalewska razem z wicepremierem Mateuszem Morawieckim, wybór ścieżki kształcenia ma być poprzedzony obowiązkowym badaniem predyspozycji uczniów w poradni psychologiczno-pedagogicznej. W szkołach mają być także wprowadzone obligatoryjnie programy doradztwa zawodowego, a z tematyką tą uczniowie mają się zetknąć już w początkowej fazie edukacji.

Kulturowa mieszanka

Pracodawcy, choć na ogół pozytywnie odnoszą się do zmian, są jednak sceptyczni, głównie dlatego, że na efekty programu trzeba będzie poczekać co najmniej kilka lat. Często jako jedno z rozwiązań podaje się zatrudnianie cudzoziemców, których na polskim rynku pracy przybywa. Faktem jest, że coraz więcej z nich to dobrze wykształcone i wykwalifikowane osoby, jednak polskie firmy, zwłaszcza te lokalne niezupełnie radzą sobie z zatrudnianiem obcokrajowców. Niestety dziesięciolecia, przez które Polska oddzielona była żelazną kurtyną od Europy Zachodniej są widoczne w rodzimych organizacjach. Są one nieprzystosowane do tworzenia i zarządzania wielokulturowymi zespołami pracowników, a to właśnie na pracodawcach spoczywa dziś w dużej mierze konieczność dopasowania pracownika do stanowiska. W tej materii również tylko nieliczni są na to gotowi, bo polskim firmom wciąż brakuje albo narzędzi, albo czasu, albo zespołu, który mógłby się tym zająć.

„Perełki” wewnątrz firmy

Tutaj bardzo cennym narzędziem staje się system IT, który jest nie tylko „partnerem” dla rekrutera w poszukiwaniu kandydata o odpowiednich kompetencjach, ale również narzędziem wspierającym w wyłonieniu pracowników, których umiejętności mogą być rozwijane. Tu warto zwrócić też uwagę na oceny pracownicze, które przeprowadzane w systemie w szybki i zautomatyzowany sposób, sprawiają, że po pierwsze, są one aktualne a po drugie ich wyniki szybko można przekuć na konkretne działania. System może prezentować informacje o kompetencjach technicznych pracowników, a co za tym idzie daje możliwość planowania pracy na kluczowych stanowiskach pracy, które powinny być zabezpieczone pod kątem wykwalifikowanej kadry. Dla pracownika oznacza to nowe możliwości rozwoju, dla pracodawcy, wyławianie talentów. 

Pomysł na współpracę

Sposobem na rozwiązanie problemu „zawodowej kadry” może być również proponowana zmiana powiązania szkolnictwa zawodowego z pracodawcami. Zmienić ma się również sposób subwencjonowania edukacji. Do tej pory na uczniów szkół zawodowych MEN wypłacał jednakową subwencję. Teraz stanie się ona instrumentem moderowania rynku – resort będzie wypłacać wyższe kwoty na kształcenie w tych zawodach, które są w danym województwie potrzebne. Niższe zaś na takie, na które zapotrzebowania nie ma. I to właśnie ten pomysł wydaje się być najlepszym i najszybszym rozwiązaniem w obecnej sytuacji na rynku pracy.

Już teraz niektóre firmy decydują się na współpracę z ośrodkami kształcenia i pozyskiwanie pracowników, którzy jeszcze są na etapie edukacji. Przykładem dobrych praktyk może być chociażby pomorska firma Flex, producent części elektronicznych, który szacuje, że dzięki współpracy z Politechniką Gdańską oraz Fundacją Edukacyjne Centrum Doskonalenia do 2020 roku liczba absolwentów średnich szkół technicznych w regionie wzrośnie z obecnych 38 do 136 osób.


* Anna Węgrzyn - HR-owiec z krwi i kości. Od prawie 20 lat nieustannie szuka metod i narzędzi, które czynią obszar zarządzania kapitałem ludzkim funkcją strategiczną dla rozwoju przedsiębiorstwa. Autorka założeń merytorycznych systemu mHR EVO. Doradza firmom, w jaki sposób najefektywniej realizować procesy HCM i jakie technologie w tym celu wykorzystać.Od lat komentuje kwestie HR dla takich tytułów jak Puls Biznesu, Rzeczpospolita, Polityka, Gazeta Finansowa, portal pulsHR.pl i wielu innych. Wykładowca na studiach magisterskich i podyplomowych.

Komentarze (16)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • joankb

    Oceniono 16 razy 14

    Widać i słychać, że HR.
    Ile państwowych szkół zawodowych Pani odwiedziła? W większości przypadków to są muzea. Nie mające maszyn, urządzeń, laboratoriów, kadry nauczycieli zawodu. Porządnych praktyk. I wiedzy ogólnej takoż.
    Kształcenie się w takich szkołach to proszenie się o życiową klęskę.
    Szkoły musi zorganizować przemysł. Albo przynajmniej mocno je wesprzeć finansowo i kadrowo.

  • kamuimac

    Oceniono 13 razy 13

    Kadra jest - tylko kadra ma w d....e firmy które fachowcowi tj elektrykowi/mechanikowi z 10-20 letnim doświadczeniem chcą płacic 2000 miesiecznie - tu jest problem pogrzebany . sam szukam mechanika/elektryka i co i nic bo mam z góry narzucone ze mam mu zaproponoować 1800 max 2000 na ręke - za takie pieniadze nie przjdzie do takiej pracy nawet 18 letni uczen zawodówki bo na fuchach dorobi wiecej na czarno a my mówimy o braku fachowców.

  • baby1

    Oceniono 15 razy 13

    "Są one nieprzystosowane do tworzenia i zarządzania wielokulturowymi zespołami pracowników"- no od razu widać, że "specjalistka" i to "HR-owiec".

  • exhajer1

    Oceniono 14 razy 12

    Cały artykuł to dużo słów, a mało treści - ja rozumiem - wierszówka. W chwili obecnej młodzież ma dwa wyjścia: 1 liceum/technikum i możliwość dalszego kształcenia na studiach, 2 szkoła zawodowa i koniec. Ja wiem - czka mi się komuną - ale jedyną sensowną alternatywą są dwu stopniowe szkoły. Trzyletnia zawodówka będąca podstawą do trzyletniego technikum po którym można zdać maturę i iść na studia. Wydaje mi się, że zlikwidowane już dawno WSI (Wyższe Szkoły Inżynierskie) to też nie byłoby głupie rozwiązanie, szczególnie z możliwością sytuowania ich w mniejszych ośrodkach przemysłowych. No i niestety wciskaną od przedszkola religię trzeba by zastąpić matematyką, fizyką, chemią, biologią. Pewnie się mylę, ale takie mam odczucie i życiowe doświadczenie

  • lukibb

    Oceniono 15 razy 11

    "Anna Węgrzyn - HR-owiec z krwi i kości." Widać to po tym, że wypowiada się o tym, o czym brak pojęcia.
    Brakuje pracowników, ale takich za 1800 z nadgodzinami.
    Zapotrzebowanie na informatyków? Tak, ale stawki 2500 z premią.
    Tworzenie miejsc w zawodówkach pod potrzeby przedsiębiorców?
    Ok, ale jeszcze młodzież musi chcieć wybrać taki zawód. A choćby nie wiem co, ktoś kogo to nie interesuje, tego nie wybierze, a jak wybierze bo będzie musiał, to specjalista z niego będzie taki jak z Suskiego historyk.

  • Gość: Ora vs labora 10:3

    Oceniono 6 razy 4

    I nie będzie lepiej. W szkołach podstawowych (nowych) zajęcia z techniki ograniczono do 3 godzin w klasach 4-8. W poprzedniej ośmioklasowej szkole podstawowej zajęcia z techniki to 10 godzin w klasach 4-8. To w podstawówce dzieci nabierają zainteresowań pierwszych zainteresowań technicznych, tam uczą się pierwszych umiejętności. Jak nie wierzycie dajcie przyszyć guzik piątoklasiście. W efekcie młodzież wybiera ogólniaki a nie szkoły zawodowe. Religii za to jest 10 godzin w klasach 4-8. Pomódlmy się, żeby elektryk znalazł czas wymienić nam żarówkę, bo sami nie damy rady - takie motto dla obecnych uczniów szkół podstawowych

  • andmas

    Oceniono 7 razy 3

    Żeby uczyć zawodu niezbędne są szkoły przyzakładowe , niestety styropianowcy zlikwidowali zakłady przemysłowe nastawiając się na montownie , zachęcając koncerny zagraniczne ,niewolniczą siłą roboczą .

  • Gość: zaq

    Oceniono 13 razy 1

    A to dlatego,że Ci którzy nadają się tylko do zawodówek idą do liceum i tam zaniżają poziom. Po liceum nie zdają matury ani nie mają zawodu.

  • Gość: waldek

    0

    Problem tkwi w tym, że rodzice swojemu dziecku mówią, że po takiej szkole zacznie od śmieciówki 1850 brutto i max 2500brutto. Chyba, że otworzy własna firmę i będzie walczył o klientów

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX