Kiedy urzędnik chce przejść do korporacji

Anna Piekut*
10.10.2016 00:00
A A A

123rf

Zamiana posady urzędniczej na stanowisko silnie osadzone w biznesie wcale nie jest prosta. Firmy bardzo ostrożnie podchodzą do kandydatów, którzy swoją dotychczasową karierę wiązali z urzędem.

Jak wynika z opublikowanego w czerwcu sprawozdania z działalności rządowej za 2015 rok, w ubiegłym roku zanotowano spadek liczby kandydatów starających się o pracę w służbie cywilnej. Po raz kolejny. Utrzymuje się też wzrastający poziom fluktuacji kadr (7,3 proc. w 2015 roku). Oznacza to, że z administracji państwowej nadal odchodzą pracownicy.

Jednym z głównych powodów chęci zamiany relatywnie stabilnej posady w urzędzie na etat w prywatnej firmie są pieniądze. Od prawie dekady pensje w urzędach przynajmniej dla części pracowników są zamrożone. Pewną formą rekompensaty były i są dodatki stażowe, które jednak nie nadążają za inflacją. Osławione trzynastki i premie w ostatnich latach znacznie się zmniejszyły. Inne elementy wskazywane przez kandydatów to brak możliwości rozwoju, hierarchizacja, sformalizowanie pracy, pewnego rodzaju nienadążanie administracji za postępem. Prostym przykładem są mało estetyczne, niepoprawnie działające strony internetowe, które co prawda coraz częściej budowane są z głową i przez profesjonalistów, ale swoim wizerunkiem skutecznie odstraszają. Zdarzają się urzędy, w których pozorowanie pracy (drukowanie maili, opisywanie segregatorów) zajmuje więcej czasu niż realizowanie podstawowych obowiązków. I to może przeszkadzać, zwłaszcza tym pracownikom, którzy wartość pracy postrzegają nie tylko przez pryzmat stabilizacji i pieniędzy, ale także – a może przede wszystkim – rozwoju. Taki obraz bardzo negatywnie działa na wizerunek całego sektora i obniża wartość pracowników, którzy planują zawodową migrację.

Kawa-laba i brak biznesowego podejścia

Wyobrażenia na temat pracy w urzędach obrosły w wiele mitów. Potencjalny pracodawca będzie się zastanawiał, czy były pracownik administracji nie będzie miał problemów z podejmowaniem decyzji i braniem za nie odpowiedzialności. Czy nie okaże się roszczeniowy, przyzwyczajony do sztywnych ram pracy oraz niechętny do podejmowania dodatkowych aktywności. I najważniejsze – czy jego brak podejścia biznesowego da się szybko nadrobić. Zatem z punktu widzenia pracodawcy zatrudnienie pracownika z urzędniczą historią jest dość ryzykowne. I dobrze, by potencjalny kandydat zdawał sobie z tego sprawę, bo wtedy może się przygotować.
Wbrew stereotypom nie jest tak, że urzędnicy z kilkuletnim stażem są skazani na tę właśnie ścieżkę kariery. Biznes ich przyjmie, o ile wykażą się otwartością i gotowością podjęcia trudu przestawienia się na myślenie i działanie biznesowe.
Ktoś, kto szuka pomostu między pracą w administracji a biznesem, winien przepracować swoje CV, porozmawiać z ludźmi zatrudnionymi w danej branży o oczekiwaniach, jakie stawia pracującym w niej ludziom. Tutaj bowiem ważny jest kontekst – otoczenie biznesowe, konkurencja, trendy, technologie. Słowem – wszystko, co na biznes oddziałuje. I najważniejsze – pytanie o rzeczywiste motywacje do podjęcia pracy poza administracją, rozważenie za i przeciw, i zastanowienie się, czy na pewno taka ścieżka jest dla nas. Bo wymagania w stosunku do pracownika sektora biznesowego są nieco inne niż w stosunku do urzędnika. Nie są większe. Są inne.

Z biznesu do służby cywilnej

Migracja pracowników nie odbywa się w jedną stronę. Osoby chcące z prywatnej firmy przejść do urzędu również spotykają niemałe trudności.
Czynnikiem zdecydowanie odstraszającym i znacznie zawężającym grono kandydatów do pracy w urzędach są pieniądze. O ile sama praca może mieć takie walory, jak względna stabilność zatrudnienia, stałe godziny pracy, a niekiedy też prestiż, to wynagrodzenia do nich nie należą. Ale to nie jest jedyny element stający na przeszkodzie ludziom zainteresowanym urzędem.
W przypadku administracji ogłoszenia rekrutacyjne rozchodzą się zwykle ograniczoną liczbą kanałów – na stronach urzędów i KPRM. Nierzadko wiele do życzenia pozostawia ich treść: mało zachęcająca, a w ekstremalnych przypadkach zupełnie nieczytelna. Jak ogłoszenie jednej z jednostek administracyjnych, która poszukiwała księgowego. Kilkustronicowe, nieciekawe, niewskazujące kandydatowi możliwości rozwojowych, do tego zamieszczone tylko na stronie tej jednostki. Z punktu widzenia skuteczności rekrutacji – niewielkie szanse na pozyskanie pracownika o odpowiednich kompetencjach.
Trudno wymagać od kandydatów, żeby śledzili strony wszystkich urzędów. A pewnie gdyby ogłoszenie zamieścić także w innych kanałach i nadać mu nieco bardziej współczesny sznyt, znaleźliby się pracownicy z odpowiednimi kompetencjami i chęcią do pracy.
Drugim czynnikiem przymykającym drzwi do pracy w administracji jest bardzo sformalizowany tryb rekrutacji. Narzucanie sztywnych terminów testów kompetencyjnych, a potem rozmów kwalifikacyjnych, na których przeprowadzenie są potrzebne co najmniej dwa dni urlopu w obecnej pracy, wydają się archaiczne.
Ten brak elastyczności widać też w formułowaniu oczekiwań wobec kandydatów i rozliczaniu ich z kompetencji.

Kandydat na 100 proc.

Wiadomo, że startując w rekrutacji do pracy w służbie cywilnej, trzeba zadeklarować spełnienie wszystkich wymagań opisanych w ogłoszeniu. I w ten sposób administracja ogranicza sobie dostęp do całej rzeszy kandydatów, którzy spełniają wymagania formalne, ale nie w stu procentach. Doskonały przykład stanowią kompetencje językowe. Nadal często w ogłoszeniach o pracę w służbie cywilnej wskazuje się konieczność potwierdzenia umiejętności w tym zakresie za pomocą certyfikatu. I w ten sposób zamykają się drzwi przed tymi kandydatami, którzy do perfekcji opanowali język, ale nie mają na to dyplomu. Otwierają się natomiast na tych, którzy co prawda mogą pochwalić się certyfikatem, ale języka nie używali od 15 lat.
Wyzwania, jakie stają przed pracownikami pragnącymi zmienić swoją zawodową ścieżkę, są więc bardzo różne. Z jednej strony mamy biznes, który bezlitośnie wymaga od pracowników przedsiębiorczości i myślenia o ekonomii działań, czasu i zyskach. Z drugiej – administrację posługującą się bardzo ograniczonymi środkami pozyskiwania nowych pracowników, mało elastyczną, a która również może zapewnić ciekawą ścieżkę rozwoju zawodowego. Ważne, by do zmiany sektora działań właściwie się przygotować.

Anna Piekut* – HR Manager, rekruter, konsultant w Fabryce Motywacji. Od ponad 10 lat prowadzi projekty rekrutacyjne na wszystkie poziomy stanowisk: menedżerskie, specjalistyczne i podstawowe. Specjalista w obszarze rekrutacji masowych.

Komentarze (22)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: kawabis

    Oceniono 20 razy 16

    Artykuł teoretyzuje, powiela mity, korporacje są super, wydajne, kreatywne pracownicy cudowni, urzędnicy leniwi, nie umiejący podejmować decyzji wręcz zachowawczy. Ale to tak jak porównywać sędziego z sędzią piłkarskim. Pierwszego ograniczają przepisy prawa, drugiego tylko regulamin gry. Wrzućcie do korporacji jako podstawę pracy kodeks postępowania administracyjnego i wtedy porozmawiamy. Korporacja jest nastawiona na zysk, mile widziane nowe pomysły jak ten zysk powiększyć, w administracji nie ma dowolności wszystko jest uregulowane, a naruszenie tych reguł wiąże się z karami. Korporacje nie przyjmują urzędników bo oni myślą kodeksowo, znają przepisy i są mało elastyczni na ich naginanie, w korporacjach szukanie zysku przysłania normy, popatrzcie DB, Goldman Sashs, czy VW, urzędnik na takie manewry nie pójdzie bo nie zaryzykuje odpowiedzialnością. Mówię o zasadzie, bo są i tacy co łamią przepisy dla kasy i właśnie tacy za korzystną decyzję w nagrodę przechodzą do Korporacji.

  • lucusia3

    Oceniono 17 razy 11

    Część ludzi w urzędach to lenie, tak samo jak w biznesie. Różnica jest jedna - w biznesie ludzie maja działać efektywnie, żeby się pracodawcy opłacało (najczęściej, bo nie zawsze), a w urzędzie maja działać, jak sobie kierownik życzy, a życzy sobie zazwyczaj działań formalnych i "żeby wyglądało profesjonalnie (a nawet urzędowo) a nie, żeby coś zrobić. Jest grupka lubująca się w procedurach i marnująca czas większość na dobieranie właściwej kolejności ułożenia załączników, dobrego koloru segregatora, wskazanego rodzaju czcionki, konieczności używania słów "iż", "tutejsza jednostka" i "w dniu dzisiejszym". No i koniecznie trzeba odpisywać, płacić, decydować w ostatnim dniu terminu.

  • heine-ken

    Oceniono 9 razy 7

    Urzędnik i korpoludek to różna nazwa tego samego stanowiska i stanu rzeczy: robotnik intelektualny - osoba, która zamiast przewalania piasku łopatą księguje faktury czy wkłada do segregatorów pisma urzędowe. Od robotników wymaga się ścisłego przestrzegania procedur, wspomniane myślenie, a już w szczególności biznesowe, jest równie niemile widziane na najniższych stanowiskach operacyjnych w korporacjach jak i urzędach. Cała przewaga korporacji polega na tym, że mogą wyłowić trochę "lepszych" absolwentów - robotników, proponując im np. 3500 zamiast 2000, a następnie sformatować ich korporacyjną "etyką" pracy. Kiedy w Polsce powstawały pierwsze zachodnie hotele, od pracowników wymagało się przede wszystkim, aby nie mieli żadnego doświadczenia w hotelarstwie wyniesionego z PRL, wszelkie fast-foody też zawsze najchętniej zatrudniały osoby bez doświadczenia zawodowego. Wiadomo, że wszystko jest kwestią indywidualną, ale ja miałbym potężne opory zatrudnić kogoś, kto ma doświadczenie wyłącznie w urzędach, czyli nie zna i być może nie zdaje sobie sprawy z istnienia innych kultur pracy.

  • ipnn

    Oceniono 15 razy 7

    Oj wiedzy za mało, o metodach przyjmowana do pracy na p.o. urzędnika. To pociotki, z rodzinnego układu,a nie konkursy, dla picu, gdyż ogłoszenie się podaje ,aby było pro-forma, bo i tak już obsadzone. Zawsze koniec wakacji to trza przyjąć synalka już p.o. urzędnika, bo tak od lat. W szczególności dawni z resortu SB, mają się w Małopolsce dobrze, wara bo się pobrudzić można, tak od lat. niestety.p.o. dyr. działu w Urzędzie Miasta, Radny, do tego działacz, emerytura ok. 3100.- netto, a jeszcze narzeka jaki to porządny i biedny, na polecenie SBka działa w handlu lokalami i nic, bo to dawny tawariszcz.

  • Gość: Marco

    Oceniono 10 razy 4

    Artykuł pokazuje prawdziwe trendy, ale jest za mało konkretny.
    Dość ogólnikowo przedstawia sytuację,a wystarczyło podać konkretne przykłady, których tutaj wyraźnie zabrakło np. jakiegoś niefikcyjnego pana X itp.
    Lenistwo urzędników itp wady to niestety prawda. Od kilkunastu lat pracuję w sektorze publicznym i nieraz "karany" byłem za zbytu dużą wydajność np. dostając gorszą pracę typu naklejanie znaczków na listy. Szkoda gadać. Urzędników powinno być mniej, lepiej opłacani i rozliczani z efektów a nie z np.wykonania budżetu, bo kasę potrafi wydać "każdy głupi".

  • Gość: sc

    Oceniono 14 razy 4

    niestety nie przyjmujemy ludzi z korpo bo zbyt niski poziom iq

  • Gość: Kobieta

    Oceniono 3 razy 3

    Prowadziłam biuro komunikacji w jednym z urzędów, zarządzałam 5 osobowym zespołem i pełniłam funkcję rzecznika. Pracowałam w tygdoniu po 13 godzin - 15 godzin na dobę + plus prawie każdy weekend, ponieważ wówczas odbywa się wiele eventów. Podobnie z większością świąt i dni wolnych od pracy. Ktoś powie, w urzędach nic się nie robi.. G.. prawda.. Na dodatek jeszcze musisz się na prawdę wykazać kreatywnością w zarządzaniu budżetem, ponieważ potrzeby są zazwyczaj duże a budżet z gumy nie jest. O jego zwiększeniu decydują natomiast radni .Do tego dochodzi zarządzanie programem księgowym, ewidencja faktur wraz z pełnym opisem oraz umowy przygotowane na tip top, które przechodzą przez kilka działów. Oprócz typowej pracy ,,operacyjnej'' jest wiele biurokracji, której nie da się przeskoczyć. I wszystko musisz pogodzić. Do tego obowiązkowa obecnośc na wszystkich sesjach i większości komisji, które odbywają się od godz 16, 17 do często 23, 24..W żadnej firmie aż tak nie pracowałam.. Fakt są ludzie, którzy już o 15.45 siedzą gotowi do wyjścia, jednak uwierzcie nie działy promocji, komunikacji itd. Tam praca jest baaardzo wymagająca, a z premią nie zawsze łatwo. Czy praca jest stabilna? Stabilna do wyborów.. Zmienił się burmistrz i zwolnił mnie po roku pracy (swoją drogą nepotyzm w administracji to kolejny temat rzeka).. Mąż był przynajmniej szcześliwy, bo wreszcie byłam w domu..

  • miastowiec-ze-wsi

    Oceniono 3 razy 3

    W urzedach sa świetni kreatywni ludzie (obok bezmyślnych leni) tak samo jak biznesie sa lenie i beton mentalny (obok tych dobrych. Generalizowanie to najgłupsza rzecz jaka mozna robic.

  • Gość: exurzędnik

    Oceniono 2 razy 2

    lanie wody w Gazeta Praca to norma, mijanie się z prawdą w Gazecie Wyborczej to standard

    więc powiedzenie, że artykuł powiela nieweryfikowalne tezy autorki to komunał :-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX