Praca czeka na człowieka. Dla nas to niby dobrze, ale...

Marta Piątkowska
24.07.2017 01:01
A A A
Wygodnie jest myśleć, że powszechny "brak rąk do pracy" jest jedynie problemem pracodawców. Tymczasem prawda jest taka, że zapłacimy za niego wszyscy. I to na kilka sposobów.

W firmie transportowej, w której Krzysztof pracuje od 15 lat, przecierano oczy ze zdumienia, gdy szef na zebraniu ogłosił, że ten, kto pozyska nowego pracownika, dostanie premię w wysokości swojego miesięcznego wynagrodzenia. Warunek otrzymania pieniędzy był jeden: polecony kierowca musiał przejść pomyślnie trzymiesięczny okres próbny i podpisać umowę na kolejny rok. Do tej pory takie rozwiązanie stosowały jedynie bogate korporacje, ale rynek pracy całkowicie wyczyszczony z zawodowych kierowców zmusił do podobnej taktyki mniejsze firmy.

– Myślałem, że to będzie łatwa kasa. Obdzwoniłem wszystkich znajomych, ale jak na razie nikogo nie znalazłem – podsumowuje Krzysztof.

Z badań wynika, że problem z obsadzeniem wakatów ma co trzecia polska firma. I nie mówimy tu o deklaracjach, kiedy ktoś „planuje/rozważa szukanie pracownika”, ale nieudanych próbach jego zatrudnienia.

Co ciekawe, na rynku brakuje przedstawicieli wszystkich grup zawodowych, od niewykwalifikowanych pracowników fizycznych po wysokiej klasy specjalistów. Choć dane różnią się w zależności od powiatu, to najczęściej wymieniani są kierowcy ciężarówek, spawacze, pielęgniarki, księgowi i osoby szeroko związane z branżą IT.

Gdzie się wszyscy podziali?

W połowie lipca Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z dumą poinformowało, że padł kolejny rekord. Stopa bezrobocia wyniosła 7,2 proc. Ostatni raz tak dobrze było w pierwszym kwartale 1991 r. Przekładając procenty na ludzi – w urzędach pracy zarejestrowanych pozostało 1,15 mln osób. W tym samym czasie pracodawcy zgłosili ponad 146 tys. ofert zatrudnienia. W idealnym świecie wakaty rozeszłyby się jak świeże bułeczki i świętowalibyśmy kolejny rekord, ale tak się stanie. Dlaczego?

Z częściową odpowiedzią przychodzą dane Eurostatu, unijnego urzędu statystycznego, który bezrobocie bada w nieco inny sposób niż GUS. Otóż Eurostat – w dużym uproszczeniu – zlicza osoby, które faktycznie nie mają pracy, chociaż by chciały. Z majowych danych wynika, że bezrobocie w Polsce wynosi 4,8 proc. i jest jednym z najniższych w Unii. Według Eurostatu realnie pracy w Polsce w tamtym okresie nie miało ok. 830 tys. osób. Powtórzmy pytanie – dlaczego aż tyle, skoro są oferty?

Na odpowiedź składa się kilka wątków. Przede wszystkim nasza niechęć do podróżowania za pracą na terenie kraju. Przykładowo w woj. kujawsko-pomorskim bezrobocie w czerwcu wyniosło 10,5 proc., a w sąsiadującej z nim Wielkopolsce 4,2 proc. W stolicy województwa, Poznaniu, bezrobocie od pewnego czasu jest poniżej 2 proc. Są więc możliwości.

Kolejna sprawa to niedopasowanie ofert do umiejętności lub oczekiwań. Urzędy pracy regularnie robią zestawienia zawodów deficytowych i nadwyżkowych w danych regionach, z których wychodzi, że tam, gdzie potrzebują piekarzy, mają nadmiar ślusarzy i odwrotnie. Informacje na ten temat przypisane do danego powiatu można sprawdzić bezpłatnie na stronie Barometrzawodow.pl.

Miało być tak pięknie

Dochodzi jeszcze kwestia niespełnionych oczekiwań związanych z naszymi wyobrażeniami na temat „rynku pracownika”.

Na przykład Sylwia, 24-letnia absolwentka administracji, jest zawiedziona, bo ofert w jej fachu jest jak na lekarstwo, za to na każdym kroku widzi ogłoszenia dla pracowników produkcji, handlu i ogólnie do prac prostych i – z jej perspektywy – mało płatnych.

– To jak sobie ten rynek pracownika wyobrażałaś? – pytam.

– Że pracodawcy będą chętnie zatrudniać osoby bez doświadczenia i umiejętności, żeby je przyuczyć, wysłać na jakiś kurs czy szkolenie. Na rynku pracownika to pracownik stawia warunki, a nie pracodawca – odpowiada bez zająknięcia.

– A próbowałaś stawiać jakieś warunki, na przykład finansowe? – dopytuję.

– Dwa tygodnie temu byłam na rozmowie w sprawie pracy na stanowisku asystentki działu w znanej korporacji. Wymagania standardowe: umiejętność obsługi komputera, dobra organizacja, komunikatywny angielski w mowie i piśmie. Powiedziałam, że chce zarabiać 3,5 tys. zł na rękę, oni zaproponowali na początek 2,5 tys. zł, no to wyszłam. Za mieszkanie płacę 1,5 tys. zł miesięcznie, nie stać mnie na taką pracę – podsumowała. Sylwia szuka dalej, wierzy, że do jesieni uda jej się znaleźć wymarzone zajęcie.

W przypadku 48-letniej Marii, która pracuje sezonowo przy zbiorach owoców, poziom rozczarowania jest mniejszy, chociaż przyznaje, że „liczyła na coś więcej”.

– Kilka lat temu, jak zbankrutował duży zakład, z którego tu żyła większość rodzin, to myśmy się prawie bili o robotę na polu. Zapisy już w lutym były na to kto, u kogo, co i kiedy będzie zrywał. Za stawki dla Ukraińców pracowaliśmy, bo nie było wyboru. Teraz jest lepiej, bo słupy całe zalepione ofertami pracy, płacą więcej, ale wciąż za mało – wzdycha Maria.

Co znaczy – więcej? W tym roku pod koniec czerwca stawka wynosiła 2,5 zł* za łubiankę truskawek z szypułką i 3 zł za owoce bez ogonków. To o 1 zł więcej niż w poprzednim sezonie. Sprawny pracownik, ale nie rekordzista, wyciągał ok. 100 zł dniówki do ręki. W miesiąc, przy sześciodniowym tygodniu pracy, można było zarobić ok. 2,5 tys. zł. I właśnie dlatego Maria „liczyła na coś więcej”. – Chociaż te 3 tys. zł na rękę, żeby człowiek choć raz w życiu poczuł, jak to jest zarobić tą średnią krajową – tłumaczy.

Gdy nam was zabraknie

Krzysztof jak na razie nie znalazł nikogo do pracy w swojej firmie. Sylwia nie przyjęła propozycji znanej korporacji, a Maria w tym roku zdecydowała, że zrywać będzie tylko jabłka, bo nie trzeba się tyle schylać co przy truskawkach. Jakie to ma dla nas konsekwencje?

– Długofalowo niedobory na rynku mogą poważnie odbić się na gospodarce, której grozi widmo zahamowania rozwoju, a wtedy konsekwencje odczujemy wszyscy – uważa Andrzej Kubisiak, dyrektor Zespołu Analiz Work Service SA.

Ale problemy makro jeszcze przed nami. W skali mikro, tej codziennej, może się okazać, że będzie coraz trudniej umówić się do fryzjera, bo coraz mniej osób będzie wykonywało ten zawód. Spadnie jakość usług, bo firmy zostaną zmuszone zatrudniać pracowników bez doświadczenia. Będziemy dłużej stać w kolejkach do kasy, jeszcze dłużej czekać na przyjście fachowca, który naprawi nam cieknący kran. Na koniec, jako pracownicy, dostaniemy do wykonania kolejne obowiązki, bo „ktoś to musi zrobić”.

Dobrze sytuację obrazuje przykład pielęgniarek. Już teraz średnia wieku w tym zawodzie wynosi 48 lat, a młode dziewczyny nie garną się do zawodu. Statystycznie na tysiąc mieszkańców przypada pięć pielęgniarek, to najmniej spośród 34 krajów OECD. Do 2025 roku będą zaledwie cztery, a jesteśmy starzejącym się społeczeństwem. W pewnym momencie zabraknie rąk, które dziś poprawiają poduszki czy podają leki.

Jak ratują się firmy

W pierwszej kolejności dając podwyżki. Z najnowszych danych GUS wynika, że wynagrodzenia w ciągu roku wzrosły o 6 proc., a przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w czerwcu wyniosło 4508,08 zł.

– Tendencja wzrostowa będzie się utrzymywać także w kolejnych miesiącach, a nawet w następnych latach. Jak pokazują prognozy Narodowego Banku Polskiego, w 2018 roku pensje zwiększą się o 6 proc., a rok później o 6,2 proc. – mówi Andrzej Kubisiak, dyrektor Zespołu Analiz w Work Service SA. – Warto zwrócić uwagę, że poziom zadowolenia pracowników z podwyżek może być mniejszy, niż spodziewają się tego pracodawcy. Powodem jest powrót inflacji, która w tej chwili wynosi 1,5 proc. W efekcie realny średnioroczny wzrost wynagrodzeń jest mniejszy niż jeszcze rok temu, kiedy mieliśmy w Polsce deflację, a wynagrodzenia rosły na poziomie 4 proc. – dodaje Andrzej Kubisiak.

Dodatkowo, ponieważ nowych pracowników nie przybywa, zaczyna się batalia o tych, którzy już są na rynku, ale aktualnie pracują dla kogoś innego. – Jak wynika z tegorocznego badania Antal, aż 64 proc. specjalistów nie szuka pracy aktywnie, ale nie ignoruje propozycji zawodowych otrzymywanych bezpośrednio od rekruterów. To pokazuje, jak dużą rolę w aktualnie prowadzonych rekrutacjach ma bezpośrednie zaproszenie kandydata – podkreśla Karol Traczykowski, prezes GoldenLine. – W tym celu powstają nowe usługi, na przykład Jobile, która polega na publikacji ogłoszenia w nowoczesnej szacie graficznej, zawierającej wszystkie kluczowe dla kandydatów informacje o ofercie pracy, takie jak np. wysokość wynagrodzenia, profil przełożonego, forma umowy. Dzięki temu dużo łatwiej zwrócić na siebie ich uwagę – dodaje Traczykowski.

Firmy coraz częściej doceniają też rolę employer brandingu, czyli budowania swojego wizerunku pracodawcy. Powód? Z badań wynika, że ponad połowa pracowników zanim w ogóle pójdzie na rozmowę kwalifikacyjną, szuka informacji na temat potencjalnego pracodawcy. Bierzemy pod uwagę nie tylko opinię znajomych, ale również komentarze na forach internetowych czy serwisach poświęconych pracy. Żeby te były pozytywne, w pierwszej kolejności trzeba zadbać o pracowników, których już się posiada.

Komentarze (46)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: jjanek

    Oceniono 22 razy 20

    Jakie są koszty podróżowania za pracą ? Nie zawsze pracodawca oferuje lokum.

  • volongoto41

    Oceniono 18 razy 14

    Ten artykuł to nie jest szyty grubymi nićmi, tylko powrozem…. mamy matrix… pojechałbym na urlop, gdyby mnie było na niego stać… ale jak się zarabia w hipermarkecie 5,50 zł za godzinę, albo w sklepie odzieżowym 4 zł na godzinę, albo wykłada towar za 1 zł za godzinę… brutto, to ile godzin trzeba przepracować, aby kupić bilet na mecz piłkarski?
    Jak dodamy do tego pogardę arogancję i lekceważenie pracowników których pracodawcy traktują jak kretynów to dziwię się, że jeszcze do siebie nie strzelamy….
    Pracowników nie brakuje, brakuje pokornych niewolników, bo w Polsce panoszy się niewolnictwo i gorzej jest tylko na Ukrainie….
    I łżą elity biznesowe, że pracowników brakuje, a wyborcza.pl to powtarza….

  • mariuszdd

    Oceniono 14 razy 14

    Ba ,stale były oferty typu: wysokie wymagania niskie płace,to było przez ostatnie 30 lat i jest obecnie żniwo takiego postępowania .
    Pamieta ktos oferty pracy w GW
    AAAAAA ochroniarz
    AAAAAAAA ochroniarz

  • mjunhy

    Oceniono 21 razy 13

    Przed wojną pracodawca prywaciarz dał pracę, dał gdzie zamieszkać, dał przywileje.
    Komuna dała pracę, budowała mieszkania, dała przywileje.
    Solidarność zlikwidowała pracę, nie buduje mieszkań pracowniczych, zabrała przywileje.
    Teraz zarobki niskie a pracowników brakuje i mamy demokrację

  • kultureprofessoren

    Oceniono 14 razy 12

    Tak bardzo brakuje kandydatow, ze firmy w dalszym ciagu stosuja 6 stopniowe rekrutacje na dane stanowisko.

  • needmoney

    Oceniono 11 razy 11

    Czekam na wolny etat w agencji, funduszu, inspektoracie, urzędzie, spółce komunalnej itp. itd. wszystko jedno aby finansowane z budżetowego cyca ...

  • Gość: pulok

    Oceniono 10 razy 8

    bajki , jakie podwyżki w Katowicach w PUP wiszą dziesiatki ogłoszeń pensja 2000-2500 brutto.

  • Gość: Polak

    Oceniono 7 razy 7

    Nie brakuje pracowników tylko niewolników, niech zaczną płacic a nie wyzyskiwać pracowników najlepiej dla pracodawcy jakby pracownik pracował 24 godz na dobę za miskę ryżu

  • gangut

    Oceniono 9 razy 7

    Jak na mój mały rozumek, to gdyby rzeczywiście brakowało pracowników to pensje szły by gwałtownie do góry. Jako że tego nie obserwujemy, to opowieści o "braku rąk do pracy" możecie sobie w dupę wsadzić.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX