Nie tylko kandydaci popełniają błędy. Co na sumieniu mają rekruterzy?

map
21.07.2017 20:29
A A A
Brak przygotowania do rozmowy, naiwne pytania, zero konkretów i... dużo, dużo więcej. Zapytaliśmy osoby, które w ciągu ostatnich sześciu miesięcy były na rozmowie o pracę, o to jakie wpadki popełnili rekruterzy.

Chciałam panu zaproponować pracę, ale niczego nie mogę o niej powiedzieć

- Headhunterka skontaktowała się ze mną za pośrednictwem jednego z serwisów społecznościowych. Napisała, że ma bardzo atrakcyjną ofertę od zagranicznej firmy działającej w mojej branży i bardzo chciałaby na ten temat ze mną porozmawiać. Zgodziłem się, bo dobrze wiedzieć, jakie ma się opcje. Podczas spotkania przedstawiła mi zakres obowiązków i na tym w zasadzie skończył się strumień informacji z jej strony. Nie chciała powiedzieć co to za firma, o jakim konkretnie stanowisku rozmawiamy, na podstawie jakiej umowy miałbym pracować, czy praca zdalna czy stacjonarna. Dowiedziałem się jedynie, że jeżeli się zgodzę, to dostanę służbowy samochód. W odpowiedzi na pytanie o zarobki usłyszałem, że powyżej średniej w branży. A najlepsze było to, że pani oczekiwała, że na podstawie jej zapewnień, że "będę zadowolony", podejmę decyzję o przyjęciu jej oferty - Maciej, pracuje w IT.

W ogłoszeniu jedno, przez telefon drugie, a na spotkaniu trzecie

Szukam pracy od czterech miesięcy i w tym czasie miałam już kilka takich sytuacji, że "praca biurowa z atrakcyjnym wynagrodzeniem" okazywała się być sprzedażą przez telefon w open space. Dlatego im mniej wynika z ogłoszenia, tym intensywniej dopytuje, czy na pewno nie jest to telemarketing i jemu podobne. Ostatnio rekruterka zapewniała mnie, że absolutnie nie o to chodzi, zaprasza mnie na spotkanie, gdzie omówimy szczegóły. I co się okazało? Faktycznie nie była to sprzedaż przez telefon, tylko rozmowa z klientami przez czat. Dodajmy, że rozmowa polegająca na sprzedawaniu im produktów firmy - Justyna, 22 lata, studentka.

"Taki mam tu bałagan"

Rekruterka wzięła czyjeś CV zamiast mojego i na jego podstawie przez 15 minut prowadziła rozmowę. Kiedy po raz trzeci zasugerowała mi kłamstwo poprosiłam, żeby pokazała dokument. Po wykryciu pomyłki nawet nie przeprosiła, tylko wytłumaczyła się bałaganem i płynnie przeszła do całej procedury od początku. Poczułam się zlekceważona, więc ledwo dotrwałam do końca spotkania - Lena, pracownik biurowy.

Niekończące się terminy

Finał sprawy jest szczęśliwy, bo dostałem tę pracę, ale proces rekrutacyjny na menedżerskie stanowisko średniego szczebla trwał cztery miesiące, czyli co najmniej o połowę za długo. Rekruter miał w zasadzie zerową decyzyjność, a osoba, z którą miał się w mojej sprawie kontaktować i inicjować kolejne rozmowy ciągle była dla niego nieosiągalna. W dobie internetu, telefonów komórkowych i maili nie potrafił skutecznie się skontaktować. Ja bym go u siebie nie zatrudnił - Mariusz, pracuje w branży telekomunikacyjnej.

"Dlaczego chce pan dla nas pracować?"

Pierwszym pytaniem, jakie usłyszałem od miłej pani rekruter było "Dlaczego chciałbym pracować dla firmy X?" Odpowiedziałem, że nie wiem, czy chciałbym, bo to firma X się do mnie odezwała z propozycją i myślałem, że to ona mi powie, dlaczego firma X chce, żebym dla niej pracował. Nie dogadaliśmy się - Marcin, specjalista z branży IT.

Komentarze (38)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • marrob

    Oceniono 29 razy 27

    Miałem watpliwa przyjemność przyjrzec sie pracy rekruterów z conajmniej kilkunastu firm. Napiszę krótka: TRAGEDIA. Z niewielkimi wyjatkami to ludzie nieinteligentni (to juz rzadko uzywane słowo ale dobrze opisuje), pewni siebie czesto na granicy arogancji i lekceważenia. Za tym brakiem inteligencji szły oczywiscie zero własnych pytań, zero ciekawosci nt. rekrutowanego. Wciąż to samo idiotyczne pytania niewiele wnoszace do poznania rekrutowanego, popisywanie się, ograne schematy zachowania i rozmowy z podrecznika małego rekrutera. Katastrofa! Zeby było jasne nie piszę tego jako osoba która była "przepytywana". Nie, byłem słuchaczem i obserwatorem "z boku" i nie powiazanym z zadna ze stron. Sam kilka razy szukałem pracowników na rózne stanowiska i gdybym stosował taki "poziom" rozmów to nie znalazłbym nikogo wartosciowego! Prawda jest taka ze jako szef firmy NIGDY nie zleciłbym szukania pracownika firmie zewnetrznej, W Polsce korzystanie z takiej firmy to zgoda na rekrutację negatywną. To zgoda na szukanie jeszcze gorszego pracownika niz ten który "szuka".

  • volongoto41

    Oceniono 18 razy 18

    Punktualnie, czysty, ogolony, trzeźwy, zmobilizowany, zmotywowany, pełen nadziei, przygotowany, skoncentrowany, z plikiem dokumentów, zgłosiłem się do tego, co poszukuje pracownika….
    i on mi mówi, że moje wyższe jest za niskie do jego podstawowego…
    i że moja kultura osobista nie dorównuje jego dzikiej naturze….
    i że moje prawo jazdy, to można kupić na każdym bazarze….
    i uprawnienia które mam, to teraz wszyscy mają….
    i moje 20-letnie doświadczenie, to można sobie w du…pę wsadzić….
    i że nie ustalił jeszcze, kto komu będzie płacił; czy on mnie, czy ja jemu ….
    i obiecywał, obiecywał… a łgał tak, że aż dostał zeza….
    i jak mi się nie podoba, to mam wypie….lać… aż echo powtarzało …lać ….lać… lać….
    i śmiał się przy tym, aż widać mu było próchnicę…..
    i gdy mówił, to nie był w stanie powstrzymać się od rzucania kur…mi…
    i pogroził mi swą upierścienioną pięścią….
    i wspomniał, że nie ma kim orać, bo brakuje młodych z doświadczeniem…
    i gazeta bezczelnie to powtarza, szerząc zamęt w umysłach….
    i chciałem tylko pokazać jak wygląda chamstwo od dołu, a szukanie pracy od podszewki….
    i to była przyjemna rekrutacja, bo na innej to chcieli mi „michę wyklepać’…
    P.S.
    Do każdej z tych linijek powinienem dodać nazwę i adres firmy, ale biorąc pod uwagę czas działania i jakość naszego bezmiaru niesprawiedliwości, po takim dodaniu, moje kości bielały by na wokandach we wszystkich instancjach w kraju…. o czym dobrze wiedzą nagrywający polityków kelnerzy z restauracji „Sowa i Przyjaciele”….

  • Gość: mers

    Oceniono 16 razy 16

    Raz rekruterka wyśmiewała moją uczelnię mim - że to nie SGH, patrzę w necie a panna skończyła na prywatnej zaocznie zasoby ludzkie, i ta uczelnia upadła parę lat temu gdzieś w odległym Lubelskim. Poziom angielskiego czy niemieckiego rekruterów też bywa żałosny - rekrutacja do finansów a babka niby w branzy 8 lat na słowniku na laptopie szuka podstawowych słów i ewidentnie nie kuma, miota się, fb jej się włączyło, słychać, że ktoś do niej pisze, heheheh dobrze, że przyszły TL był z Anglii i jakoś on wszystko rozumiał i wręcz pochwalił mnie , że poziom ang wysoki.. No i te oklepane debilne pytania "jakim zwierzęciem jesteś", "dlaczego NIE POWINNIŚMY cię zatrudnić", "czy możemy zadzwonić do twojego przełożonego obecnego he heh he ", " jaki najtrudniejszy konfikt rozwiązałeś w pracy"
    Dlatego na rekrutacji face to face HR ma milczeć a pyta merytorycznie i testuje tylko przyszły przełożony, bo to on mnie będzie chwalił, premiował, je...ał czy zwalniał, a nie tipsiara z HR, która będę widział raz na rok poza spotkaniem w windzie i momentem zatrudnienia czy odejscia

  • t.ziemianin

    Oceniono 14 razy 14

    Myślałem, że "proszę mi sprzedać ten długopis" od lat nie funkcjonuje. Zdziwiłem się. Duża firma, aspirująca do miana lidera, stanowisko średniego szczebla.

  • Gość: szymon

    Oceniono 12 razy 12

    Z pamiętnika rekrutera.
    Daliśmy ogłoszenie, że potrzebujemy dwoje rąk do pracy, a przyszedł cały człowiek.
    Pytam kierownika: - co robić? Kierownik nie wie, pyta zastępcę dyrektora. Zastępca też nie wie. Wie dyrektor, ale wyjechał. Zastępca radzi zapytać pani Halinki z magazynu, ona już tu pół roku pracuje więc pewnie wie. Ale pani Halinka tez nie wie, proponuje zapytać kierownika. Ale kierownik był już pytany i mówił że nic nie wie…
    Niech diabli wezmą te rekrutacje. Przylezie takie coś i tylko kłopot z tym….

  • Gość: gerwazy bartoszek

    Oceniono 9 razy 9

    Lepiej już aplikować bezpośrednio do HR danej firmy - dużo lepiej przygotowani i szybciej niż przez jakieś agencje zewnętrzne, nawet zagraniczne. Rekruterzy zewnętrzni muszę robić KPI więc często zawracają gitare osobom, które nie mają najmniejszych szans na dany stołek, ale pokazać można szefowi, że się dzwoniło do kandydata. A najgorsze jest to że w Polsce raczej nie mają kultury odpowiedzieć o wyniku rekrutacji jak negatywna, jedna firma amerykańska już 2 rok wysyła mi maila z wynikami 4 etapowej rekrutacji - jak podekreślia szefowa HR tej firmy wysyłają do wszystkich kandydatów bo taki standard USA im narzuca.
    Druga akcja rekruter został nagle wywalony z pracy w czasie rekrutowania mnie...........dowiedziałem się z Linked in, kiedy dodzwonić się nie mogłem, najlepsze, że koleżka podobno zabral ze sobą trochę aplikacji w tym moje CV jak opuszczał biuro ...i zapadł się pod ziemię..Welcome to Poland!

  • Gość: objawienie

    Oceniono 7 razy 7

    Najśmieszniejsze są rekrutacje w PL. Do pracy w zespole szukają frustratów albo tylko młodych do wyciśnięcia i wyplucia. Aplikując zero informacji zwrotnej-bo po co. Lidl się reklamuje, że płaci 3400zł brutto -przyjmuje na 1/2 i 2/3 etatu-więc spoko by było dla kogoś kto szuka zwykłej pracy, na kierownika też nie przyjmą mimo doświadczenia, bo szukają konkretnego profilu chama i drania z controllingu, który spodoba się młodzikowi rejonowemu.
    Na kierownika cię nie przyjmą, bo regionalny ma inny pomysł i szuka dzieci do orania, a na pracownika nie przyjmą, bo się kierownik sklepu boi, że go z posady wygryziesz :P W efekcie idziesz do pracy gdzie indziej, a oni dalej szukają i o dziwo odwiedzając sklepy na kasie wciąż widzę nowe osoby-czyżby taka rotacja mimo że taki super pracodawca?
    W UK takich problemów nie ma-idziesz na rozmowę to rozmawiasz z pracodawcą, który patrzy czy mu się nadajesz do zespołu i co potrafisz. Na kierownicze stanowiska rozwiązujesz testy i zadania on-line i np. z 6000 aplikujących wybierają 600 osób na AC, jedziesz, masz zwrot za podróż, wynajęty hotel, rozmawiasz z top managementem pomiędzy zadaniami, świetnie współpracujesz w grupie, a żeby cię przyjęli musisz mieć szczęście zwyczajnie i być najlepszym z najlepszych, co bywa trudne, gdy masz 599 konkurentów świeżo po ich studiach, ambitnych i młodych. Cała rekrutacja trwa 2 tygodnie -a nie miesiące jak w PL i dzwonią do ciebie z informacją szczegółową co i jak. Firmę nawet jak nie dostaniesz pracy wspominasz dobrze i masz miłe wrażenia, nie powodują u Ciebie frustracji jak firmy w PL. Jak cię nie przyjmą dalej lubisz firmę i wiesz, że przecież stanowisko z pensją 100K funtów rocznie i rocznym szkoleniem na też dobrej pensji nie jest do zdobycia codziennie, tym bardziej jeśli mają 12 miejsc a zgłasza się 6000 osób :) Poza tym w UK traktują cię normalnie. W PL traktują cię jakbyś był albo elbanowskim albo się nie nadawał do żadnej pracy, podczas gdy w UK jesteś świetny i wszyscy ci dziękują za pracę i chwalą (patrz motywacja pracownika), a i płacą normalnie. Doszło do tego, że firmy w PL polskie bankrutował, ludzie wyjeżdżali za pracą do UK, w UK zakładają firmy i radzą sobie świetnie i dobrze zarabiają a z czasem sami zaczynają zatrudniać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX